Trzeci dzień 10. FKA – jesteśmy z Wami non-stop!

Trzeci dzień 10. FKA – jesteśmy z Wami non-stop!

Udało się! Po całonocnej dyskusji Do Utraty Tchu udowodniliśmy, że można zatrzeć tradycyjny podział na dzień i noc. Jubileuszowa edycja Festiwalu Kamera Akcja trwa 24 godziny na dobę! Macie jeszcze siłę

 

Pobiliśmy ten rekord, czyli o rozmowach do utraty ostatniego tchu

Organizatorzy tegorocznego festiwalu postawili poprzeczkę naprawdę wysoko! Kolejnego dnia tegorocznej edycji, a właściwie w nocy, odbyło się wydarzenie niespotykane dotąd w skali światowej – dziesięciogodzinna debata o tematyce filmowej! Nie dość, że koordynatorzy poprzeczkę tę przeskoczyli, to jeszcze dokonali tego sprawnie i efektywnie zdobywając tym samym złoty medal i serca słuchaczy.

Debatę poprowadzili Kuba Mikurda, Kaja Klimek oraz Tomasz Kolankiewicz, którzy swoją charyzmą wypełnili salę po same brzegi. Podczas nocnego posiedzenia przedstawiono 5 paneli dyskusyjnych. Co półtorej godziny pałeczkę przekazywali sobie nowi goście, co utrzymało wydarzenie w konwencji sztafety i zbudowało prawdziwą kaskadę emocji!

Maraton rozpoczął się o godz. 22:00, a w tle rozbrzmiewała pobudzająca muzyka z filmu „Rocky“. Na początku paneliści rozmawiali o tym, o czym nie wypada mówić – o wstydzie. W ostatecznym rozrachunku przełamano konwencję wszechwiedzącego krytyka i pozwolono mu na niewiedzę.

Na panelu Krytyczka zmienia kanał wypowiedziała się Anna Osmólska-Mętrak, która podkreśliła interdyscyplinarność przedsięwzięcia krytycznego: „Tekst o filmie to tekst o świecie“. W kontekście pracy współczesnego krytyka nie ma miejsca na bezbarwność i prostolinijność. Krytyk musi myśleć wielowymiarowo, a jego zadaniem nie jest nieuzasadnione sabotowanie twórców filmowych, a raczej ich podbudowywanie. „Krytyk musi być z filmem, nie przeciwko niemu“ dodała Barbara Hollender.

W dyskusji odniesiono się również do roli krytyka w promowaniu nowych produkcji. Sporą część debaty zdominował temat Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni. Głos zabrał Marcin Adamczak z Velvet Spoon, dystrybutor „Mowy Ptaków“ Xawerego Żuławskiego, który z wyrazami wdzięczności odniósł się do procesu wprowadzania tego tytułu do kin. „Jesteśmy wielkimi dłużnikami Komitetu Organizacyjnego Festiwalu w Gdyni, ponieważ zrobili dla nas fantastyczną robotę“ – podsumował.

Doświadczenie, profesjonalizm i pomysłowość prowadzących skłoniły ich do urozmaicenia spotkania o krótkie quizy o muzyce filmowej, sesje kalamburów oraz sporadycznie wyświetlane filmiki z Nicolasem Cagem. Tematy dyskutowane na tle YouTube’owych klipów z epoki VHS-ów stworzyły niespotykany dotąd klimat, który przełamał konwencję tradycyjnej debaty i uczynił z niej bardziej performans niż tradycyjnie rozumiane forum. Nie dało się tego przespać!  Organizatorzy wydarzenia zdecydowanie wygrali starcie i niczym najlepsi sportowcy, przełamali granice czasu.

[Tekst: Patrycja Gumola; Foto: Małgorzata Sujecka / Irda in Action ]

Skazani zabrali głos

Co się dzieje, gdy wizja artystyczna spotyka się z oczekiwaniami publiczności? Czy producent w negocjacjach z twórcą filmu staje po stronie widza czy autora? I czy w ogóle w produkcyjnej machinie jest miejsce na tego typu negocjacje? Na te pytania starali się odpowiedzieć goście dyskusji Skazani na widza: Piotr Dzięcioł, Magdalena Szwarcbart i Anna Kot.

 „Ja nie myślę o tym, ilu widzów zobaczy film” – przyznaje Piotr Dzięcioł i dodaje, że nikt z twórców i producentów nie był gotowy na taki sukces „Zimnej wojny” czy „Idy”. Jego zdaniem w kinie artystycznym króluje reżyser, który z kolei w kinie komercyjnym zostaje zdetronizowany przez widza. Zgodziła się z tym twierdzeniem Magdalena Szwarcbart, reżyserka castingu do takich filmów jak „Dom zły” czy „Lista Schindlera”. „Casting to jest proces służebny wobec scenariusza, myślę o tym, co zrobić żeby jak najlepiej zrealizować historię” – mówi.

Nieco odmienne zdanie przedstawił filmoznawca Artur Majer, który pracował m.in. przy serialu „Artyści”. „Jeśli sztukę tworzy się tylko dla siebie, to jest ona upadła.” Natomiast Anna Kot, PR Managerka odpowiedzialna za promocję takich tytułów, jak „Boże Ciało” czy „Cicha noc”, przyznała, że najtrudniejsze w jej pracy są oczekiwania reżysera.

Po kilku pytaniach od publiczności „skazani” zgodnie stwierdzili, że twórca musi chcieć zobaczyć swój film na ekranie i w tym tkwi jego siła. Wypowiedzieli się także na temat sprawdzania recenzji i opinii publiczności w Internecie. Są producenci-handlarze i są twórcy wierni swoim pomysłom, którzy jednocześnie pozostają wrażliwi wobec głosu widzów. Ta wytężona i wielotorowa dyskusja uświadomiła słuchaczom, że sprzężenie reżyser-widz to relacja partnerska.

[Tekst: Greta Wolny; Foto: Małgorzata Sujecka / Irda in Action ]

Pomysł jest, chęci są, ale… co dalej?

Prawdziwi pasjonaci filmów nie sypiają, a organizatorzy Festiwalu Kamera Akcja dobrze o tym wiedzą, dlatego zaraz po nocy pełnej wrażeń zorganizowali kolejne wydarzenia dla rannych ptaszków. Jednym z nich były warsztaty Zaplanuj festiwal filmowy prowadzone przez prawdziwą znawczynię tematu, Joannę Łapińską, Dyrektor Programową Festiwalu Transatlantyk, która ma na swoim koncie także współpracę przy takich wydarzeniach jak MFF Nowe Horyzonty, Haifa MFF, Torino MFF, czy Rotterdam MFF.

Celem warsztatów było zwrócenie uwagi uczestników na kluczowe elementy planowania festiwalu oraz szukaniu swojej niszy na, już dość szczelnie zagospodarowanym, obszarze filmowych świąt. Prowadząca rozpoczęła od uzmysłowienia uczestnikom, że „nie każde wydarzenie filmowe jest festiwalem”, po czym przeszła do wymienienia standardowych etapów typowych dla procesu planowania każdego takiego wydarzenia. Warsztaty odbywały się kameralnym gronie, co pozwoliło uczestnikom w spokojnej  atmosferze opowiedzieć o swoich pomysłach i wątpliwościach, gdyż każdy z nich przyszedł już z własną koncepcją nowego festiwalu. Różnorodność pomysłów udowodniła, że filmowy świat nadal stoi otworem i ma wiele do zaoferowania nie tylko w wymiarze artystycznym, ale też społecznym, co ma się przejawiać w pokazywaniu „kina, które ma siłę zmieniania świata”, jak określiła to jedna z uczestniczek.

Części teoretyczne, które omawiały zagadnienia wyboru miejsca, terminu, rozpoznania widza i jego upodobań, programowania czy obowiązkowej biurokracji, przeplatano praktycznymi ćwiczeniami. Dawały one początek do dalszego rozwoju pomysłu, a dodatkowym atutem było omawianie na bieżąco wykonanych zadań. Okazało się, że nie tylko sama prowadząca udzielała rad. Również uczestnicy podpowiadali sobie wzajemnie, nastąpiła swoista „burza mózgów”, co udowodniło, ze w twórczej grupie tkwi ogromny potencjał! Całość okraszały anegdoty opowiadane przez Joannę o realnych wyzwaniach, z jakimi musi się zmierzyć każdy organizator festiwalu.

Trzy godziny warsztatów były czasem intensywnej, wzmożonej pracy, którą uczestniczy wykonali z zapałem. Dzięki małej grupie mogli oni poczuć, że podchodzi się do nich indywidualnie i mogą znaleźć odpowiedzi na frapujące pytania. Każdy wyszedł z ogromem nowej wiedzy i wskazówek oraz z szerokim uśmiechem na twarzy świadczącym o tym, że w ich pomysły już wznieciono twórczą iskrę.

[Tekst: Ilona Janiec; Foto: Małgorzata Sujecka / Irda in Action ] 

Bawić się z Bolesławem Lewickim w berka!

Czy montaż to wyłącznie praca z oprogramowaniem? A może kryje się za tym coś więcej? Te i inne kwestie poruszali montażyści i filmoznawcy Małgorzata Stasiak i Karol Kubiak w ramach warsztatów Cięcie. Uwolnij umysł z Bogusławem Lewickim. Decyzją prowadzących było przeniesienie warsztatów z sali kinowej do prawdziwej montażowni Szkoły Filmowej, dzięki czemu uczestnicy warsztatów zobaczyli, jak wygląda profesjonalna praca nad materiałem.

Na trwający niemal trzy godziny kurs jedenaścioro uczestników musiało wcześniej zapoznać się z etiudami zrealizowanymi pod opieką patrona tegorocznej edycji festiwalu – profesora Bogusława Lewickiego, a także wybrać swój ulubiony utwór muzyczny. Cel warsztatów był więc pozornie prosty: kursanci mieli stworzyć własny teledysk na podstawie archiwalnych materiałów.

Na samym początku prowadzący zaproponowali kilka ćwiczeń pokazujących, iż emocje i kreatywność są podstawą pracy twórczej. “Nie myśleć, to jest podstawa sztuki!” – oznajmił Kubiak, a Stasiak podkreśliła, że trzeba iść za głosem serca. Po obejrzeniu materiałów i doborze ujęć do muzyki w ruch poszły programy montażowe.

Po godzinie materiały były gotowe. Poszczególni uczestnicy pochwalili się rezultatami pracy pokazując ujęcia dziecka zabawnie zmontowane z tworzeniem gipsowej rzeźby. Na innym ekranie zaś mogliśmy podziwiać tańczące w rytm muzyki animacje objaśniające działanie maski gazowej.

Entuzjastyczni prowadzący nagradzali uczestników gromkimi brawami. Nie zabrakło też cennych uwag i wnikliwych analiz. Na samym początku Małgorzata Stasiak powiedziała, iż “będziemy bawić się z Bogusławem Lewickim w berka”. I choć presja czasu dawała o sobie znać, to wszyscy pożegnali się w przyjaznej atmosferze.

[Tekst: Patryk F. R. Ostrowski; Foto: Małgorzata Sujecka / Irda in Action ]

W imię zasad! Pomówmy o współczesnym kinie polskim

          Słowo „kultowy” jest bez wątpienia znacząco nadużywane, jednak jeśli jakikolwiek polski film zasługuje na to miano, to bez wątpienia są to znane wszystkim „Psy” Władysława Pasikowskiego. Nic więc dziwnego, że uczestnicy festiwalu tak chętnie zebrali się w Kinie Szkoły Filmowej, aby po raz kolejny wysłuchać Bogusława Lindy wypowiadającego znane wszystkim cytaty, zarówno te bardziej, jak i mniej cenzuralne. Gratka dla fanów była tym większa, że w film tchnięto nowe życie poprzez wyświetlenie go w odrestaurowanej wersji.W wyniku tego kurta pilotka Franza Maurera wzbudzała jeszcze większą zazdrość wśród publiki niż kiedykolwiek wcześniej.

          Seans został poprzedzony rozmową Emila Sowińskiego z Michałem Piepiórką, autorem wciąż pachnącej nowością książki „Rockefellerowie i Marks nad Warszawą. Polskie filmy fabularne wobec transformacji gospodarczej”. Autor podjął się szczegółowej analizy rodzimych filmów stworzonych po 1989 roku, traktując je jako swoisty dokument czasów w których powstawały. Piepiórka podszedł do sprawy bardzo profesjonalnie i skupił się nie tylko na dziełach powszechnie docenianych, ale też nie przestraszył się „potworków”, jakie wykluły się w polskiej kinematografii w tym czasie. Poruszona została również problematyczna kwestia umiarkowanej legalnej dostępności niektórych z opisywanych przez autora produkcji. On sam dokonał wszelkich poświęceń, również tych moralnych, aby zaprezentować czytelnikom jak najbardziej rzetelny obraz polskiej kinematografii z ostatnich trzydziestu lat. Temat cieszył się zainteresowaniem publiczności i wzbudził wiele emocji. Gdyby nie czas wyznaczony na kolejną projekcję, dyskusja prawdopodobnie trwałaby tyle, co zmiana zdania Franza na temat kobiet. 

[Tekst: Paulina Musiela; Foto: Małgorzata Sujecka / Irda in Action ] 

To jest tak, jak w „Black Mirror Bandersnatch”; to jest tak, jak w „Decyzja należy do ciebie” na TVP2

Tymi słowami Miłosz Stelmach, filmoznawca i redaktor magazynu EKRANy, wprowadził widzów w interaktywny seans filmu „Late Shift” w reżyserii Tobiasa Webera. Premierowy pokaz w Polsce odbył się właśnie na Festiwalu Kamera Akcja. To wyjątkowy rarytas w programie FKA, ponieważ zaoferowano widzom niezwykle rzadką okazję, aby mogli wcielić się w rolę reżysera, a może nawet… boga?

Przed pokazem Miłosz Stelmach wygłosił krótką prelekcję oraz udzielił wskazówek technicznych. Prelegent wspomniał, że Netflix nie był pionierem w realizacji filmów interaktywnych. Pierwszymi produkcjami były już powieści paragrafowe oraz sztuki teatralne, w których widzowie otrzymywali rolę sędziów ławy przysięgłej, a nawet do kin wprowadzano fotele z przyciskami, jednak wyświetlany film nadal miał tylko jedno zakończenie. Eksperymenty trwały, a „Late Shift” z 2016 roku jest efektem jednego z nich. Film może mieć aż siedem różnych zakończeń, a to za sprawą ponad stu osiemdziesięciu możliwych wyborów, mniej lub bardziej istotnych dla fabuły. Już etap finansowania okazał się skomplikowany, kiedy to zarówno komisja funduszu filmowego, jaki deweloperzy gier odmawiali udzielenia środków argumentując, że projekt nie spełnia ich kryteriów. Ostatecznie „Late Shift” powstało w obu formach: kinowej oraz jako gra. Komentarze widzów potwierdzały te trudności w klasyfikacji. Po zakończeniu, które osiągnięto w rekordowo szybkim czasie (około 40 minut), można było usłyszeć sformułowania pokroju „źle to rozegraliśmy”. Widownia okazywała żywe zaangażowanie, czym skutecznie wpłynęła na organizatorów nakłaniając ich do ponownego odtworzenia filmu i zyskując tym samym szansę cofnięcia czasu i dokonania nowych wyborów.

Czy aby na pewno widz był siłą najwyższą i motywatorem działań filmowych bohaterów? Z jednej strony w kluczowych momentach fabuły, to my, widzowie, musieliśmy podjąć decyzję, jednak niektóre działania i tak prowadziły do stałych elementów scenariusza i odkryło w nim pewne mankamenty oraz brak spójności, co potwierdził drugi seans. Na przykład, kiedy bohater wybiera ucieczkę z drogocennym naczyniem, a podczas przepytywania twierdzi, że nie ma pojęcia, gdzie ono się znajduje. Mimo wszystko, pokaz okazał się energetyzującym wydarzeniem, które wywoływało i zaskoczenie, i śmiech (choć tego ostatniego było znacznie więcej). Na pewno jest to projekt, w którym warto wziąć udział i pobawić się – nawet przez chwilę – w twórcę filmowego.

[Tekst: Ilona Janiec; Foto: Paweł Mańka]

 

Krwiożercze bobasy atakują! Kolejny rok VHS Hell na Kamerze Akcji

W sobotę wieczorem uczestnicy Festiwalu mogli trochę odetchnąć po zajmujących dyskusjach i filmach. Zagwarantował to seans filmu klasy B zatytułowanego “It’s Alive 3: Island of the Alive”, wyświetlany w ramach cyklu VHS HELL, które towarzyszy festiwalowi już od sześciu lat. Film wyreżyserowany przez Larry’ego Cohena to ostatnia część trylogii o zmutowanych niemowlętach, dążących do unicestwienia gatunku ludzkiego. Brzmi groteskowo? I tak właśnie jest!

Pretensjonalna gra aktorska, absurdalna fabuła, kiczowata scenografia… To wszystko złożyło się na fenomen filmu, który pomimo specyficznego charakteru został bardzo pozytywnie przyjęty przez widzów festiwalu. Żywe reakcje i rozbrzmiewające co chwilę oklaski udowodniły, jak otwarci na różnorodne doznania potrafią być widzowie Kamery Akcji.

Sukcesem wydarzenia był w głównej mierze udział lektora Piotra Czeszewskiego, który nie przywiązywał się kurczowo do tekstu i wręcz improwizował dialogi. Jego błyskotliwe wypowiedzi, często nawiązujące do polskiej codzienności, nadały filmowi nowego wymiaru i uczyniły go jeszcze bardziej irracjonalnym, a przez to… potwornie zabawnym!

“Ciekawe, ilu z państwa dotrwa do końca”- tymi słowami przywitał zgromadzonych Krystian Kujda, gospodarz projekcji i autor cyklu VHS Hell. Nie było jednak powodów do wyjścia z sali, ponieważ widzowi bawili się wyśmienicie: od początku aż do bezsensownego zakończenia filmu.

[Tekst: Zuzanna Miniszewska; Foto: Paweł Mańka]

***

Gdy po całodziennej aktywności przychodzi zmęczenie, nie poddajemy się! W niedzielę już kończymy, a czeka nas jeszcze pełen dzień festiwalowych atrakcji. I Gala Zamknięcia. I ostatnie rozmowy. I podsumowanie. Nie warto iść spać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *