Drugi dzień 9. FKA: analizujemy, ustalamy, kto jest kinofilem, poszukujemy Waleriana Borowczyka i… przeżywamy dyskomfort

Drugi dzień 9. FKA: analizujemy, ustalamy, kto jest kinofilem, poszukujemy Waleriana Borowczyka i… przeżywamy dyskomfort

Moc warsztatów, kolejna dyskusja, ogień pytań i odpowiedzi oraz… nie do końca przyjemny seans

Drugi dzień 9. FKA był niezwykle intensywny. Widzowie brali udział w kolejnych zajęciach, seansach i dyskusjach, a rozmowom prowadzonym w kuluarach nie było końca. Wszystko rozpoczęło się już od 9.00, kiedy to uczniowie zgromadzili się na warsztatach prowadzonych przez FINA (Filmoteka Narodowa Instytut Audiowizualny), prowadzonych w Muzeum Kinematografii. W międzyczasie  widzowie mieli okazję uczestniczyć w projekcjach filmów „Bezlitosny”, „Cierpliwi pacjenci” czy „The Florida Project”. Następnie przyszedł czas na dogłębną analizę…

Dekoderzy na tropie filmowych zagadek

Kadr po kadrze, scena po scenie — warsztatowicze w piątkowe przedpołudnie pod czujnym okiem Kamili Żyto rozkładali na czynniki pierwsze mikrohistorię metaforycznego ujęcia ideologii w Niedzielnych igraszkach Roberta Glińskiego.

Obszerny kontekst historyczny przytoczony przez filmoznawczynię stanowił ciekawe wprowadzenie do warsztatów, dzięki czemu uczestnicy poznali istotne szczegóły okoliczności politycznych powstawania, „leżakowania” i wreszcie wprowadzenia do dystrybucji debiutu fabularnego reżysera. — Choć te wydarzenia miały miejsce w latach 80. ubiegłego wieku, w przypadku Glińskiego i jego najnowszej produkcji – „Czuwaj”, poniekąd aktualnie historia zatacza koło — podkreśliła prowadząca.

Następnie zostały wyświetlone fragmenty filmu, będące niemałą atrakcją wizualną, ze względu na to, że produkcja jest obecnie trudno dostępna. W międzynarodowym gronie uczestnicy żywo dyskutowali, wymieniali się impresjami, dostrzegali wielość kontekstów, biorąc na warsztat historię codzienności zaprezentowaną z perspektywy dzieci. (Nie)winny świat najmłodszych zamknięty w point on view shot okazał się świetnym materiałem badawczym, dzięki któremu zainteresowani festiwalowicze w ramach wydarzenia Akcja–Edukacja! Analiza mogli zgłębić wiedzę i doskonalić swoje umiejętności z zakresu analizy oraz interpretacji dzieła filmowego.

Na koniec zajęć uczestnicy mieli szansę zobaczyć fragmenty późniejszego dzieła Glińskiego — Superwizji — które bezpośrednio odnosi się do Niedzielnych igraszek i ukazuje pewną spójność dorobku artystycznego twórcy, co stanowiło niejako dopełnienie emocjonującego spotkania. Nie mogło być inaczej, skoro dekoderzy filmowi wkroczyli do akcji. Kamery Akcji!

[Tekst: Joanna Mieszczanowicz, Foto: Paweł Mańka]

Po warsztatach z analizy filmowej przyszedł czas na seans „Thelmy”, a także na kolejną dawkę wiedzy – tym razem dotyczącej roli kostiumu w filmie. Uczestnicy festiwalu mogli również poznać tajemnice, kryjące się za procesem produkcyjnym filmu „Córka trenera”. Równolegle festiwalowicze podziwiali wideoeseje, które podczas czwartkowych warsztatów zmontowali adepci Kuby Mikurdy i Stanisława Liguzińskiego.

Kamera, akcja, edukacja: czyli o kostiumie w samo południe

Jak wygląda praca kostiumografa? Jaką rolę odgrywa kostium w filmie i jakie niesie ze sobą znaczenie? Na te pytania i na wiele innych wątpliwości starała się odpowiedzieć Julia Kosmynka – zawodowa kostiumografka.

Rozmowę-wykład poprzedziła projekcja filmu Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach, który przeniósł widzów do świata przypominającego senne marzenia. Fabuła filmu J. C. Mitchella opiera się na konfrontacji fantastycznego świata obcych, przybyłych z odległych kolonii, z ziemską rzeczywistością. Zamysł reżyserski dał kostiumografce – Sandy Powell (będącej zdobywczynią trzech Oscarów), wspaniałe pole do popisu. Na ekranie widzimy bowiem subkulturę punków, reggae oraz przybyszy z sześciu kolonii, których przedstawiciele także odziani są w zupełnie różne stroje.

Projekcja filmu była dla Julii Kosmynki jedynie punktem wyjścia do rozważań nad pracą, której zaplecze spowija mgiełka tajemnicy. Już na początku prowadząca zaznaczyła, że Kostium nie jest tylko ubraniem dla aktora. To umiejętność poruszania się między światem rzeczywistym a fantastycznym. Prowadząca podkreślała także mnogość elementów, na które kostium może wpływać – kreuje on wizerunek postaci, daje sygnały dotyczące zmieniającej się sytuacji bohatera, niekiedy wymusza od aktora konkretną postawę, czy też wpływa na jego sposób poruszania się. Julia Kosmynka opowiedziała także o etapach pracy kostiumografa i koniecznej konfrontacji z reżyserem, scenografem, kamerzystą.

Po rozłożeniu filmu Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach na czynniki pierwsze, uczestnicy spotkania dowiedzieli się, że To, co kostiumograf tworzy, to nieustanny kolaż stylów i inspiracji. Akcja osadzona w epoce punka, w końcu lat 70., czerpie w dużej mierze ze współczesności, ale także innych epok. Dla potwierdzenia powszechności takiego postępowania w tworzeniu kostiumów prowadząca podaje przykłady między innymi ze znanego serialu Gra o tron.

Kluczowe w pracy kostiumografa jest także to, jakim budżetem może dysponować, co wydaje się oczywistością, o której jednak warto przypomnieć. Odmiennie tworzy się także stroje do filmu (gdzie ważny jest detal ze względu na bliskie kadry, założenia operatora czy krótki czas zdjęciowy) niż do teatru (tu spektakle oglądamy z dystansu, a stroje często używane są przez wiele lat). Na zakończenie, po solidnej dawce wiedzy, prowadząca wysnuła konkluzję, że współcześnie kostiumografia przenika do świata sztuki i staje się elementem performance, happeningu, co bardzo ją cieszy.

[Tekst: Natalia Chuszcz; Foto: Paweł Mańka]

Potrzebujemy komandosów. Jednostkę specjalną.

Tym razem 23 dni zdjęciowe (3/4 zdjęć odbywało się w plenerze), miesiące treningów tenisowych przed rozpoczęciem kręcenia, rozchwiana pogoda i elastyczność.

Natalia Grzegorzek – producentka i Łukasz Grzegorzek – reżyser, powrócili z filmem „Córka trenera” otwierającym tegoroczną galę Festiwalu Kamera Akcja! Na warsztatach uczestnicy znów mogli zaczerpnąć inspiracji z nowej porcji doświadczeń tego duetu. Okazało się, że pogoda może być wyzwaniem, szczególnie dla Natalii Grzegorzek, która opowiadała o tym, jak musiała stać się elastyczna w planowaniu lokacji i dni zdjęciowych. Mówiła również słuchaczom o procesie zdobywania finansów i współpracy z dystrybutorami.

Prawdziwym wyzwaniem dla całej ekipy było jednak zobrazowanie tła historii, czyli gry w tenisa. Nie tylko dla aktorów, którzy kilka miesięcy przed kręceniem musieli poświęcać wiele godzin na treningi, ale też dla całej ekipy filmowej, ponieważ kręcenie scen meczów trwało najdłużej. Tenis to taniec – powiedział Łukasz Grzegorzek – i chciałem, aby na ekranie było to widać.

Na koniec spotkania oboje podkreślili, że najważniejszym ogniwem była dobrze dobrana ekipa, gdzie zaufanie, ciężka praca i poświęcenie się projektowi dało oczekiwane przez nich efekty. Natalia Grzegorzek określiła cały zespół mianem jednostki specjalnej.

[Tekst: Julianna Gałczyńska; Foto: Paweł Mańka]

Wideoesej – nowy materiał w edukacji?

Po raz trzeci goście Festiwalu Kamera Akcja mieli okazję uczestniczyć w wydarzeniu Krytyk kradnie? Przegląd wideoesejów pod przewodnictwem Kuby Mikrudy i Stanisława Liguzińskiego. Podczas tej edycji widzowie obejrzeli wideoeseje zrealizowane przez twórców filmowych, studentów montażu i studiów doktoranckich Szkoły Filmowej w Łodzi. Studenckie montaże zostały przygotowywane pod opieką Kuby Mikrudy choć, jak sam stwierdził – częściej pod sugestią aniżeli opieką.

Każdy z autorów w swojej pracy poruszał inną kwestię, ale ich spoiwo zarysowało się podczas krótkich dyskusji przed projekcją i tuż po niej – punktem łączącym okazała się wielopłaszczyznowość. Pierwszą pracą, którą mogli obejrzeć widzowie, było Miasto wewnątrz Sebastiana Buttnego – autor wyjaśnił, że jego film w dużej części został skomponowany z materiału, jaki udało mu się zebrać podczas pobytu na festiwalu w Taipei w 2002 roku. Następnie przyszła kolej na Refleksję filmową Martina autorstwa Martina Ratha, będącą opowieścią o dotyku w filmie, zrealizowaną przy pomocy fragmentów jego poprzednich dzieł. Po niezwykłym wizualnym doświadczeniu natury, Natalia Matuszek zaprezentowała subiektywną interpretację przedłużenia cytatów Gry w klasy Cortazara. Największe emocje i najdłuższe oklaski wywołał wideoesej Hiberprzestrzeń – research Roberta Mainka, będący z jednej strony próbą podzielenia się osobistym przeżyciem mistycznym, którego autor doświadczył podczas pobytu u szamana, a z drugiej – niemożnością dokładnego przedstawienia właśnie tego doznania. Dwa następne obrazy były pokłosiem zajęć z montażu w Szkole Filmowej – Relationships-Berlin Klaudii Folgi i Pawała Madalińskiego oraz Uzależnienia Marcina Sołtysika i Ignacego Ciunelisa. Jako ostatni wideoesej widzowie obejrzeli filozoficzną pracę Izabeli Rejman, studentki produkcji. Tematyka dotyczyła wyznawców teorii głoszącej, że ziemia jest płaska, a humorystyczny sposób w jaki materiały zostały zmontowane jedynie potwierdził odpowiedź Kuby Mikrudy na pytanie czy wideoeseju można używać w edukacji. Zdecydowanie można – a wręcz trzeba – do czego prowadzący nieustannie zachęcali uczestników spotkania.

[Tekst: Karolina Kisiołek; Foto: Paweł Mańka]

Po dawce wiedzy nastąpił ten czas, w którym wszyscy uczestnicy festiwalu gromadzą się w jednym miejscu, by wspólnie porozmawiać o zagadnieniach związanych z branżą filmową. Tym razem organizatorzy do dyskusji o współczesnym portrecie kinofila zaprosili m.in. Grażynę Torbicką.

Trzy „muszkieterki” filmu

Pochmurna, jesienna aura nie podziałała usypiająco na gości podczas drugiego dnia festiwalu Kamera Akcja. W kinie „Z” Łódzkiej Szkoły Filmowej zaciętą dyskusję, prowadzoną przez Michała Pabisia- Orzeszynę, toczyły trzy wytrawne „muszkieterki” kina, czyli filmoznawczynie i krytyczki filmowe – Grażyna Torbicka, Paulina Kwiatkowska oraz Patrycja Mucha. Punktem wyjściowym dla rozmowy był cytat brytyjskiego reżysera i scenarzysty Petera Greenawaya, który obwieścił śmierć kina. Panie, opierając się na jego słowach, nie tylko dyskutowały na temat współczesnej kinofilii, ale również porównywały ją do podobnych przemian z lat ubiegłych.

Grażyna Torbicka, stojąca w wyraźnej opozycji do Greenawaya, podkreślała potrzebę doświadczania filmów w kinie, przywołując obraz „ciemnej sali kinowej z dużym ekranem, odpowiednim dźwiękiem i grupą osób”. Dyrektor artystyczna festiwalu „Dwa Brzegi” zachęcała do odnalezienia własnej ścieżki filmowej w czasie festiwalowych wydarzeń, porównując wagę takich doświadczeń z oglądaniem obrazów w domu. Według Torbickiej „sztuka filmowa wymaga pewnych warunków technicznych”, czyli oddzielenia filmów pełnometrażowych od seriali, świadomości wpływu percepcji grupowej na obraz. Patrycja Mucha, stojąc niejako w opozycji, mówiła o „odhaczaniu” seansów przez współczesnych kinofilów, którzy bardziej od refleksji nad filmem cenią przynależność do elitarnej grupy filmoznawców. Według blogerki wiele osób bierze udział w festiwalach bezmyślnie, dla samego uczestnictwa w wydarzeniu kulturalnym. Mucha poruszyła również temat „gorączki” seriali panującej szczególnie wśród młodych widzów w dobie Netflixa i innych serwisów typu „Video on Demand”. Trzecia z pań, Paulina Kwiatkowska, zastanawiała się, czy rzeczywiście przyszedł krytyczny moment dla światowego kina, który doprowadzi do zjawiska kolejnej Nowej Fali. Krytyczka, z dużym dystansem i humorem, wyśmiała paradoks poczucia elitarności kinofili oraz ich chęci do edukowania mniej „wytrawnych” widzów. Temat „kapitalizacji nostalgii” został poruszony przez Kwiatkowską, która przytoczyła przykład kolekcjonerstwa; kolekcjonerstwa, które posiadało wymiar elitarny, jednak teraz doprowadza do masowej produkcji gadżetów.

Goście i prowadzący rozmawiali również o wadze rankingów, zestawień filmowych, które współcześnie urosły do rangi „szaleństwa punktowania”. Na koniec dyskusji padło pytanie o zjawisko „piractwa”, obecnego od wielu lat w polskiej tradycji. Torbicka, Mucha i Kwiatkowska zastanawiały się, jak poradzić sobie z problemem braku wielu niszowych czy klasycznych filmów w polskiej dystrybucji. Jednakże jedno jest pewne: każdy kinofil opuścił panel usatysfakcjonowany, przeświadczony po dyskusji, że kultura kina nie umarła i… nie może umrzeć.

[Tekst: Karina Przedwolska; Foto: Paweł Mańka]

Po gorącej dyskusji i wyciągnięciu wielu krytycznych wniosków, widzowie mieli okazję obejrzeć produkcje takie jak „Loveling” czy – niedostępne w polskiej dystrybucji – „Shock Waves – Diary of My Mind”. Ci, którzy zdecydowali się jednak na uczestnictwo w kolejnych spotkaniach, mogli porozmawiać o temacie (Nie)widzialnych kobiet kina oraz uczestniczyć w Q&A dotyczącego debiutanckiego filmu Kuby Mikurdy – „Love Express. Zniknięcie Waleriana Borowczyka”.

Ocalić od zapomnienia

O godzinie 17:00 w Muzeum Kinematografii odbyło się spotkanie z książką „(Nie)widzialne kobiety kina” oraz jej współautorkami – Małgorzatą Radkiewicz, Moniką Talarczyk, Dagmarą Rode i Małgorzatą Kozubek. Do dyskusji spontanicznie dołączyła Patrycja Włodek – obecna na widowni autorka jednego z rozdziałów publikacji. Spotkanie poprowadziła Kaja Klimek.

Wydarzenie rozpoczęło się od pokazu trzech etiud studentek PWSFTviT – „Taki pejzaż” Jagody Szelc, „To byłoby coś pięknego” Anny Morawiec oraz „Na językach” Karoliny Borgiasz. Filmy wyselekcjonowała Monika Talarczyk, która tłumaczyła ten wybór chęcią zaprezentowania wizerunków starszych kobiet zarówno w fabule, dokumencie, jak i animacji. Następnie wszystkie autorki publikacji po kolei opowiadały o napisanych przez siebie rozdziałach i perspektywie badawczej, którą zdecydowały się przyjąć. Uczestnicy spotkania mogli więc pokrótce wysłuchać historii Idy Lupino, Ojy Kodar i Teresy Tyszkiewicz. Książka poświęcona została przede wszystkim zapomnianym kobietom z branży filmowej, ale poruszyła również temat bardziej znanych osobistości z zupełnie innych niż dotychczas punktów widzenia. Autorki zgodnie stwierdziły, że chciały zagłębić się w pewne niedokończone historie, odnaleźć ciekawe konteksty społeczne oraz historyczne, a także poszukać wyznaczników, które mogłyby definiować kino kobiet.

„Artystki często spychane na margines” – tak Dagmara Rode określiła kobiety zajmujące się sztukami wizualnymi, które w dużej mierze eksperymentowały z formą filmową. Bardzo ciekawym elementem rozmowy stał się wątek mechanizmu wykluczenia. Szczególnie w złotej erze Hollywood artystki żyły w cieniu mężczyzn, a na ich postrzeganie ogromny wpływ miały różnorakie kontrowersje lub skandale. Poruszony został temat „niechętnego feminizmu” – niektóre kobiety nie chciały, aby ich twórczość była postrzegana w pierwszej kolejności przez pryzmat emancypacji. Wreszcie Monika Talarczyk opowiedziała o sekretarkach na planach filmowych – zazwyczaj pomijanych, a wykonujących mrówczą pracę, dzięki której możliwa jest realizacja zdjęć w terminie.

Spotkanie podkreśliło, jak wiele nieznanych kobiet z branży filmowej wciąż czeka na odkrycie i jak wiele ciekawych perspektyw badawczych można przyjąć. „(Nie)widzialne kobiety kina” to publikacja, która mogłaby się doczekać kolejnych tomów, jeśli tylko idea dalszych poszukiwań będzie kontynuowana.

[Tekst: Adam Lewandowski; Foto: Paweł Mańka]

Od animacji do erotyki – porozmawiajmy o Walerianie Borowczyku

Kuba Mikurda wcielał się w życiu w wiele ról – można go przedstawiać jako filmoznawcę, dziennikarza, psychologa, filozofa. Teraz do tego repertuaru dołączyło także słowo „reżyser”. Rozmowę o jego debiucie filmowym – dokumencie „Love Express. Zniknięcie Waleriana Borowczyka” poprowadził Marcin Radomski.

Zanim jednak nadeszła pora na case study, uczestnicy 9. FKA mieli możliwość obejrzenia wyżej wspomnianego filmu, ukazującego człowieka nietuzinkowego, który od studenta Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, aspirującego jedynie do zawodu nauczyciela rysunku, przebył drogę przez autora animacji, a skończył oetykietowany jako „twórca wysokiej klasy filmów erotycznych”. Jak przebiegała droga Waleriana Borowczyka? Na to pytanie stara się odpowiedzieć Kuba Mikurda, za pośrednictwem „gadających głów”. Osoby, które tworzą konstrukcję całej opowieści, to między innymi Terry Gilliam, Bertrand Bonello, Neil Jordan, Andrzej Wajda, Patrice Leconte i Slavoj Žižek.

Gdy nadszedł czas na Q&A z twórcą, widzowie mieli okazję posłuchać o procesie tworzenia filmu, a także poznać wiele ciekawostek z „zaplecza”. Kuba Mikurda zdradził, że już od dzieciństwa marzył o karierze reżyserskiej, jednak pewne obawy spowodowały, że obrał inną ścieżkę życiową. Finalnie jednak jego doświadczenia (głównie te krytyczno-filmowe) były bardzo pomocne w zdobywaniu pieniędzy na pełnometrażowy dokument. Komplikacje zaczęły się dopiero, gdy nadszedł czas na działanie. Duży problem stanowiło już samo zrekonstruowanie biografii Borowczyka przez wzgląd na niewiele materiałów, bądź też ich niedostępność. Najtrudniejszym był jednak chyba etap montażu, który – jak podkreśla Mikurda – trwał (z przerwami) aż pół roku. Spowodowane było to chęcią kondensacji materiału (transkrypcja wywiadów zajmowała 700 stron), by nie zanudzić publiczności. Ponadto dla twórców Kluczowe było szukanie dobrej emocji (…), żeby państwo mieli poczucie, że ich to obchodzi. Poza typowymi informacjami dotyczącymi tworzenia filmu, wybrzmiało wiele ciekawostek, jak na przykład przypadkowe trafienie we Francji na plan Romana Polańskiego. Rozmowa przebiegała tak żywiołowo, że obecni na niej uczestnicy nie zauważyli, gdy czas przeznaczony na dyskusję minął. Wyjście z sali nie zakończyło jednak dyskusji o filmie, które rozbrzmiewały jeszcze na korytarzach i w całym centrum festiwalowym.

[Tekst: Natalia Chuszcz, Foto: Paweł Mańka]

Po Q&A z Kubą Mikurdą przyszedł czas na kolejne seanse (m.in. „7 dni w Entebbe”, „Jeszcze nie koniec”, „Goodbye, First Love” czy „Sierota”), a później… na kolejne Q&A – tym razem z Natalią Grzegorzek, która opowiedziała o procesie powstawania – zarówno od strony twórczej, jak i producenckiej – filmu „Kawki na drodze”.

Wsiąść do samochodu byle jakiego…

„Kawki na drodze” w reż. Olmo Omerzu to czeska propozycja kina drogi. Ale też nie do końca, bowiem nie tylko czeski i nie całkiem o inicjacji w dorosłość. O koprodukcji, tropach interpretacyjnych i emocjach rozmawialiśmy z polską koproducentką filmu, Natalią Grzegorzek.

Bohaterami filmu są chłopcy, Mara i Hedus, raczej outsiderzy niż ulubieńcy publiczności, którzy wsiadają do starego Audi i ruszają w podróż po kraju. Reżyser z czułością obrazuje ich perypetie oparte na doświadczeniach z pogranicza przaśnego humoru, nieokrzesanej erotyki i bezwzględności dorosłych. Młodzieńcy podejmując próbę ucieczki od rzeczywistości jednocześnie nadają jej swój własny kształt. Świat przedstawiony, choć w ascetyczny i chłodny sposób (w filmie akurat trwa zima), nosi w sobie olbrzymi ładunek nadrealności i oniryczności. W finale nie odnajdziemy metamorfozy czy zaskoczenia, ale ich podróż staje się namiastką baśni i, być może dla kilku z nas, uniwersalnej powieści o życiu.

Po filmie odbyło się spotkanie z Natalią Grzegorzek, która odpowiadała m.in. za dofinansowanie filmu z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej oraz koordynację efektów specjalnych, które zrealizowała polska firma postprodukcyjna DiFactory. Paradoksalnie, choć obraz wydaje się dość surowy w swojej formie, producentka opowiadała o różnorodności efektów komputerowych nałożonych na poszczególne ujęcia. Natalia zdradziła, że historia nakreślona w scenariuszu debiutanta Petra Pychy od razu przykuła jej ciekawość oraz że jest oparta na faktach. Mariola Witkor, moderatkorka rozmowy, zwróciła uwagę na autentyczność emocji przedstawionych na ekranie, co producentka podsumowała jako efekt osobowości reżysera, który z jednej strony potrafi świetnie poprowadzić niedoświadczonych aktorów, a z drugiej – jest po prostu ciepłym i żartobliwym człowiekiem.

Film zdobył wiele wyróżnień, m.in. Nagrodę dla Najlepszego Reżysera na MFF w Karlowych Warach. Jest też czeskim kandydatem do Oskara. I choć raczej na podróż po Stanach Zjednoczonych ma niewielkie szanse, a kameralny charakter nie gwarantuje mu wysokiego box office’u, prowokuje do przemyśleń i rozmowy.

[Tekst: Małgorzata Lisiecka-Muniak; Foto: Paweł Mańka]

Zakończenie drugiego dnia festiwalu dostarczyło uczestnikom naprawdę mocnych wrażeń – a to za sprawą seansu szalonego filmu „Climax” oraz dyskusji, którą prowadzili przedstawiciele redakcji czasopisma „Ekrany”. Jesteśmy pewni, że to wydarzenie nie przejdzie na festiwalu bez echa…

Kino dyskomfortu

Drugiego dnia Festiwalu, przed projekcją horroru muzycznego Gaspara Noe „Climax”, uczestniczki i uczestnicy wydarzenia zyskali sposobność wysłuchania dyskusji na temat kina dyskomfortu. Udział wzięli w niej Miłosz Stelmach – redaktor naczelny czasopisma „Ekrany” oraz Marta Stańczyk i Bolesław Racięski – również należący do zespołu redakcyjnego.

Dyskutanci poddali analizie tytułową kategorię i podjęli próbę sformułowania kryteriów definicyjnych. Konfrontując ze sobą dorobek artystyczny Larsa von Triera, Michaela Haneke i Gaspara Noe, uzgodnili, że dystynktywnymi cechami kina dyskomfortu są funkcja poznawcza i efekt poruszenia etycznego. Wytyczyli także jego granicę, jako taką wskazując sięgnięcie do kanonu.

W swoich rozważaniach podjęli również kwestię katharsis w kinie, a także problemy dyskomfortu w kontekście cielesności – w tym skorelowanej z nią przemocy fizycznej – i nieetycznego wykorzystania zwierząt na planie zdjęciowym. Inny, ważny, wątek z pogranicza kinematografii i filozofii, jaki został poruszony w rozmowie to estetyzacja i konwencjonalizacja przemocy w twórczości reżysera filmu „Climax”, na co zwróciła uwagę Marta Stańczyk.

Pointy dyskusji dostarczyło spostrzeżenie Miłosza Stelmacha, wedle którego „Największym dyskomfortem jest zbyt długie oczekiwanie na film”.

[Tekst: Justyna Wojciechowska; Foto: Paweł Mańka]

Kolejny dzień festiwalu również będzie obfitował w zaskakujące wydarzenia, które z pewnością zapadną uczestnikom w pamięć. Przed nami ciekawe seanse (także te premierowe), gorące dyskusje, kolejne warsztaty, case studies, a także spotkania w formule Q&A z twórcami. Zapraszamy – również do obejrzenia kolejnej relacji wideo z drugiego dnia festiwalu:

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *