Czwarty dzień 10. FKA – obnażyliśmy kłamstwa i zdradziliśmy sekrety!

Czwarty dzień 10. FKA – obnażyliśmy kłamstwa i zdradziliśmy sekrety!

To był dzień prawdziwych zwierzeń i wyjawiania tajemnic. Niedziela upłynęła pod znakiem odkrywania tajników pracy autora zdjęć, montażysty, vlogerów, ale także… podsumowań. Poznaliśmy werdykt Konkursu Etiud i Animacji oraz oficjalnie zakończyliśmy festiwal. 

Szczera rozmowa na temat „Ja teraz kłamię”

Ostatniego dnia festiwalu, uczestnicy mieli wyjątkową możliwość poznania jednego z bardziej oryginalnych obrazów stworzonych przez polskich twórców ostatnich lat. Trudno bowiem inaczej określić drugi pełnometrażowy film reżysera Pawła Borowskiego pt. „Ja teraz kłamię”. Film spolaryzował krytyków i publiczność jak mało który! O ile bowiem jego walory wizualne są niepodważalne, o tyle warstwa fabularna wydaje się trafiać jedynie do określonego grona odbiorców.

          Po projekcji odbyło się case study z dwukrotnym laureatem Orłów, operatorem i absolwentem Szkoły Filmowej w Łodzi, Arkadiuszem Tomiakiem. Przeprowadził on dokładną analizę poszczególnych kadrów, a także podzielił się swoimi technikami i sposobami na osiągnięcie tak wysmakowanych i zaskakujących ujęć, jakie widzowie mieli okazję podziwiać w czasie seansu. Wyjaśniał techniczne aspekty warsztatu filmowego, wprowadzając widzów za kulisy produkcji. Publiczność chętnie włączyła się w dyskusję nad filmem, dzieląc się z jego współtwórcą swoimi skrajnymi i nie zawsze przychylnymi opiniami. Gość nie tylko bardzo chętnie wchodził z nimi w polemikę, ale wręcz zachęcał zebranych do bezpardonowo szczerych wypowiedzi, na które szybko reagował przywołując swoje dotychczasowe dokonania i projekty, przy których pracował. Spotkanie tym bardziej inspirujące i interesujące ze względu na fakt, że Arkadiusz Tomiak łączy cechy wybitnego operatora obrazu: rzemieślnika i artysty. Posiada przeogromną wiedzę w temacie produkcji filmowej, którą chętnie przekazał w ciekawy i przystępny sposób, poparty scenorysami, fotosami czy reprezentacjami własnych inspiracji.

[Tekst: Paulina Musiela; Foto: Paweł Mańka]

O filmie po godzinach

O doborze odpowiedniego sprzętu, wnikliwej analizie odbiorcy, tygodniach researchu i publicystycznej anarchii – ostatniego dnia internetowi twórcy poprowadzili warsztaty krytyczno-filmowe.  Przed uczestnikami stanęli: Michał Lesiak i Bolesław Racięski (podcast „Ścieżka dźwiękowa”), Mateusz Żebrowski i Marta Chylińska (vlog Drugi seans) oraz Marcin Radomski (vlog KINOrozmowa).

Spotkanie rozpoczęło się od wymiany inspiracji i wspomnień o początkach działalności internetowej prelegentów. Jednym przyświecała idea edukowania publiczności i wspólnej analizy wybranych dzieł, inni z kolei od początku opierali się na „bezczelnym przekonaniu, że ktoś będzie chciał tego słuchać”, jak było to w przypadku duetu ze „Ścieżki dźwiękowej”.  

Aspirujący twórcy, którzy zasiedli wśród publiczności, mogli zaczerpnąć rad w kwestiach technicznych i promocyjnych. Prowadzący zwrócili uwagę na zupełnie inną specyfikę procesu kreowania treści dla Youtube’a i podcastu i raczej odradzali próby rozpoczynania kariery w blogosferze.  Jako ważny element promocji swojej działalności wyróżnili regularność publikacji i zachowanie postawy bliskiego kontaktu ze swoim odbiorcą.

Wśród pytań od publiczności dominował temat specyfiki podcastu jako medium. W odpowiedziach padały cenne uwagi, dzięki którym uczestnicy spotkania wiedzą, że nazwa „Ścieżka dźwiękowa” jest jednak dość niefortunna, jeśli planuje się publikować swój materiał w muzycznym serwisie streamingowym, a największym wrogiem podcastera może okazać się… lodówka działająca w przestrzeni, w której się nagrywa.

Wniosek jest następujący: aby zarażać widza miłością do filmu, wystarczy najprostszy sprzęt i chęć zabrania głosu, a doskonalić się można już w procesie tworzenia. Zatem kamery i mikrofony w dłoń i … do usłyszenia!

[Tekst: Greta Wolny; Foto: Małgorzata Sujecka / Irda in Action]

Chcę ci coś powiedzieć, ale to tajemnica!

Przyćmione światło, szmery i pomruki rozchodzą się po sali, na scenie pojawia się prowadząca Anna Wróblewska, a wszyscy czekają z niecierpliwością. Podekscytowanie wzrasta z każdym kolejnym przypomnieniem o zakazie filmowania i nagrywania. Wiemy, kto wystąpi, znamy tytuły projektów, o których będą mówić, ale czy zdradzą nam coś więcej? Jak duży rąbek tajemnicy przed nami odkryją?

W takim wszechogarniającym poczuciu tajemniczości i pełnego napięcia oczekiwania, jak na najlepiej strzeżony sekret, rozpoczęło się ostatnie dyskusyjne wydarzenie Festiwalu, czyli Power speeche branży filmowej. Ideą Power Speechy jest przekazywanie praktycznych informacji w sposób nieszablonowy, tak aby zmotywować słuchaczy do działania, a w branży filmowej służą one pozyskaniu wsparcia przy ich realizacji.

Jako pierwszy zwierzył się Mateusz Rakowicz, reżyser filmu „Najmro”, którego premiera odbędzie się już w przyszłym roku, a film będzie jego pełnometrażowym debiutem. „Najmro” będzie filmem z gatunku kina akcji, inspirowany prawdziwą historią Zdzisława Najmrodzkiego, polskiego przestępcy działającego w latach ’80.

Następnie do skarbca tajemnic wprowadziła słuchaczy Izabela Wierzbińska. Opowiedziała ona w bardzo fachowy i rzeczowy sposób o kilku projektach zaplanowanych na najbliższe kilka miesięcy. Swoją prezentację zakończyła dość niespodziewanym akcentem oznajmiając, że jedna osoba ma na swoim siedzeniu przyklejony numerek, co oznaczało, że jest ona szczęśliwcem otrzymującym zestaw płyt z filmami.

Maria Gołoś z kolei odkryła karty filmu „Jesienna dziewczyna” w reżyserii Katarzyny Klimkiewicz, projektu, nad którym prelegentka aktualnie bardzo intensywnie pracuje. Jest to film inspirowany biografią Kaliny Jędrusik. Z krótkiej prezentacji można było wywnioskować, że z tym projektem łączy ją szczególna więź.

I w końcu przyszedł czas na zwierzenia Jana Borowieckiego. Opowiedział on o „Szklanych negatywach”, dzięki którym mógł wcielić się w rolę detektywa i pozwoliły mu na intymne spojrzenie w przeszłość. W wielkim zaufaniu zaprezentował fragmenty swojego filmu, o których opowiadał w taki sposób, że nabierały one dodatkowego artystycznego wymiaru wykraczającego nawet poza sztukę filmową.

Power Speeche okazały się idealnym zamknięciem festiwalowych dyskusji. Dając wgląd w nadchodzące wydarzenia z filmowego świata pozwoliły festiwalowiczom poczuć się naprawdę wyjątkowo, jak członkom tajemnego gremium. Z całą pewnością będą wyczekiwać, aż projekty ujrzą światło dzienne.

[Tekst: Ilona Janiec; Foto: Paweł Mańka ]

Pokazali nam surowe mięso!

A mowa tu zarówno o filmie „Wilkołak“ w reżyserii Adriana Panka, jak i prelekcji poprowadzonej po pokazie filmowym. Organizatorzy pokazali widzom obraz naprawdę soczysty i trzymający w napięciu.

Akcja rozgrywa się w 1945 roku. Ośmioro dzieci, które żyją pod niemiecką okupacją oraz represją rosyjską, muszą zmagać się z bezlitosną rzeczywistością. Niezwykle przejmujące dzieło Panka zaciera granice między dobrem i złem, widziane z perspektywy zniszczonego wojną umysłu dziecka. Reżyser niejednokrotnie wykorzystuje brutalne sceny, by podkreślić ówczesne realia i okrucieństwo okupantów, którzy porównani są do wygłodniałych wilków.

Po seansie widzowie mięli okazję brać udział w prelekcji dotyczącej montażu filmu. Case study poprowadził montażysta „Wilkołaka“ Jarosław Kamiński. Mówca pokazał widowni surowy materiał, na jakim zwykł pracować, wyrób pozbawiony ścieżki dźwiękowej oraz cięć.

Kamiński zaprezentował, co dzieje się za kurtyną produkcji filmowej i uświadomił, jak długą drogę musi przejść materiał zanim trafi do kin. Wyjaśnił, że nie zawsze to, co działa w scenariuszu znajdzie uzasadnienie w dalszych etapach powstawania filmu, „potem przychodzi ekran i następuje weryfikacja“ – mówi. Na podstawie pokazanych klatek montażysta omówił proces wzmacniania postaci, budowania historii oraz osobowości głównego bohatera właśnie poprzez montaż.

Wykład był zwięzły i merytoryczny, ale nie zabrakło w nim pełnego dystansu humoru, z jakim artysta odnosił się do własnych błędów popełnionych podczas pracy nad filmem. Zaskakiwał, bawił, szczerze opowiadał, a przy tym uczył. Prawdziwy mistrz!

[Tekst: Patrycja Gumola; Foto: Paweł Mańka]

Łódź Paryżem, siedzibą berlińskiej filharmonii i miastem meneli

Gwiazdy na ulicy Piotrkowskiej obok Hotelu Grand mienią się w promieniach słońca, przechodnie spacerują ciesząc się pogodą i w pełni korzystają z piękna jesieni. Spośród nich wyłania się człowiek w żółtej kurtce i z szerokim uśmiechem na twarzy. Jest to Wenancjusz Szuster z Łódź Film Commission, który zbiera grupę pasjonatów kina na spacer po Łodzi filmowej.

Dzisiejsze wydarzenie udowodniło, że zamiłowanie do tego typu wydarzeń nie zna wieku Chociaż trasa obejmowała tylko  4 ulice: Piotrkowską, Moniuszki, Sienkiewicza i Traugutta, to obfitowała w miejsca, które posłużyły za filmowe lokacje. Okazało się, że Łódź bezsprzecznie wygrywa „castingi” do wszelakich filmów historycznych.

Najlepiej będzie jak zaczniemy od początku, czyli od miejsca zbiórki – Hotelu Grand. Obecnie jest on zamknięty z powodu remontu, ale zdążył odegrać kilka ważnych ról, na przykład jeden z pokoi stał się na kilka dni nowojorskim apartamentem w filmie Thr3e (reż. Robby Henson). Z kolei, w lobby nakręcono scenę strzelaniny z serialu „Paradoks” z Bogusławem Lindą. Poza tym Hotel Grand pojawia się aż w siedmiu serialach (m. in. „Król”, „Ludzie i Bogowie”, „Komisarz Alex”).

Spacer podążył dalej w stronę ul. Traugutta, aby na chwilę poczuć nostalgiczny klimat przechadzki po paryskich zaułkach z filmu „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego. Wspominając tę produkcję trzeba zaznaczyć, że Pawlikowski zamienił Łódź w Paryż na czas zdjęć. Sala w Grand Hotelu stała się paryskim Eclipse, klub El Cubano został Antiquites, a na ul. Moniuszki mieści się kamienica, w której mieszkał główny bohater. Na tej samej ulicy Andrzej Wajda kręcił „Powidoki” z Bogusławem Lindą, który niechlubnie określił Łódź „miastem meneli”. Natomiast z placu przy ul. Traugutta widać fasadę Łódzkiej Filharmonii, gdzie nakręcono ostatnią scenę filmu „Mój rower” Piotra Trzaskalskiego przedstawiającą berliński konkurs muzyki klasycznej.

Nie sposób wymienić wszystkie produkcje zrealizowane w Łodzi. Tym bardziej, że opowieść uzupełniały zdjęcia kadrów z poszczególnych produkcji pokazywane przez przewodnika. Prawdopodobnie filmowy potencjał Łodzi najlepiej opisują słowa wypowiedziane przez jednego z twórców „Pokoju z widokiem na morze”. Miał on powiedzieć, że z dachu budynku Textilimpexu rozciąga się widok na całą Polskę: od Bałtyku aż po Tatry. Oczywiście, miał na myśli kino Bałtyk oraz kinoteatr Tatry.

[Tekst: Ilona Janiec; Foto: Paweł Mańka]

Ostatnie cięcie. Kamera stop. Zapalają się światła.

Festiwal dobiega końca, widzowie po raz ostatni podczas tej edycji gromadzą się w sali, by razem z organizatorami obejrzeć finałowy seans, jakim jest „Ikar. Legenda Mietka Kosza” w reż. Macieja Pieprzycy. Sala pełna ludzi, gwar rozbrzmiewa, słychać pełne zapału rozmowy o niedawno obejrzanych filmach i dyskusjach, w których brano udział. Światła przygasają, na sali robi się coraz ciszej. Na scenę wchodzi Agata Gwizdała i rozpoczyna galę finałową.

Przyszedł czas na wręczenie nagród w Konkursie Etiud i Animacji, nad którego wynikami obradowały dwie odrębne komisje. Jury Młodych przyznało nagrodę za najlepszą etiudę Helenie Oborskiej za film „Ukąszenie”, a za najlepszą animację – Marcie Szymańskiej za „Tango tęsknot”. Jury Główne uznało za najlepszą etiudę „Hi, how are you” w reż. Michała Chmielewskiego, a „Duszyczkę” w reż. Barbary Rupik za najlepszą animację. Dodatkowo wyróżniony został Piotr Sułkowski za etiudę „Play” oraz Paulina Ziółkowska za animację „Na zdrowie”.

Po rozdaniu nagród organizatorzy festiwalu mieli możliwość podziękowania wszystkim, którzy przyczynili się do stworzenia tegorocznej edycji i wszystkich, którzy przez ostatnie 10 lat współtworzyli Kamerę Akcję. „Ten festiwal to ucieleśnienie ciekawości” – powiedział na koniec Michał Pabiś-Orzeszyna, wieloletni przyjaciel imprezy.

          Na koniec przyszedł czas na projekcję filmu „Ikar. Legenda Mietka Kosza”, który opowiada o życiu niewidomego i wybitnego pianisty. W rolę główną wciela się Dawid Ogrodnik, a oprócz niego możemy tu zobaczyć: Justynę Wasilewską, Piotra Adamczyka, Jowitę Budnik, czy Katarzynę Wajdę. Film zdobył wiele nagród, w tym Srebrnego Lwa na Festiwalu Filmowym w Gdyni, a także nagrodę za najlepszą rolę dla Dawida Ogrodnika i najlepszą muzykę dla Leszka Możdżera. Widz zostaje na dwie godziny przeniesiony do świata, w którym króluje jazz i ma możliwość poznać życie zapomnianego geniusza fortepianu.

[Tekst: Zofia Politowicz; Foto: Małgorzata Sujecka / Irda in Action]

***

Zgasły światła, a sala już pusta… Słyszycie? To dźwięk projektora, który wyświetla jeszcze napisy końcowe. Pozostają już tylko wspomnienia (wzruszenia!) i poczucie dobrze spełnionej misji. Bądźcie z nami za rok i za kolejne 10 lat! #doSkrytykowania!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *