RECENZJE: film otwarcia i zamknięcia.

RECENZJE: film otwarcia i zamknięcia.

„Boże Ciało” jako diagnoza polskiego społeczeństwa

Lubię, kiedy film mnie zaskakuje. Kiedy nie mam wobec niego żadnych oczekiwań, a on okazuje się znakomity. „Boże Ciało” nie mogło mnie zaskoczyć. Jak miałby to zrobić, skoro został już wybrany na polskiego kandydata do nagrody Oscar i o którym w mediach było dość głośno? Moje oczekiwania stopniowo rosły i rosły, aż do momentu, kiedy w końcu wybrałam się na niego do kina. I jak? – mógłby ktoś zapytać. Super film, ale czy na pewno aż taki znakomity, jakim go okrzyknięto? Im dłużej zastanawiałam się nad tym filmem, tym więcej zalet i walorów dostrzegałam. Teraz jestem w stanie z pełnym przekonaniem stwierdzić, że „Boże Ciało” Jana Komasy to majstersztyk, który całkowicie zasługuje na uznanie i każdy kolejny seans pozwala na odkrycie w nim nowych znaczeń.

Film opowiada historię Daniela, który po wyjściu z zakładu poprawczego, chciałby wstąpić do seminarium duchownego, jednak wyrok uniemożliwia mu zostanie księdzem. Po dotarciu do małego miasteczka, w którym czeka go praca w tartaku, Daniel udaje się do kościoła, gdzie przedstawia się jako ksiądz Tomasz i w zastępstwie proboszcza zaczyna pełnić posługę kapłańską. Jego pojawienie się wprowadza zamęt w pozornie dobrze funkcjonującej społeczności. Wyciąga on na światło dzienne sekret ukryty pod nie całkiem zagojoną raną, która jątrzy się w sercach mieszkańców od czasu tragicznego wypadku samochodowego.

Najnowszy film Jana Komasy to diagnoza, jaką stawia polskiemu społeczeństwu młody reżyser razem z autorem scenariusza – Mateuszem Pacewiczem. Dogłębna analiza małomiasteczkowej społeczności po przebytej tragedii, przez którą jej mieszkańcy, zamiast zjednoczyć się w bólu, dzielą się i nawzajem separują. Cierpią, więc uważają, że wszyscy wokół nich powinni czuć się podobnie. Czują się wykluczeni i jednocześnie wykluczają innych. Nie próbują zmienić obecnej sytuacji, ponieważ żal i nienawiść stały się ich codziennością. Dopiero pojawienie się młodego księdza, daje szansę na przepracowanie tej traumy, szansę równie bolesną, jak i gojenie się rany.

Film zachwyca nie tylko wciągającą fabułą, ale też bardzo ciekawymi kreacjami bohaterów. Na szczególną uwagę zasługuje odtwórca głównej roli, Bartosz Bielenia, któremu udało się przekonująco połączyć dwa bieguny: postać księdza (sacrum) i chłopaka z poprawczaka (profanum). Cała obsada jest świetnie dobrana i prezentuje wysoki poziom gry aktorskiej, wśród niej: Eliza Rycembel, Tomasz Ziętek i Łukasz Simlat. Nie można również zapomnieć o matce granej przez Aleksandrę Konieczną, która stanowi główną przeciwwagę dla Daniela i jego niekonwencjonalnych pomysłów. Mistrzowski pokaz aktorstwa Koniecznej sprawia, że choć jej postać początkowo wzbudza dystans, stopniowo jest on łagodzony przez narastające, lecz nienatrętne współczucie.

Film Jana Komasy powinien zobaczyć każdy, niezależnie od tego, w co wierzy albo skąd pochodzi. To uniwersalne zwierciadło, w którym mogą się przejrzeć widzowie nie tylko z Polski, ale i z całego świata, o czym świadczy chociażby dobre przyjęcie filmu na Festiwalu Filmowym w Wenecji. Po „Bożym Ciele” z niecierpliwością czekam na kolejne produkcje stworzone w duecie Komasa-Pacewicz.

[Tekst: Zofia Politowicz]

Nie bójmy się latać

„Nie bój się, że ty polecisz, świat cię uniesie, muzyka cię uniesie” – mówi w jednej scenie Mietek do Zuzy, z którą gra w zespole. Lot rozumiany jest jako wolność, możliwość nieskrępowanego wyrażania siebie i realizacji marzeń. Tak tytułowy bohater najnowszego filmu Macieja Pieprzycy „Ikar. Legenda Mietka Kosza” odczuwał graną przez siebie muzykę. W niej znajdował cały sens życia i przez nią mógł postrzegać świat.

          Jest to kolejna produkcja duetu reżysera Macieja Pieprzycy i aktora Dawida Ogrodnika po „Chce się żyć”, którzy po wielu latach wracają do współpracy, jak sami mówią: „ciekawi, co z tego wyniknie”. A oprócz Srebrnego Lwa i nagrody za główną rolę męską na Festiwalu Filmowym w Gdyni, rezultatem współpracy jest ciekawa, przepełniona świetną ścieżką dźwiękową, pulsująca życiem opowieść o autentycznej postaci muzyka jazzowego Mietka Kosza. Postać dotychczas nieznana polskiej publiczności, jak i również tym, dla których świat jazzu nie był obcy.
          To, co definiuje głównego bohatera to wyjątkowy talent i utrata wzroku, która w dużym stopniu przyczyniła się do niezwykłej wrażliwości na dźwięki, pozwalającej mu tak intensywnie odczuwać muzykę. A jest to muzyka niezwykła, jazz nowoczesny, wyzwolony i wyrafinowany, oparty głównie na improwizacji. Wymagający od słuchacza obycia melomana. Mietek Kosz buntował się wobec ograniczeniom w muzyce, przeciwko wszystkiemu, co schematyczne. Prowokował i wymagał zaangażowania, choć sam był  niezwykle samotny. Czy była to samotność geniusza i ekscentrycznego muzyka, nierozumianego przez współczesnych, czy stan uwarunkowany brakiem zdolności widzenia? Zapewne obydwa czynniki ukształtowały jego charakter, człowieka trudnego w obyciu, tak jak trudna w odbiorze była jego muzyka.

          To wszystko bezbłędnie na ekran przenosi Dawid Ogrodnik, totalnie wcielając się w postać głównego bohatera. Zadziwia warsztatem aktorskim, który z pewnością stanowi główny atrybut filmu. Zachwycają też aranżacje muzyczne Leszka Możdżera, które sprawiają, że ekranowy jazz brzmi efektownie i dramatycznie. Zasłużenie Leszek Możdżer otrzymał gromkie brawa od publiczności podczas oficjalnego pokazu na festiwalu w Gdyni. Dawidowi Ogrodnikowi na ekranie towarzyszyli tacy znakomici aktorzy, jak: Jowita Budnik, Piotr Adamczyk, Justyna Wasilewska oraz Katarzyna Wajda. W filmie pojawia się gościnnie również Maja Komorowska, której postać profesor Anieli, choć epizodyczna, była ważna w życiu tytułowego pianisty.

          Maciej Pieprzyca w swoim scenariuszu nie przedstawił historii życia Mietka Kosza z dokładnością kronikarza, lecz raczej w twórczy sposób ją przetworzył. Powstaje z tego film, w którym wydarzenia z różnych okresów życia mieszają się ze sobą, tworząc intrygujący, nieco skomplikowany kolaż, dający się jednak bez problemu odczytać. Poznajemy młodego Miecia (granego przez Cypriana Grabowskiego), który zaczyna tracić wzrok i rodzice wysyłają go do zakładu dla niedowidzących chłopców. Widzimy też starszego już Kosza, który stawia pierwsze kroki w świecie pianistów, najpierw w szkole muzycznej, a potem na scenie. Przez większość czasu jednak obserwujemy dorosłego i sławnego jazzmana, który wzbija się na wyżyny kariery, tak jak Ikar podlatuje (zbyt) blisko słońca. Wszyscy wiemy, jak kończy się mit i że płonącym jasnym światłem gwiazdom niestety często towarzyszy bolesny upadek.

[Tekst: Zofia Politowicz]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *