Drugi dzień 12. FKA

Drugi dzień 12. FKA

Nowy dzień – kolejne otwarcie! Drugi dzień spędziliśmy wystrzałowo – spacerowaliśmy po Łodzi, poznawaliśmy filmy interaktywne, słuchaliśmy o sound designie! A wieczorem – ponownie – powitaliśmy widzów, tym razem projekcją „Nasze wspaniałe życie” Łukasza Grzegorzka w Szkole Filmowej w Łodzi!

Nasze wspaniałe otwarcie

W piątek odbyło się już trzecie, a pierwsze w Szkole Filmowej otwarcie 12. FKA. Dyrektorzy Malwina Czajka i Przemysław Glajzner powitali widzów przed projekcją najnowszego filmu Natalii i Łukasza Grzegorzków, dla których była to już trzecia wizyta na festiwalu.

Pokaz „Mojego wspaniałego życia” spotkał się z bardzo dużym zainteresowaniem, a sala została wypełniona po brzegi. Po seansie twórcy opowiadali o kulisach powstania filmu. Łukasz Grzegorzek określił go jako „najbardziej osobisty z dotychczasowych produkcji” i zaznaczył, że była on okazją do powrotu do rodzinnej Nysy. Jak sam mówił, znaczna część filmu oparta jest na jego wspomnieniach z młodości i pamięci o osobach obecnych w jego życiu. Z kolei producentka opowiadała o trudnościach, na jakie natrafiła w trakcie starań o dofinansowanie filmu, który nie jest zaangażowany społecznie lub historyczny. Wspomniała też, że spotykała się z odmową ze względu na fakt, że jest żoną reżysera.

Widzowie bardzo chętnie zadawali pytania. Uczestnicy dyskusji mogli dowiedzieć się, na przykład, dlaczego główna bohaterka jest nauczycielką, jak wyglądał dobór obsady, z udziałem Agaty Buzek i Jacka Braciaka, a także skąd w filmie tak wiele ujęć brudnych okien. Ku zaskoczeniu festiwalowiczów, Łukasz Grzegorzek opowiedział o przygotowaniach do kolejnej produkcji, przy której tradycyjnie pracuje razem z żoną, i jak dodał: „będzie dziko!”. 

[Tekst: Adam Sołtys]

fot. Paweł Mańka

„W dwie i pół godziny zwiedzimy połowę świata”

Właśnie taką wielowymiarową podróżą było eksplorowanie filmowych lokacji Łodzi w sobotni poranek.  Spacerowicze spotkali się tuż obok „warszawskich kanałów” z filmu W ciemności Agnieszki Holland znajdujących się pod Parkiem Staromiejskim, a już po kilku minutach mieli przed sobą łódzkie famuły z Ziemi obiecanej Wajdy. Wenancjusz Szuster, przewodnik po oscarowej trasie zwiedzania, podniósł poprzeczkę jeszcze wyżej. Zabrał zwiedzających do Paryża, podążając śladami Zimnej wojny Pawła Pawlikowskiego oraz do Chicago, do świata Deja vu Jana Machulskiego. Przy okazji przedstawiciel Łódź Film Commission poruszył problematyczną kwestię przystosowania otoczenia do tematu filmu i czasu akcji. Uczestnicy dowiedzieli się, jak od formalnej strony wygląda chociażby usuwanie lub maskowanie znaków drogowych czy szyldów. A to nie jedyne utrudnienia, jakie można napotkać na planie. 

„Reżyser powiedział <musi być kominek> – więc musieliśmy postawić kominek”. Członkowie ekip filmowych pokonują wiele wyzwań, aby dostosować przestrzeń do wymogów postawionych przez reżysera. O nagłym dobudowaniu kominka w mieszkaniu w Kamienicy Pinkusa przy al. Kościuszki 1 opowiedział niespodziewany gość spaceru – Michał Śliwkiewicz.

Czy warto wybrać się na taką wycieczkę? Zdecydowanie tak! Jak powiedział Wenancjusz Szuster: „Postępujące remonty i odnawianie budynków sprawiają, że niedługo nie będziemy mogli oglądać tych miejsc w takim stanie, w jakim zostały przedstawione w filmach. Nagrywanie filmów historycznych z czasem też przestanie być możliwe”.

[Tekst: Aga Becherka]

fot. Paweł Mańka

Wytrop film

Specjalnie dla osób żądnych przygód Festiwal Kamera Akcja, we współpracy ze Stowarzyszeniem Filmowym FilmETER, przygotował grę miejską w aplikacji Tropiciel. Przez cały czas trwania Festiwalu, a więc do 7.10. 2021 r., dostęp do niej jest darmowy – po wpisaniu specjalnego kodu „kameraakcja”. Żeby wykonać wszystkie zadania, trzeba wykazać się wiedzą i wytrwałością. Kiedy śmiałek dotrze do lokacji, w nagrodę może obejrzeć krótki film wprowadzający. Następnie gracza czeka mały quiz, za który otrzymuje punkty. Przystanków jest dziesięć, a każdy z nich reprezentuje inny film. Ale uwaga! Liczy się również czas! Licznik tyka, więc nie można się ociągać. Choć na podziwianie wskazanych miejsc warto poświęcić kilka minut więcej. Idealnym uzupełnieniem tej wyprawy będzie obejrzenie (lub ponowne obejrzenie) pozycji z listy. Gwarantujemy, że będzie to naprawdę świetna zabawa.

[Tekst: Aga Becherka]

Nowatorska rozrywka czy chwilowa moda? 

Jednym z wydarzeń, w których można było wziąć udział na tegorocznym FKA, był wykład o filmach interaktywnych Kamila Jędrasiaka, filmoznawcy i groznawcy z Uniwersytetu Łódzkiego, który odbył się w Bibliotece TUVIM. W czasie żywiołowo prowadzonego wystąpienia omawiane były takie kwestie, jak różnice między filmem interaktywnym a „growością” oraz jak duże znaczenie w rozmowie o kulturze mają definicje.

Głównym wnioskiem, jaki można wysnuć z wykładu, jest to, że tak naprawdę wszystko rozstrzyga się w języku i nazewnictwie, a odbiór danego medium może się bardzo szybko zmienić. Najlepiej widać to na przykładzie gier, które jeszcze nie tak dawno traktowano jako rozrywkę, a nie dziedzinę, która jest przedmiotem naukowej dyskusji. Dziś groznawstwo jest bardzo obszernym i rozwijającym się nurtem w naukach o kulturze. Według Jędrasiaka filmy interaktywne, takie jak dostępne na platformie Netflix „Czarne lustro: Bandersnatch”, doczekają się akademickiej dysputy. Obecnie są “ciekawostką”, ale za parę lat będą uważane za produkcje prekursorskie. W końcu gry, w których twórcy korzystają z filmowych technik narracji, są czymś zupełnie powszechnym i tytuły, takie jak “Heavy Rain” albo gry studia Telltale, zdobyły ogromną popularność.

Czy w przyszłości ktoś będzie zastanawiać się nad różnicami pomiędzy filmem a grą, jeśli staną się różnymi odmianami tej samej twórczej gałęzi? W rozwianiu wątpliwości z pewnością pomogą pokazy filmów dostępnych w Bibliotece TUVIM do niedzieli włącznie.

[Tekst: Adam Sołtys]

fot. Irda in Action

Małe oszustwa albo magia kina. Co słychać w filmach? 

Spotkaliśmy się w Toya Studios, gdzie uznany operator dźwięku Michał Kosterkiewicz („Kruk”, „Zabij to i wyjedź z tego miasta”) wprowadzał nas w tajniki wiedzy dotyczącej udźwiękowienia.
Ujrzeliśmy proces powstawania filmu oczami, a raczej uszami sound designera. Ujrzeć uszami? Owszem. Synestezja nie jest niczym obcym dla tych, którzy na co dzień pracują nad dźwiękiem w filmie. Dzięki temu doświadczeniu są oni w stanie sprawić, że jako widzowie „usłyszymy zachodzące słońce” lub „wpadającą przez okno świeżość”.
Brzmi znajomo? A zastanawialiście się kiedyś, jak brzmi uderzenie w głowę? Nad tym właśnie rozmyślają wykonawcy dźwięków Foleya (ang. Foley artists) wykorzystujący w swojej codziennej pracy takie “narzędzia”, jak mięso, kapusta lub skorupa kokosu. Wszystko po to, aby w ostatecznym rozrachunku wszystko brzmiało zupełnie neutralnie, ponieważ, jak przyznaje Michał Kosterkiewicz: „najlepszy jest ten dźwięk, na który nikt nie zwraca uwagi”.
Postsynchron, picture lock, „zarzutka”, Wilhelm Scream – dla uczestników dzisiejszych warsztatów pojęcia te nie brzmią już jak średniowieczna alchemia. Chociaż, reżyserię dźwięku i alchemię wcale nie dzieli tak wiele: również udźwiękowienie okazuje się sztuką tworzenia „czegoś” z „niczego”. Odgłos hamującej ciężarówki, dziesiątek pędzących samochodów, klaksony i nagle – pomimo ubogiej warstwy obrazowej – możemy znaleźć się na ruchliwym skrzyżowaniu.
Dla wtajemniczonych dźwięk jest zjawiskiem wielowymiarowym. W trakcie warsztatów odsłuchaliśmy poszczególne warstwy dźwiękowe filmu, aby odkryć, jak ogromne znaczenie w budowaniu atmosfery mają z pozoru nieznaczące odgłosy, np. wiatraczek komputera lub szum drzew za oknem.
Michał Kosterkiewicz podzielił się z nami również swoimi doświadczeniami dotyczącymi pracy technika dźwięku. Zdradził, że uwielbia pracować z młodymi twórcami, którzy „udowadniają, że da się zrobić to, czego zrobić się nie da”.
Mimo, iż specjaliści od sound designu skrycie strzegą swoich tajemnic, to jedną z nich Wam zdradzimy. A może już to słyszeliście? 

[Tekst: Wiktoria Grzybowska]

fot. Paweł Mańka

Pełne atrakcji filmowe życie Łodzi

„Miasto atrakcji”, czyli część wystawy „Łódź filmowa” w Muzeum Kinematografii – jak wskazuje nazwa wystawy – obfitowała w liczne atrakcje dla uczestników festiwalu. Pałac Scheiblerów, gdzie mieści się muzeum, jest miejscem, w którym historia miasta splata się z historią kinematografii. „Mogliśmy dotknąć rozrywki naszych przodków i sami używać sprzętów, których używano około sto lat temu” – mówił jeden z uczestników już po oprowadzaniu. Wystawa umożliwia skorzystanie ze sprzętów takich jak latarnia magiczna, kinetoskop, fotoplastykon czy też przeglądarka do zdjęć stereoskopowych. „Pokazuje to historię w formie użytkowej – tak to funkcjonowało i możemy to poczuć” podzieliła się swoim doświadczeniem zwiedzająca.

W salach, w których kręcone były sceny do „Ziemii obiecanej” oraz „Stawki większej niż życie” odbywały się projekcje, które umożliwiały skonfrontowanie sposobu, w jaki zostały przedstawione z ich rzeczywistym wyglądem. Ostatnie pomieszczenie dostępne dla gości, to podziemia, w których zostały zachowane pamiątki ze słynnych produkcji filmowych: makieta do filmu „Quo vadis”, kostium Zbigniewa Cybulskiego z „Rękopisu znalezionego w Saragossie” czy też figura Chrystusa z „Popiołu i diamentu”. Wycieczka w kinową przeszłość Łodzi była podróżą pełną zaskoczeń oraz niepowtarzalnych doświadczeń. 

[Tekst: Paulina Podolewska]

Twórcza zabawa czy łamanie prawa? Burza mózgów na temat Found Footage.

W piątkowy wieczór grupa gości, związanych z działalnością Wytwórni Filmów Oświatowych, rozpoczęła dyskusję o szansach i zagrożeniach metody Found Footage, czyli filmu znalezionego, a nawet „odkrytego” w katalogach czy prywatnych kolekcjach i ponownie wykorzystanego. Sławomir Kalwinek oraz Jakub Krakowiak poprowadzili debatę, której uczestnikami byli: Beata Bartecka, Maciej Drygas, Monika Kotecka, Stanisław Liguziński, Daria Maślona, Jakub Mikurda, Kamil Skałkowski, Marta Szymanowska, Łukasz Tokarczyk, Maria Zmarz-Koczanowicz i Monika Żelazowska.

Obecność zarówno twórców, teoretyków, jak i radczyni prawnej (Monika Żelazowska), zapewniła szerokie spojrzenie na problematykę Found Footage. Rekonstrukcja materiałów archiwalnych wiąże się oczywiście z twórczą zabawą obrazami, konstruowaniem nowych znaczeń i refleksją nad przeszłością z dzisiejszego punktu widzenia. Praca ta niesie ze sobą jednak zagrożenie w kwestii regulacji prawnych. „Zajmujemy się rzeczą obecnie nielegalną” – postawił prowokującą tezę Maciej Drygas, odnosząc się do problemu dóbr osobistych czy też RODO. Poruszone zostały również tematy odpowiedzialności etycznej twórców oraz technologii, która nieustannie zmienia spojrzenie na archiwalia. Okazuje się w dobie współistnienia mediów analogowych i cyfrowych praca archiwisty pozostaje jedną z najbardziej odpowiedzialnych i pasjonujących zarazem.

[tekst: Paulina Podolewska]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *