Czwarty dzień 9. FKA: montażowe perypetie, przyszłość kina i Muskała o byciu dzieckiem

Czwarty dzień 9. FKA: montażowe perypetie, przyszłość kina i Muskała o byciu dzieckiem

Od śniadania i montażu, poprzez śmierć kina widzianą oczami Elsaessera, aż po zamknięcie. Czwarty dzień 9. FKA przed Wami!

Ostatni dzień 9. FKA rozpoczął się od praktycznych warsztatów, poprowadzonych przez Dorotę Wardęszkiewicz. Ich uczestnicy mogli dowiedzieć się na konkretnych przykładach, jak ogromny wpływ na odbiór całego dzieła filmowego ma montażysta i używane przez niego zabiegi.

„Film zmontowany bez wyczucia jest trumną dla materiału”

Jak powstaje dokument? Czym różni się montaż dokumentu od filmu fabularnego? Czy montaż jest sztuką? Jakie są style i rodzaje montażu? Czym jest analiza i synteza w filmie? Jaką rolę pełni montaż w powstawaniu filmu? Jak wygląda współpraca reżyser-montażysta w Polsce, a jak w Ameryce? Na te wszystkie pytania wyczerpująco odpowiedziała Dorota Wardęszkiewicz podczas dzisiejszych warsztatów z cyklu Akcja edukacja: Montaż.

Na początku spotkania uczestnicy mieli przyjemność obejrzeć dokument Pawła Łozińskiego „Ojciec i syn” (Dorota Wardęszkiewicz była jego montażystką), po którym wywiązała się dyskusja i analiza dzieła pod względem konstrukcji i formy. „Dokument staje się bardziej wiarygodny gdy widzimy emocje, zaczyna się tworzyć napięcie” – mówiła prowadząca.

Później prowadząca pokazała kilka filmów krótkometrażowych, w tym „Siedem kobiet w różnym wieku” Krzysztofa Kieślowskiego i „Mężczyźni” Grzegorza Królikiewicza, które miały unaocznić uczestnikom nie tylko style montażu, ale także posłużyć do analizy i syntezy tych dzieł.

A tak skomentowała swoją pracę: „Dobry montażysta to osoba, która ma coś do powiedzenia, posiada pomysł.” Powstawanie filmu od strony kreatywnej dzielone jest na dwa etapy: pomysł na temat (tu działa reżyser) i pomysł na formę (montażysta), a kluczem jest to aby miały jeden styl. A na koniec zaproszono uczestników do przeanalizowania „Ćwiczeń warsztatowych” Marcela Łozińskiego – do czego my też serdecznie zapraszamy!

[Tekst: Julianna Gałczyńska; Foto: Paweł Mańka]

W międzyczasie widzowie mogli obejrzeć kolejne propozycje filmowe, przygotowane przez organizatorów (m.in. „Charleston”, „Zdrów jak ryba”, „The Glass Castle”, „Niedobrani” czy „Whitney”. Ponadto, równolegle do warsztatów z montażu, osoby głodne wrażeń udały się na organizowane już od kilku lat „Śniadanie z książką”, które w tym roku odbyło się w Tubajce – kawiarni w parku.

Krytyczne śniadanie z książką

Kim właściwie jest „autor”? Dlaczego tak ważne jest zapełnianie „białych plam” na mapie filmoznawczej krytyki oraz powracanie do opisanych już twórców? I wreszcie — czy istnieje bezwarunkowa miłość do określonego reżysera? Na te pytania próbowali odpowiedzieć filmoznawcy w trakcie wyczekiwanego „Śniadania z książką”.

Słoneczne niedzielne przedpołudnie, Kawiarnia Tubajka w jesiennym Parku Źródliska, serwująca pyszne jedzenie. Nie wyobrażamy sobie przyjemniejszych okoliczności, w których można rozmawiać o kinie. W wydarzeniu na stale wpisanym w program festiwalu udział wzięli goście w ramach promocji najnowszej publikacji zbiorowej Autorzy kina europejskiego VII, wśród których znaleźli się: Patrycja Włodek, Kamila Żyto, Adam Cybulski, Łukasz Majer (współtwórcy) oraz wydawczyni Anna M. Zarychta. Spotkanie poprowadziła Patrycja Mucha.

Emocjonującą dyskusję rozpoczęto od prób zdefiniowania kategorii autora, nawiązując do tytułu. Szybko okazało się, że kwestia nie jest oczywista i niekiedy wzbudza kontrowersje — w zależności od przyjętego kryterium, autorami można mianować dwie postaci o całkowicie odmiennej sylwetce twórczej i dorobku. Ponadto coraz częściej zaczyna się doceniać innych specjalistów pracujących na planie, dostrzegając kolektywną wartość działań, które składają się na efekt końcowy w postaci filmu. W myśl tego założenia, w planowanych tomach serii mają pojawiać się inne zawody związane z branżą filmową, co niewątpliwie będzie stanowić gratkę dla książkowych miłośników kina.

Następnie eseiści zgodnie podkreślili, że od początku koncepcja stworzenia publikacji nie ograniczała się jedynie do chęci napisania książki „przez filmoznawców dla filmoznawców”, a powstawała z myślą o szerokim gronie odbiorców zainteresowanych kinem europejskim — Teksty są doskonałym punktem wyjścia dla studentów filmoznawstwa — zaznaczył Adam Cybulski, podkreślając rolę tego typu monografii. — Warto oglądać i czytać jednocześnie — dodał Artur Majer. Podczas przygotowywania publikacji nie obyło się bez komplikacji finansowych, a nawet śmieszno–gorzkich sytuacji bez zbiegu których nie udałoby się zebrać całości potrzebnego funduszu.To przerażające, jak bardzo trzeba udowadniać sens publikacji i natrudzić się, by wydać książkę — ubolewała Anna M. Zarychta.

W zbiorze esejów zawarto po dwóch autorów z wybranych tytułowych kinematografii (m.in. Anglia — Jack Clayton i Joe Wright, Francja — Leos Carax i Walerian Borowczyk, Hiszpania — Luis Garcia Berlanga i Juan Antonio Bardem), ze względu na chęć pokazania różnych stylów twórczych, wpisujących się w nurt europejski. — Staramy się pokazywać rozmaite trendy, nie uogólniając kina jako jednego właściwego dla Europy — wyjaśniła Patrycja Włodek. Ponadto zgromadzeni jednogłośnie stwierdzili, że współczesne kino Starego Kontynentu nie staje usilnie w kontrze do kina amerykańskiego. Choć nadal można dostrzec opozycję, jednak nie jest ona już celem samym w sobie. — Marzę o tym, aby również kino polskie było bardziej zróżnicowane. Obok siebie niech będą: Vega, Smarzowski i Wasilewski — dopowiedział Artur Majer.

Starych odkrywamy, nowi się pojawiają — sprecyzowała Kamila Żyto, odnosząc się do potrzeby powstawania kolejnych rozpraw teoretycznych w postaci publikacji zbiorowych, do których dołoży wszelkich starań, aby zagościły na rynku wydawniczym. Przy czym zwrócono uwagę, że nadal istnieje pewien zakres tematów–białych plam, nie uwzględnionych dotychczas w polskiej refleksji filmoznawczej. Zarazem twórczość autorów ewoluuje i niejako wymaga przyglądania się ich sztuce oraz ponownej refleksji, być może nawet polemiki z wcześniejszymi założeniami. — Powracanie do autorów jest możliwe z nową metodologią, aby ukazać ich z innej perspektywy — podkreśliła Kamila Żyto. — Autor zmienia się razem ze mną, a ja razem z nim. To ważne dostrzegać zmiany, nawet jeśli nie w każdym przypadku wychodzą na lepsze —wtórował Cybulski.

Sympatia gości do ulubionych twórców może się zmienić, lecz dobór konkretnych autorów w esejach jest całkowicie uzależniony od głosu ich serca, co wszyscy zgodnie przyznali.
Cóż, było i pysznie, i uczuciowo!

[Tekst: Joanna Mieszczanowicz, Foto: Paweł Mańka]

Po śniadaniu, warsztatach i seansach przyszedł czas na wydarzenia związane z zagranicznym gościem festiwalu – Thomasem Elsaesserem, a także z projekcją jego debiutanckiego obrazu – „The Sun Island”. Najpierw odbyło się spotkanie w formule Q&A z twórcą, a później gość uczestniczył w panelu dyskusyjnym, w ramach którego zaproszeniu uczestnicy próbowali zdefiniować to, czym są dla nich zmysły kina.

Z rodzinnego albumu na wielki ekran

Co byście zrobili, gdybyście na strychu rodzinnego domu znaleźli zdjęcia opowiadające o ważnym momencie w historii miasta? Thomas Elsaesser, ceniony na całym świecie teoretyk filmu, stanął przed podobnym wyzwaniem. Postanowił jednak sam chwycić za kamerę i nakręcił niezwykle ciekawy, wypełniony archiwalnymi filmami oraz intymnymi zdjęciami dokumentalny esej pt. „The Sun Island”.

Co ciekawe, w dokumencie od razu rozpoznajemy głos Thomasa, który jest narratorem rodzinnej opowieści. Punktem wyjścia jest biografia Martina Elsaessera, prywatnie dziadka filmoznawcy, architekta, który zaprojektował Centralną Halę Targową we Frankfurcie, uznawaną ze jeden z najpiękniejszych przykładów ekspresjonizmu architektonicznego. Budynek został sprzedany właścicielom Europejskiego Banku Centralnego, co spotkało się z protestami mieszkańców. Reżyser zagląda jednak głębiej i przechodzi ze sfery życia zawodowego w prywatną. Składając filmowy album odkrywa rodzinne tajemnice, dogląda jak poznali się jego rodzice, jaką rolę w ich życiu odgrywała kamera. Tytułowa wyspa to miejsce, gdzie rodzina Elsaesserów spędzała wakacje. W filmie staje się symbolicznym laboratorium prywatnych odkryć i przemyśleń. Profesor z chłodnym dystansem obnaża sekrety i wstydliwe fakty, jak choćby sytuację rodzinną w czasie nazistowskiej dominacji. Reżyser w rozmowie przyznał, że był to zabieg uzgodniony z producentem i że poprzez budzące kontrowersje materiały archiwalne pragnął pokazać prawdę nie tylko o swojej rodzinie, ale też o świecie, w którym dorastał.

W dyskusji po pokazie pojawiały się pytania o stanowisko moralne autora upubliczniającego rodzinną historię oraz o połączenie dwóch wątków – rodzinnego i miejscowego, co ostatecznie można uznać za przykład filmowego glokalizmu. Profesor dodał, że powstały dwie wersje filmu – telewizyjna (niemiecka) oraz międzynarodowa (angielska), przy czym ta ostatnia prezentowana jest na festiwalach filmowych. Kamera Akcja była jednym z punktów na drodze filmu. Podróż toczy się natomiast dalej, a rodzinny album Elsaesserów obejrzą kolejni widzowie. Taka już funkcja rodzinnych fotografii – pozwalają zanurzyć się w odległych wspomnieniach. Jak historia pokazuje – nie zawsze lekkich i błogich.

[Tekst: Małgorzata Lisiecka-Muniak; Foto: Paweł Mańka]

(3D)yskutantów

Ostatni dzień „Kamery Akcji” postawił wspaniałą „kropkę nad i” w słowie „festiwal”. Trudno będzie pożegnać się na rok z tak interesującym wydarzeniem, zwłaszcza po ostatnim panelu, którego gośćmi byli Thomas Elsaesser, Iwona Pomianowska oraz Iwo Sulka. Uczestnicy wykroczyli poza zapowiedziany temat współczesnych technologii filmowych, próbując również przewidzieć przyszłość kina.

Thomas Elsaesser, światowej sławy teoretyk filmu, rozpoczął rozważania od pytania, czy będzie możliwe nakręcenie obrazu bez interwencji człowieka, podkreślając, że już teraz technologia 3D umożliwia rozpoznawanie twarzy przez maszyny. Historyk zauważył, że nawet we współczesnych filmach zdarza się, że bohaterowie to sztuczna inteligencja, podając dzieła takie jak „Ex Machina” czy „Ona”. Elsaesser stwierdził również, że technologia cyfrowa jest obecnie normą, jednak 3D jest nadal najczęściej wykorzystywane w obrazach science-fiction czy fantasy, przytaczając przykłady „Avatara” oraz „Grawitacji”. Poruszony został również temat „śmierci” kina, które, według teoretyka, umiera, „ponieważ jest wszędzie, jest zjawiskiem, które już wymknęło się schematom”. Stwierdził on ponadto, że film „uciekł” z kina do głowy widza. Iwona Pomianowska porównywała założenia wirtualnej rzeczywistości z jej obecną sytuacją na europejskim rynku filmowym, gdzie prym wiedzie Francja. Reżyserka mówiła o konieczności wyboru odpowiednich kadrów, zbliżeń przy jednoczesnej potrzebie przekazu większej warstwy dialogowej. Zaznaczyła również, że wielu twórców technologii VR próbuje wprowadzić wielowymiarowość, by jeszcze bardziej zaangażować widzów, by „byli w stanie być w stanie, by byli w stanie uczestniczyć, ale nie tylko wizualnie, chodzi tutaj o wyobraźnię”. Iwo Sulka poruszył kontekst historyczny technologii cyfrowych, wspominając popularność obrazów panoramicznych oraz 3D w latach 50-tych. Twórcy chcieli wtedy oddziaływać na wszystkie zmysły widzów, dosłownie „wciągnąć” ich w ekrany. Technika ta jednak nie przyjęła się i przeminęła ze względów ekonomicznych, jednak powróciła wraz z „Avatarem” Jamesa Camerona. Sulka był zdania, że 3D ponownie powoli odchodzi w zapomnienie, mówiąc, że coraz mniej filmów realizowanych jest w tej technologii.

Dyskusja, choć dotyczyła wirtualnej rzeczywistości czy sztucznej inteligencji, była pełna „ludzkich”, pozytywnych emocji, zarówno ze strony gości, jak i widowni. Prawdziwą zagadką pozostaje, jak współczesne technologie będą wyglądały za rok, przy tak zatrważającym tempie zmian. Być może na kolejnej, jubileuszowej już edycji festiwalu „Kamera Akcja” uczestnicy będą mogli dowiedzieć się więcej na podobnym panelu. Niestety, musimy poczekać jeszcze 365 dni!

[Tekst: Karina Przedwolska; Foto: Marcin Drzewiecki, Paweł Mańka]

Po zakończeniu dyskusji przyszedł czas na ostatnie już wydarzenie z udziałem zaproszonych gości. Było to spotkanie z dobrze znanego już publiczności festiwalowej cyklu „Aktor a krytyk”. Tym razem Łukasz Maciejewski rozmawiał z Gabrielą Muskałą.

Muskała kontra Maciejewski

Kolejny raz podczas Festiwalu Kamera Akcja mieliśmy okazję gościć Łukasza Maciejewskiego oraz jedną z bohaterek jego publikacji książkowej „Aktorki. Odkrycia” – Gabrielę Muskałę. Gości przepytywał Marcin Radomski.

Rozmowę z serii „Aktor a krytyk” poprzedziła projekcja teatroteki „Cicha noc”, której scenariusz napisały siostry: Monika Muskała i Gabriela Muskała. To już trzecia sztuka, jaka wyszła spod połączonego pióra tego duetu. Obecna na spotkaniu twórczyni przyznała, że pierwotny tekst jest znacznie dłuższy, został jednak skrócony ze względu na wymogi teatroteki.

Łukasz Maciejewski zapytany o to, dlaczego jedną z bohaterek jego książki jest obecna na spotkaniu artystka, odpowiedział: Bo to jest Gabriela Muskała. Przyznał także, że docenia wielość płaszczyzn, na których Gabriela próbuje swoich sił i – odnosi na nich sukcesy.

Rozmowa bardzo silnie skupiała się wokół dwóch produkcji, w której aktorka ostatnio wystąpiła – „Fudze” Agnieszki Smoczyńskiej oraz „7 uczuć” Marka Koterskiego. W „Fudze” Muskała nie tylko grała, ale była także twórczynią scenariusza, traktuje ją zatem za pewnego rodzaju „szkołę pisania”. O „7 uczuciach” opowiada jak o przygodzie, w której „miała nie grać dziecka, a być dzieckiem”, co wydawało się z pozoru niemożliwe, jednak każdy z aktorów, który to dziecko w sobie pielęgnuje, nie miał aż takiej trudności.

W trakcie rozmowy Muskała wyznała także, że osiągnęła pewnego rodzaju dojrzałość, która polega na przestaniu przywiązywania tak znacznej wagi do nagród i wypowiedzi krytyków na swój temat, co kiedyś miała w zwyczaju.

Dyskusja dotknęła także tematyki znaczenia kobiet w filmie. Łukasz Maciejewski wypowiedział się o zmianie w postrzeganiu ich sylwetek i dzisiejszej oczywistej obecności, mimo nadal silnego maskulinizmu w tej dziedzinie. Krytyk opowiadał ponadto o swojej (skończonej już) przygodzie z portretowaniem kobiet aktorek, którą ocenił jako fantastyczną, dziennikarską podróż. Łukasz nie robi wywiadu, on rozmawia po prostu – zdradziła sekret autora Gabriela Muskała. Znaczące jest także to, że książki ukazują całą sylwetkę postaci, a nie są poszukiwaniem „sensacyjek” czy próbami „uchylenia rąbka tajemnicy”.

[Tekst: Natalia Chuszcz; Foto: Marcin Drzewiecki, Paweł Mańka]

Po wszystkich wydarzeniach nadszedł czas na zamknięcie 9. edycji Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja. Były wzruszenia, oklaski, podziękowania i nagrody, a także… zaproszenie na przyszłoroczną, dziesiątą już edycję FKA! Tymczasem zapraszamy do obejrzenia ostatniej już relacji wideo z czwartego dnia Festiwalu:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *