Drugi dzień 10. FKA – między krytyką i rapem? Czyli na co w kinie można się wkurzyć.

Drugi dzień 10. FKA – między krytyką i rapem? Czyli na co w kinie można się wkurzyć.

Tym razem byliśmy zadziorni – krytykowaliśmy, dyskutowaliśmy i…rapowaliśmy!

Uff, było naprawdę gorąco! Dyskusje na linii krytyk – twórca to jak igranie z ogniem. Piątkowe spotkania rozgrzali Xawery Żuławski, Sebastian Fabijański, Bogdan Dziworski i Kalina Alabrudzińska.

Czy potrafisz zrozumieć „Mowę Ptaków”?

W drugi dzień tłum widzów zgromadziła projekcja „Mowy ptaków” w reż. Xawerego Żuławskiego, której twórcy zdecydowanie wiedzą, jak… podzielić widownię. Zobaczyliśmy film zrobiony wbrew wszelkim regułom współczesnego kina, który według reżysera jest „oknem i świeżym powietrzem w kinematografii”.

Już na początku spotkania z twórcami reżyser skomentował skrajne odczucia widzów po seansie: „Nie jest tak źle być na ten film wkur***nym”. Przyznał, że scenariusz, który otrzymał od ojca, Andrzeja Żuławskiego, pozostawił dużo wolności twórcom i aktorom, a sam film „powstawał w energii nie wiem.

W tej produkcji nie było miejsca na kompromisy, ani próby ułatwiania przekazu. Xawery Żuławski opowiadał o początkowej współpracy z Piotrem Kielarem, Jackiem Borcuchem i Janem Komasą, którzy mieli reżyserować poszczególne segmenty: „Umówiliśmy się, że to, co reżyser uważa za słuszne i dobre, wchodzi do filmu i nie jest istotne dla nas, ilu widzów zgromadzi”. Film powstał jednak tylko pod reżyserską batutą Xawerego, ale w ostatecznym efekcie widzowie są świadkami „filmowego hołdu dla Andrzeja Żuławskiego”.

Obok reżysera na fotelu siedział również autor zdjęć do filmu – Andrzej J. Jaroszewicz, który zwrócił uwagę na przekorne zakończenie i formułę podziału postaci na rozdziały, która jest przełamaniem zasad współczesnej reżyserii. Na temat produkcji wypowiadał się też Marcin Adamczak – dystrybutor i współzałożyciel firmy Velvet Spoon, który zdecydował się na wprowadzenie do kin tak trudnego filmu.

Pytania ze strony publiczności rozpoczęły dyskusję o kontekście kulturowym w filmie, ale też skłoniły reżysera do kilku anegdot dotyczących studiów w Szkole Filmowej w Łodzi, a nawet wpływu buddyzmu na jego twórczość. Kto przegapił zwierzenia niepokornego twórcy, niech żałuje i pędzi do kin przekonać się, czy zrozumie „Mowę ptaków”.

[Tekst: Greta Wolny; Foto: Paweł Mańka]

“Stanąć i nie przeszkadzać filmowi!”

Czy w świecie kinematografii istnieje miejsce na dialog między aktorem a krytykiem filmowym? Tradycyjnie w festiwalowym cyklu Aktor a Krytyk, na to pytanie próbowali odpowiedzieć pełen charyzmy Sebastian Fabijański i władający akademickim spokojem Łukasz Maciejewski, a ich rozmowę dodatkowo moderował Marcin Radomski.

Spotkanie rozpoczęto pytaniem do Fabijańskiego o to, czy czyta recenzje filmów, w których gra, co dało iskrę do dłuższej wypowiedzi na temat współczesnej kinematografii w ogóle. Aktor podkreślił znaczenie sztuki krytyki filmowej w kreowaniu postaci, a Łukasz Maciejewski zgodził się z nim dodając, iż prosta ocena roli jest wręcz niemożliwa. Podsumowaniem tej części wydarzenia były słowa Fabijańskiego: “Ja mam takie poczucie, że czasami warto stanąć i nie przeszkadzać filmowi, tylko być jakimś elementem układanki”. Wątki rozmowy przeszły kolejno na tematy szufladkowania aktorów do poszczególnych gatunków filmowych. Zarówno Fabijański, jak i Maciejewski przyznali, że za tym mechanizmem kryje się często „ślepy los”, a samo zaszufladkowanie jest oznaką twórczego zniewolenia.

Prowadzący skierował dyskusję na tory popularnego ostatnio motywu kariery raperskiej Sebastiana Fabijańskiego. Ze słów aktora można wywnioskować, że praca nad muzyką jest dla niego okazją do zajęcia stanowiska w dyskusji publicznej: „Chciałbym po prostu być usłyszany, a nie ma lepszej formuły niż na hip-hopowym bicie”.

Fabijański wielokrotnie podkreślał jak ważne jest poczucie wolności twórczej, które towarzyszy mu przed mikrofonem. Ku zaskoczeniu zebranej licznie publiczności, aktor zdecydował się na „zarapowanie” kilku wersów z nadchodzącej płyty. Fabijański dla obrony wolności wyboru artysty zdradził, iż odmówił udziału w amerykańskiej koprodukcji w 2021 roku, gdyż, jak sam twierdzi, nie wie, czy za dwa lata będzie jeszcze aktorem!

Najważniejszym przesłaniem rozmowy zdaje się wspólne stanowisko Fabijańskiego i Maciejewskiego na temat emocji. Krytyk recenzując film musi zobaczyć w bohaterze jakąś konkretną postawę, energię. Z kolei aktor musi nieustannie widzieć wyższą ideę, a także słuchać i być otwartym.


[Tekst: Patryk F. R. Ostrowski; Foto: Małgorzata Sujecka / Irda in Action ]

“Nic nie ginie”, czyli opowieść o samotności w tłumie

W ramach festiwalu po raz kolejny odbyła się projekcja tegorocznego filmu dyplomowego studentów Wydziału Aktorskiego PWSFTViT w Łodzi, a zarazem pełnometrażowego debiutu reżyserskiego absolwentki tej szkoły, Kaliny Alabrudzińskiej.

“Nic nie ginie” to opowieść o poczuciu wyobcowania i poszukiwaniu kontaktu z naturą. Jak na film dyplomowy przystało, miał on pokazać umiejętności aktorskie studentów, a także ich indywidualne, wyraziste cechy. Studenci wcielili się w role uczestników terapii psychologicznej, nieumiejących sprostać codziennym wyzwaniom ani odnaleźć swojego miejsca w społeczeństwie. Każda rola dawała możliwość zaprezentowania w pełni warsztatu aktorskiego.

Po seansie odbyło się spotkanie z reżyserką i Piotrem Packiem, odtwórcą jednej z głównych ról, prowadzone przez Małgorzatę Stasiak. Goście opisali proces powstawania filmu, w trakcie którego korzystali z osobistych doświadczeń związanych z terapią i nie tylko. Kalina Alabrudzińska zaznaczyła, że starała się zapewnić studentom swobodę, możliwość improwizacji oraz poczucie bezpieczeństwa. Przy realizacji filmu dążyła do wydobycia z aktora tego, co w nim najlepsze, lecz także przedstawienia własnej wizji. Obecny na sali aktor podkreślił, jak ważna była dla niego współpraca z doświadczonymi kolegami po fachu, którzy także zostali zaangażowani do projektu i chętnie dzielili się wiedzą: “poprzez pracę nad tym filmem my się poznawaliśmy na nowo”- tymi słowami podsumował wpływ projektu na relacje w grupie.

Dyskusja zakończyła się przemyśleniami na temat znaczenia tytułu filmu. Jak przyznała reżyserka, jest on niejednoznaczny, jednak według niej symbolizuje wpływ ludzi na siebie nawzajem. W końcu “w przyrodzie nic nie ginie”.

[Tekst: Zuzanna Miniszewska; Foto: Paweł Mańka]

Który krótki metraż okaże się najlepszy?

Za sprawą zróżnicowanej selekcji Konkursu Etiud i Animacji młodzi polscy twórcy mieli okazję zaprezentować swoje ostatnie dokonania w krótkometrażowych formach filmowych.

Widzowie mogli zobaczyć po 10 etiud i animacji, znacząco skontrastowanych zarówno tematyką, estetyką czy emocjami, jakie wzbudzały wśród widzów. Dla przykładu, wyróżniona w Cannes „Duszyczka” Barbary Rupik, nasuwała swoją warstwą wizualną skojarzenia z brudnymi i przepełnionymi wszelkimi okropnościami obrazy Pietera Bruegela, „Marcel” Marcina Mikulskiego zmuszał do refleksji w temacie konformizmu i anonimowości jednostki w świecie XXI wieku, z kolei „Mój dziwny starszy brat” Julii Orlik sprawił, że cała sala zanosiła się szczerym i nieskrępowanym śmiechem.

Ożywioną atmosferę wprowadziła również obecność jury, z którego można było wyróżnić dwa składy: Jury Główne oraz Jury Młodych. Laureatów konkursu będzie można poznać już wkrótce, bo podczas gali zamknięcia. Kto wie, być może wśród wyróżnionych znajdzie się kolejny buntowniczy i wierny własnym ideom twórca, który w przyszłości również będzie reprezentować nasz kraj na następnych galach oscarowych?

[Tekst: Paulina Musiela]

„Na mieście mówią, że moje filmy się nie zestarzały”

To dość krnąbrne słowa jednego z gości specjalnych 10. FKA – reżysera i fotografika Bogdana Dziworskiego, i… trudno się z nimi nie zgodzić. Dwie nagradzane produkcje twórcy: „Hokej” (1976) i „Kilka opowieści o człowieku”(1983), można było obejrzeć w ramach obchodów 70-lecia działalności Wytwórni Filmów Oświatowych w Łodzi. Sylwetkę tej znakomitej postaci przybliżył też widzom krótkometrażowy film „Dziwor” (2019), w reżyserii Pawła Dyllusa. Rzeczywiście, filmy Dziworskiego – pomimo upływu lat – wciąż jątrzą, intrygują i bawią.

Po projekcji, w rozmowie z filmoznawcą Michałem Dondzikiem, reżyser opowiedział o swoim wiernym oddaniu aparatom Leica i miłości do fotografii, w której najbardziejliczy się szczęście i uchwycenie magicznego momentu”. Zapytany o rady dla młodych fotografów, bez wahania odpowiedział przekornie: „Wstajemy rano,  bierzemy aparat i 8 godzin fotografujemy”.

Widzowie mieli okazje posłuchać na temat współpracy z BBC, anegdot o dojadaniu resztek śniadania papieża i przekonać się, że do stworzenia filmu może zachęcić jedno zdjęcie, jak było w przypadku produkcji „Kilka opowieści o człowieku”. Reżyser wspominał czasy, gdy przy produkcji filmu liczył się nacisk na sztukę i formę, a twórcy nie musieli „biegać za pieniędzmi”. Wyznał też, że Łódź go przyciąga i inspiruje. Po dzisiejszym spotkaniu z pewnością wielu łodzian zainspirował on sam.

[Tekst: Greta Wolny; Foto: Paweł Mańka]

***

Piątek nie doczekał swojego końca, bowiem… spędziliśmy w Szkole Filmowej całą noc! O godz. 22:00 ruszyło całonocne wydarzenie specjalne Do Utraty Tchu, które zaciera wyraźną granicę pomiędzy drugim a trzecim dniem festiwalu. My zawsze dyskutujemy: zawzięcie, zaciekle, do rana!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *