Trzeci dzień 9. FKA: mówimy z mocą o biznesie i filmie, produktywnie dyskutujemy i odkrywamy tajemnice artystów

Trzeci dzień 9. FKA: mówimy z mocą o biznesie i filmie, produktywnie dyskutujemy i odkrywamy tajemnice artystów

Stylowe pisanie o grach, romans kina z biznesem, twórczy producenci i… pieskie filmy!

Trzeci dzień Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja upłynął uczestnikom pod znakiem praktycznego zdobywania wiedzy, a także szerokiego wyboru filmowych propozycji. Widzowie mieli okazję dowiedzieć się, jak pisać o grach wideo, jakie konotacje łączą biznes i film, a wreszcie – w jaki sposób powstawały kukiełki do filmu „Wyspa psów” Wesa Andersona oraz kim tak naprawdę jest producent kreatywny. Zanim jednak festiwalowicze przystąpili do dyskusji i spotkań z twórcami, mieli okazję obejrzeć wszystkie krótkie metraże, które w tym roku walczą o miano najlepszych etiud i animacji. W międzyczasie nastąpiły projekcje filmów „Sofia”, „Dzika grusza” oraz „Pani od historii”, a także „Miasto duchów” oraz „Obcy na mojej kanapie”. Ten ostatni obraz stał się pretekstem do rozmowy z jego reżyserem – Grzegorzem Brzozowskim.

Gospodarz nie może być traktowany jak hostel

„Obcy na mojej kanapie” to kino dyskomfortu – jak stwierdził twórca, Grzegorz Brzozowski, ukazuje ono cztery różne historie couchsurferów, którzy przyjeżdżają do Warszawy. Film przedstawia nie tylko interakcję ludzi połączonych przez jedną dobę, ale również przybliża świat couchsurfingu, osób uprawiających ten sposób podróżowania, a także prawidła nim rządzące.

W trakcie Q&A twórca – Grzegorz Brzozowski – wprowadził uczestników w świat couchsurferów: opowiedział o tym, czy bariera językowa zniechęca do nawiązywania kontaktu, kim jest dla niego tytułowy „obcy” i jak wyglądał proces wyboru gospodarzy i gości oraz montaż poszczególnych ujęć.

„Dokument daje niezwykłą władzę nad bohaterem.” – powiedział twórca – „a mnie chodziło o zachowanie autentyczności w tych spotkaniach i na pokazaniu tego, kim tak naprawdę są Ci ludzie”. Grzegorz Brzozowski starał się, by kręcenie nie przeszkadzało dynamice spotkania couchsurfera z jego gospodarzem – w przełamywaniu lodów, otwarciu się na drugiego człowieka, dowiedzenia się czegoś o samym sobie i w ruszeniu w dalszą drogę. Reżyser wspominał również, że montaż stanowił żmudny i niezwykle wymagający proces, gdyż zależało mu na ukazaniu głębi i intymności takiego spotkania, ale też na zachowaniu prywatności bohaterów.

[Tekst: Julianna Gałczyńska; Foto: Paweł Mańka]

Równolegle do projekcji filmu Grzegorza Brzozowskiego oraz Q&A z twórcą, odbywały się warsztaty dotyczące stylu w krytyce filmowej, prowadzone przez Sebastiana Smolińskiego. Zaraz po nich na wykładową scenę wkroczył Michał Walkiewicz, by doradzić uczestnikom FKA, jak pisać i mówić o grach wideo.

Styl w krytyce

„W krytyce liczy się jakość wyrażania i uzasadniania własnych poglądów” definicja krytyki, bliska Sebastianowi Smolińskiemu, prowadzącemu warsztaty ,,Styl w krytyce filmowej” przypadła do gustu również uczestnikom, którzy od samego początku porannych zajęć nie bali się ze sobą polemizować.

Krótka rozgrzewka, prezentująca sylwetkę prowadzącego oraz uczestników, znów pokazała, że na festiwalu można spotkać nie tylko studentów filmoznawstwa czy też zawodowych krytyków, ale także psychologów wykorzystujących filmy jako element terapii, licealistów dopiero rozpoczynających swoją przygodę z filmem, a nawet laureatów konkursów krytycznych, nieustannie doskonalących swój warsztat. Po takim wstępie nie mogło zabraknąć ciekawej wymiany zdań podczas analizy trzech recenzji filmu ,,West Side Story” (1961, R. Wise, J. Robbins). Zebrani mieli okazje samodzielnie wyróżnić najważniejsze cechy tekstów krytycznych traktujących o omawianym musicalu. W ten sposób, na podstawie recenzji Pauline Kael, Roberta Eberta oraz Adama Garbicza wyłoniły się trzy skrajne style, jakimi najczęściej posługują się wspomniani krytycy filmowi.

Podczas zajęć uczestnicy cały czas podważali popularną, przekazywaną z ust do ust tezę, że „o gustach się nie dyskutuje”, co nadawało spotkaniu niezwykłej dynamiki oraz w praktyce pokazywało, czym tak naprawdę jest krytyka. Teoria oraz tocząca się dookoła niej dyskusja, choć pochłonęły znaczną część warsztatów, to w końcowej części ćwiczeń ustąpiły miejsca praktyce. To właśnie wtedy dwójka uczestników zaprezentowała swoje recenzje filmu „Climax” (2018, G. Noe). Jak się okazało – nie tylko konstrukcja oraz poruszane problemy okazały się odmienne, ale również opinie dotyczące filmu. Na tej podstawie autorzy spróbowali umiejscowić swoje style w krytycznej tabeli stworzonej w trakcie warsztatów, wykorzystującej prace Kael, Eberta oraz Garbicza. Ich odczucia zostały skonfrontowane z odbiorcami (pozostałymi uczestnikami), a było to o tyle ciekawe, że pokazało kwestię oczywistą, o której nieustannie zapominamy, a mianowicie – odbiór własnego tekstu jest bardzo subiektywny – czasem sobie nieco ujmujemy, a czasem… dodajemy. I niech to pozostanie nie tylko puentą, ale także przestrogą dla wszystkich przyszłych krytyków!

[Tekst: Karolina Kisiołek, Foto: Paweł Mańka]

Popiszmy, pograjmy, pogadajmy. O krytyce gier.

Jeśli myśleliście, że gry to wciąż niszowa rozrywka dla młodzieży, to znaczy, że te warsztaty były idealne właśnie dla was. W gry gra się na szeroką skalę, o grach się dyskutuje, o grach – wreszcie – się pisze. O tym, jak robić to najlepiej na warsztacie „Co myśleć, mówić i pisać o grach wideo” mówił Michał Walkiewicz.

Prowadzący przede wszystkim zwrócił uwagę na początki kształtowania się rynku gier w Polsce i reakcji na jego tworzenie – zarówno graczy, jak i krytyków. Za dynamicznymi zmianami nowego medium nie zawsze nadążał język dziennikarski. Recenzenci publikujący w pierwszych sprofilowanych czasopismach czy na forach nie mieli kierunkowego wykształcenia, a ich warsztat był w znacznej mierze oparty na intuicji. Dlatego niejako „ad hoc” pojawia się potrzeba takich warsztatów, a w ich trakcie – pada wiele pytań i komentarzy uczestników.

Prelegent podjął próbę podsumowania elementów dobrej recenzji gry. W czasie warsztatów pojawiło się wiele odniesień do pracy recenzenta filmowego, która funkcjonowała w dyskusji bardziej jako punkt wyjścia niż paralelizm. Prowadzący wspomniał o wyzwaniach, jakie stoją przed autorem piszącym o grze jako o produkcie, który przede wszystkim wystawiony jest na sprzedaż i pod tym względem podlega innym regułom niż kino (przynajmniej artystyczne). Michał Walkiewicz zachęcił uczestników do robienia notatek w trakcie rozgrywek i zwrócił uwagę na to, że nie jest możliwe podczas seansu filmowego.

Wiele słów padło na temat konstrukcji i języka tekstu krytycznego. Na warsztat wzięto trzy zróżnicowane fragmenty recenzji, których szybka analiza zaprowadziła do konkretnych konkluzji: recenzent powinien wyodrębnić osobistą perspektywę, być świadomy swoistości języka gry i jednocześnie mieć na względzie, że gra jest zawsze tekstem kultury. Redaktor podsuwał też uczestnikom sposoby na ulepszenie tekstów, takie jak: informacja o kontekście fabularnym lub seryjnym gry, analiza poetyki, cytaty, zwrócenie uwagi na wykorzystanie narzędzi promocyjnych, nakreślenie hierarchii elementów składowych (bowiem nie wszystki z nich są sobie równe).

Należy pamiętać, że krytyka gier jest wciąż kształtującą się dyscypliną, w której póki co najpewniej sprawdza się model środka – balans pomiędzy użytkowością i literackością tekstu, błyskotliwym stylem i technologicznymi kompetencjami. Niezależnie od tego, czy piszący jest krytykiem, dziennikarzem czy literatem, jest też graczem – i właśnie to wyróżnia go na tle krytyków filmowych.

[Tekst: Małgorzata Lisiecka-Muniak, Foto: Paweł Mańka]

O godzinie 12.30 w Muzeum Kinematografii odbyło się spotkanie ze znanego już widzom Festiwalu kamera Akcja cyklu, a mianowicie „Filmoznawca-filmowiec”. W tym roku jego gościem był Paweł Edelman – zgromadzeni na wydarzeniu widzowie mieli niepowtarzalną okazję zobaczyć pierwsze, szkolne etiudy zdjęciowca i obejrzeć wyjątkowy wideowywiad z artystą.

30 lat na operatorskiej Łodzi

Nadszedł weekend – Kamera Akcja nie zwalnia jednak tempa! Trzeciego dnia FKA widzowie mieli okazję przenieść się do Łódzkiej Szkoły Filmowej wraz z jej absolwentem – Pawłem Edelmanem. Wideorozmowę ze znakomitym operatorem poprzedził pokaz niektórych z jego studenckich etiud.

Seans obejmował kilka krótkometrażowych filmów zrealizowanych przez artystę. Widzowie mieli okazję doświadczyć prawdziwego wachlarza skrajnych emocji: zaczynając od wizualnego zachwytu „Ćwiczeniem czarno- białym”, przez odczucie wyraźnego, seksualnego napięcia w „Motorach”, kończąc na paraliżującym niepokoju obecnym we „Wstędze Möbiusa”. Każda z etiud miała swój wyjątkowy klimat i w każdej z nich można było zauważyć innowacyjne spojrzenie Edelmana.

Po pokazie widzowie mieli niepowtarzalną okazję, by wysłuchać wspomnień i anegdot operatora za pośrednictwem wideorozmowy. Twórca z dużym dystansem opowiadał o czasach studenckich, podczas których zaprzyjaźnił się z reżyserem – Władysławem Pasikowskim, z którym współpracuje do dziś. Stwierdził nawet, że ich przyjacielska relacja bardzo pomaga podczas realizacji kolejnych projektów. Operator z uśmiechem wspominał swoje pierwsze etiudy, wytykając im zbyt długi czas trwania. Edelman stwierdził jednak, że „szkoła filmowa to czas eksperymentowania, robienia błędów”, podkreślając nostalgię dla swojej pierwszej krótkometrażówki – „Ćwiczenia czarno- białe”. Poruszony został również temat współpracy z Andrzejem Wajdą przy realizacji m.in. „Nastazji” czy „Pana Tadeusza”. Operator ciepło i z wielkim szacunkiem wypowiadał się o reżyserze, mówiąc, że odczuwa dużą stratę po jego śmierci. Na koniec przywołane zostały filmy, przy których Edelman pracował razem z Romanem Polańskim. Przy kręceniu „Pianisty”, czyli pierwszej międzynarodowej produkcji operatora, spędził on na planie ponad 80 dni. Twórca śmiał się z wybuchowego temperamentu reżysera, tak skrajnie odmiennego od jego własnego spokoju, dystansu. Pomimo różnych osobowości, stwierdził jednak, że „Polański ceni mnie za profesjonalizm, ja jego – za geniusz”. Wspomniano również kontrast pomiędzy chłodnym przyjęciem „Pianisty” przez polskich krytyków, a późniejszymi nominacjami do Oscarów, w tym za najlepsze zdjęcia dla Edelmana.

Pokaz etiud i wideorozmowa nie były jedynie podróżą w czasie o ponad 30 lat wstecz. Spotkanie można uznać za prawdziwą inspirację dla wielbicieli kina. Operator, wspominając swoje studia filmoznawcze, mówił o tym, że sam „zamiast opowiadać, wolał robić”. Stwierdził jednak, że nauczył się wtedy „dowolności opinii, dowolności interpretacji”, co powinno być kluczowym elementem dla każdej osoby związanej ze środowiskiem filmowym: czy scenarzysty, czy krytyka, czy oczywiście widza.

[Tekst: Karina Przedwolska, Foto: Paweł Mańka]

O godzinie 13.00 uczestnikom FKA została zaprezentowana całkowicie nowa formuła spotkania z gośćmi – a mianowicie krótkie i dynamiczne power speeche, które wygłaszali przedstawiciele branży filmowej. Wystąpienia dotyczyły przede wszystkim powiązań biznesu z kinem.

Turysta w filmowym klastrze

O wpływie festiwalu na rozwój regionu, odwadze w dystrybucji, byciu łącznikiem między miastem a ekipą filmową i promocji „filmów środka” dyskutowali goście w ramach spotkania Power Speeche — „Biznes i film”. Na początku wydarzenia, objętego bezpośrednim patronatem przez Uniwersytet Łódzki, prowadzący, Marcin Adamczak, w skrócie zaprezentował sylwetki czterech mówców oraz tematy ich wystąpień.

Jako pierwsza zabrała głos Anna Wróblewska, podejmując kwestię roli, jaką odgrywają festiwale filmowe w budowaniu lokalnej gospodarki. Przytoczone spostrzeżenia opierały się na wynikach interdyscyplinarnych badań, ankiet oraz na analizie danych finansowych przeprowadzonych na przykładzie Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni, we współpracy z prof. Krzysztofem Stachowiakiem, których celem było stworzenie szczegółowej charakterystyki turysty filmowego pod kątem jego aktywności poza uczestniczeniem w projekcjach i wydarzeniach towarzyszących w trakcie festiwalu. Okazało się, że wolny czas festiwalowicze spędzali biorąc udział w innych wydarzeniach kulturalnych, miejscowych atrakcjach turystycznych, korzystając z gastronomii i ofert noclegowych, a nawet odwiedzając salony piękności. Te informacje wskazują na pewien przekrój różnych lokalnych usług, z których czerpie publiczność, czynnie wspierając w sposób ekonomiczny lokalny rynek, co powinno mieć znaczenie w organizowaniu budżetu regionalnego przeznaczonego na tego typu imprezy cykliczne.

Niewątpliwie takie badania są konieczne, gdyż pozwalają dostrzec zależności w funkcjonowaniu tymczasowych oraz stałych klastrów filmowych na terenie Polski — zaznaczyła Wróblewska.
Kolejnym uczestnikiem spotkania był Tomasz Żygo, opowiadający o charakterze pracy dystrybutora w odniesieniu do idei działania Stowarzyszenia Nowe Horyzonty, którego głównymi założeniami są: propagowanie filmów artystycznych, pozyskiwanie coraz liczniejszej grupy widzów kina niszowego oraz powiększanie wpływów, aby móc inwestować w kolejne, ambitne projekty. — Nie boimy się dystrybuować wymagających produkcji, działamy odważnie, chcemy promować wartościowe, artystycznie produkcje nie tylko podczas festiwalu, ale przez cały rok. Dlatego m.in. powstała inicjatywa prezentowania filmów oraz organizowania pokazów specjalnych z twórcami w innych miejscowościach, gdzie są one trudno dostępne (Nowe Horyzonty Tournee) — podkreślił.

Z kolei Monika Głowacka w swojej wypowiedzi przedstawiła funkcję koproducenta na przykładzie Łódź Film Comission, który przez lata doświadczeń i współpracy z podmiotami zagranicznymi, skutecznie wypracował rozbudowane narzędzia wsparcia produkcji filmowych, do których zaliczają się m.in. dokumentacja filmowa, dostarczanie informacji o specjalistach z Łodzi i regionu, także pomoc w sprawach formalnych. Mówczyni również podkreśliła, że Łódzki Fundusz Filmowy wspiera zarówno projekty zagraniczne, lokalne, jak i prace w okresie pre– i postprodukcji, co jest niszową praktyką na tle innych, regionalnych komisji filmowych. Takie działanie to promocja regionu i kraju na świecie — zaznaczyła.

Czy film artystyczny w Polsce może zarabiać pieniądze? — zastanawiał się ostatni power speaker, Michał Broniszewski, nawiązując do swoich zawodowych doświadczeń z Akson Studio. Wynika z nich, że to złożony proces, który jest zależny od wielu czynników, takich jak popularność reżysera, obsady, czas emisji (przykład Zimnej wojny P. Pawlikowskiego). Ważne jest, aby przy promocji tego rodzaju filmów wykazać się niestandardowymi działaniami, wyjść poza szablon utartych ścieżek (np. premiera Powidoków A. Wajdy w EC1). Są też kwestie przypadkowe, na które nikt nie ma wpływu i nie może ich do końca przewidzieć, a które ostatecznie decydują o tzw. osiąganiu ekranów, a w konsekwencji — o liczbie odbiorców. Jego celem jako dystrybutora jest chęć pokazywania filmów o określonej jakości, ale z zamiarem zarobienia na nich pieniędzy. — Jeśli film ma dobry scenariusz, jest wartościowy, możemy go sprzedać. Inna rzecz, że nie każda produkcja ma potencjał kinowy. W takim przypadku warto odwrócić standardową kolejność i alternatywnie nawiązać kooperację z platformami streamingowymi — zasugerował. Broniszewski bardzo ceni współpracę z młodym pokoleniem reżyserów, które coraz chętniej angażuje się wraz z dystrybutorami w opracowywanie strategii i narzędzi promocji, niejako przełamując dotychczasowy schemat. Ponadto zauważył, że w Polsce brakuje tzw. „filmów środka”, które w statystykach frekwencyjnych znajdowałyby się pomiędzy zrzeszającymi do ok. 70 tys. widzów a tymi, które ogląda ponad 300 tys.

Uwieńczeniem spotkania było podsumowanie moderatora, a następnie wyczekiwana rozmowa z uczestnikami. Największe emocje wzbudziła koncepcja badań nad klastrami filmowymi — temat był żywo dyskutowany i sprowokował wiele pytań. Dzisiejsze Power Speeche to dawka skondensowanej wiedzy, ukazującej biznes filmowy z różnych perspektyw, które niewątpliwie są kluczem do zrozumienia wzajemnych zależności.

[Tekst: Joanna Mieszczanowicz, Foto: Paweł Mańka]

Po porannym bloku wydarzeń, przyszedł czas na dyskusję – w sobotnie popołudnie wszyscy uczestnicy festiwalu, wraz z zaproszonymi gośćmi oraz moderatorem, debatowali o roli producenta kreatywnego, zakresie jego kompetencji, wpływie na ostateczny kształt filmu i, oczywiście – o pieniądzach, ponieważ to właśnie one są jednym z elementów mocno wpływających na prace producenckie.

Kim jesteś, producencie kreatywny?

Na to pytanie próbowali odpowiedzieć goście panelu dyskusyjnego „Twórca czy manager. Różne oblicza producenta kreatywnego”: Urszula Antoniak, Agata Szymańska, Joanna Solecka i Mariusz Włodarski. Z pozoru ile osób, tyle głosów, ale wspólnymi siłami udało się wypracować pewien model producenta artystycznego. Niemalże idealny. Czy faktycznie istnieje?

Zacznijmy od informacji: wśród panelistów znalazła się reżyserka, specjalistka od marketingu filmowego oraz dwóch producentów. To zderzenie różnych perspektyw zaowocowało energetycznym dialogiem, z którego wypłynął jeden wniosek: punkt widzenia zależy od… doświadczenia.

Dla reżyserki producent to przede wszystkim osoba mająca wizję, znająca każdy aspekt projektu, nad którym pracuje, wreszcie – ktoś, kto ma wyczucie „story”. Choć, jak dodała, inną rolę przyjmuje producent w zależności od kina, jakim się w danej chwili zajmuje (komercyjnego czy niskobudżetowego). Dla Mariusza Włodarskiego tytułowe określenie okazało się nieoczywiste. Według niego każdy producent implikuje swoją kreatywność w projekt, którym chce się zająć. Mówił o „iskrze”, która drzemie w pomyśle i którą wspólnie – reżyser i producent – rozwijają, często latami: „kreatywność jest we współdziałaniu, partnerstwie oraz współdecyzyjności” – podkreślił.

Z kolei Agata Szymańska zaznaczyła, że obok ścisłej współpracy producent powinien zamykać film i mieć ostateczny akcept. Agata wskazała również na wielość przeszkód na drodze do wypracowania reżysersko-producenckiej symbiozy. Spontanicznie na tę wyowiedź zareagowała Urszula Antoniak zaznaczając, że producent i reżyser muszą „trzymać sztamę”. Jeszcze inną optykę zaprezentowała Joanna Solecka, według której producent początkowo zajmował się aspektem finansowo-organizacyjnym produkcji, a dziś jest to również specjalista w zakresie programów developmentowych i komunikacji marketingowej. Głos zabrała ponownie reżyserka przyznając, że ceni w producencie wiedzę równą agentowi sprzedaży, na co szybko zaregował Mariusz zarzekając się, że perspektywa agenta jest najmniej twórcza. „To jest właśnie zderzenie z rynkiem” – spointowała Joanna.

Na koniec goście zgodzili się, że sukces wynika z doświadczenia, bowiem każdy projekt nosi znamiona prototypu. Dyskusji przyświecała maksyma Wiliama Goldmana, którą zacytowano: „Nobody knows anything. No one person knows what’s going to work”. Dlatego właśnie producent wymyka się definicji, rozwija i nieustannie próbuje czegoś nowego.

[Tekst: Małgorzata Lisiecka-Muniak, Foto: Marcin Drzewiecki, Paweł Mańka]

Po dyskusji przyszedł czas na kolejną dawkę merytorycznej wiedzy, którą tym razem dzielili się z widzami przedstawiciele łódzkiej firmy WJTeam, współpracującej z ekipą Wesa Andersona podczas tworzenia filmu „Wyspa psów”.

Psy Wesa Andersona narodziły się w Łodzi

Nie ma wątpliwości, że dla wielu widzów informacja o miejscu produkcji lalek-psów biorących udział w produkcji, jeśli nie jednego z najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku w ogóle, to z pewnością tych z grupy animacji, może być zaskakująca. O zawiązaniu współpracy ze światowej klasy reżyserem, etapach tworzenia lalek i trudnościach związanych z projektem opowiedzieli przedstawiciele studia WJTeam/Likaon: Justyna Rucińska, Anna Mroczek, Sylwia Nowak i Marcin Zalewski.

O zapleczu pracy nad lalkami słuchało się tym milej, że dyskusja została poprzedzona projekcją „Wyspy psów”. Publiczność miała zatem świeżo w pamięci sylwetki zwierząt (oczywiście nie wszystkich, gdyż było ich około czterdziestu!), które wyszły spod rąk gości spotkania. O sposobie zawiązania współpracy powiedzieli: To nie tak, że my znaleźliśmy projekt, tylko projekt znalazł nas, uściślając, że mnogość czynników – profesjonalizm, nieco szczęścia czy wcześniejsze kontakty – do tego doprowadziła. Twórcy zdradzili, że największymi problemami, które napotkali, były: czas realizacji zlecenia oraz sprawy logistyczne: My – tu, producent w Wielkiej Brytanii, a Wes w Stanach. Jednak mimo dzielących kilometrów kontakt przebiegał zaskakująco sprawnie i to głównie za pośrednictwem telefonów oraz maili. Okazało się także, że wskazówki dotyczące wyglądu lalek były dość ogólnikowe i dawały pole do swobodnej interpretacji. Na pytanie, czy drukarki 3D są zagrożeniem dla ręcznej produkcji, padła zdecydowana odpowiedź – „nie”. Mogą one niekiedy pomagać, ale trudno byłoby im całkowicie zastąpić tradycyjną metodę, która jest ciągle w modzie. Poza rozmową na temat lalek uczestnicy case study obejrzeli także szereg zdjęć z etapów produkcji oraz krótki materiał typu „making of”, dostępny w serwisie Youtube. Zatem – jeśli przegapiliście tę pozycję obowiązkową w programie tegorocznego festiwalu – zajrzyjcie tam, by poznać szalenie ciekawe tajniki warsztatu lalkarza.

[Tekst: Natalia Chuszcz, Foto: Marcin Drzewiecki, Paweł Mańka]

popołudniowy blok filmowy obfitował w naprawdę świetne propozycje (m.in. „Dogman”, „Barbara”, „The World is Yours” czy „Kapitan”), wśród których znalazły się takie produkcje, jak „Żniwa” oraz „Monument”. Obu tym filmom towarzyszyło spotkanie z ich twórcami, przeprowadzone w formule Q&A.

Q&A: Monument

Trzeciego dnia Kamera Akcja gościła reprezentantki i reprezentantów ekipy wyreżyserowanego przez Jagodę Szelc „Monumentu”, który jest filmem dyplomowym, powstałym na Wydziale Aktorskim PWSFTviT im. Leona Schillera w Łodzi i został uhonorowany Nagrodą Specjalną Jury w Konkursie Inne Spojrzenie podczas 43. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Z publicznością festiwalową w ramach Q&A spotkali się drugi reżyser, Miłosz Karbownik, autor zdjęć, Przemysław Brynkiewicz, członkinie obsady oraz producentka i producent filmu. Spotkanie moderował Marcin Radomski.

Bezpośrednio po seansie twórcy podzielili się z audytorium anegdotami z planu, a także opowiedzieli o swojej pracy.

Miłosz Karbownik podsumował półroczny okres zaangażowania w powstawanie filmu do podróży na Księżyc i z powrotem. Ocenił, że był to „intensywny i trudny czas”, lecz zarazem pouczające doświadczenie.

Q&A: Żniwa

W toku sobotnich Q&A odbyło się również poprowadzone przez Błażeja Hrapkiewicza spotkanie z Mariuszem Włodarskim – jednym z producentów „Żniw”. Poprzedziła je projekcja filmu.

Rozmowę zdominowały opisy kontrowersyjnego zachowania reżysera, który – według Mariusza Włodarskiego – dał się poznać współpracownikom i współpracowniczkom od nienajlepszej strony, głównie ze względu na mocny, bezkompromisowy charakter.

Zaproszony gość nie ograniczył się jednak do przybliżenia publiczności specyfiki relacji zawodowej z Etienne’m Kallosem. Podzielił się z zebranymi swoimi wrażeniami z odbioru dzieła, a przy tym wskazał najważniejsze dla siebie obszary problemowe ujęte w scenariuszu. Wśród takich wymienił obsesję religii, polaryzację i pozbawioną empatii dla drugiego człowieka walkę.

Ponadto scharakteryzował największą trudność, jaką obarczona jest praca z dziećmi, czyli nieumiejętność budowania postaci. Wspomniał również o perturbacjach towarzyszących pozyskaniu funduszy na realizację filmu.

[Tekst: Justyna Wojciechowska; Foto: Paweł Mańka]

Po seansach z Q&A, a także obejrzeniu wszystkich innych produkcji, przyszedł czas na wydarzenie, które wśród publiczności FKA ma swoich wiernych, oddanych fanów. Mowa oczywiście o VHS Hell, czyli projekcji filmu „The Stabilizer” z lektorem na żywo – kwestie odczytywał Mateusz Gołębiowski.

[Foto: Marcin Drzewiecki]

Zapraszamy również na kolejną już relację wideo z trzeciego dnia festiwalu, którą przygotowali niezawodni Łukasz Glajzner i Gabriel Kubiak:

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *