Trzeci dzień 8. FKA: wyznania Agaty Kuleszy, promocja nieistniejących filmów i tajemnice Beksińskich

Trzeci dzień 8. FKA: wyznania Agaty Kuleszy, promocja nieistniejących filmów i tajemnice Beksińskich

Trzeci dzień 8. FKA dobiegł końca! Rozpoczęliśmy go od pokazu siedemnastu krótkich metraży biorących udział w Konkursie Etiud i Animacji – jego wyniki poznamy już w niedzielę, podczas uroczystego zamknięcia Festiwalu:

Krótko i na temat

Geniusz przyszłych gigantów filmowych często ujawnia się już w ich etiudach. W poszukiwaniu kiełkujących talentów warto śledzić najświeższe dokonania studentów szkół filmowych. Różnorodny zestaw został zaserwowany podczas sobotniego bloku konkursowego Etiud i Animacji. Prezentowane krótkie metraże podejmowały szeroki wachlarz tematów, a każdy z nich reprezentował inny styl narracyjny. Jako przykład może posłużyć „Sen o Warszawie” w reżyserii Mateusza Czuchnowskiego, poruszający aktualne kwestie społeczne czy „Epizod” Magdaleny Bojdo, będący krótkim wspomnieniem lata inspirowanym stylistyką filmów Wesa Andersona. Uwagę przykuły również wzbudzające niepokój monochromatyczne animacje z psychodelicznym soundtrackiem.

Kojący był widok recenzentów i filmoznawców na gorąco notujących swoje wrażenie i spostrzeżenia, które potem rozwiną się w dyskusje. W końcu o krótkich metrażach można dyskutować w nieskończoność!

[Tekst: Joanna Zielińska]

***

Później przyszedł czas na kolejną dawkę wiedzy. Szlifowaliśmy nasz krytyczny warsztat pod okiem Miłosza Stelmacha – redaktora czasopisma „EKRANy”, które od początku swojego istnienia zajmuje się tematyką sztuk audiowizualnych:

Zaplecze krytyki filmowej

Jak napisać dobrą recenzję? I czy taki sposób wartościowania tekstu krytycznego jest zasadny? Nad tymi zagadnieniami zastanawiali się uczestnicy warsztatów „EKRANy: między kinofilią a akademią”, prowadzonych przez samego redaktora czasopisma – Miłosza Stelmacha.

Celem warsztatów było zapoznanie uczestników z różnymi rodzajami tekstów krytycznych. Na początku spotkania grupa została podzielona na dwu- lub trzyosobowe zespoły. Każdy z nich otrzymał recenzję filmu „The Square” w reżyserii Rubena Östlunda, opublikowaną przez inne czasopismo bądź portal internetowy. W puli tekstów znalazły się prace Michała Walkiewicza (Filmweb), Kamila Ostrowskiego (gram.pl), Łukasza Adamskiego (wPolityce) oraz Ady Minge (EKRANy). Po szybkiej lekturze nadszedł czas na dzielenie się spostrzeżeniami i porównywanie tekstów. Okazało się, że określone cechy recenzji są silnie uzależnione od tego, do kogo tekst jest adresowany. Inaczej wygląda praca skierowana do laika zastanawiającego się jedynie nad wyborem filmu w kinie, a inaczej do kinomana poszukującego dodatkowych, uzupełniających informacji dotyczących określonej produkcji. Tekst adresowany do osób chcących pogłębić analizę filmu będzie miał jeszcze inną formę. Prowadzący – Miłosz Stelmach – podsumował wnioski celną puentą: Teksty odpowiadają różnym potrzebom.

Podczas zajęć uczestnicy rozmawiali również o tym, jak wyglądałaby recenzja „The Square” stworzona przez środowisko akademickie. Ponadto poruszono zagadnienie wideoeseju jako idealnego medium krytyki filmowej.

Na zakończenie osoby obecne na spotkaniu otrzymały rolę redaktorów czasopisma i wspólnie z prowadzącym studiowały nadesłane do „EKRANów”, w ramach „call for papers”, abstrakty.

Spotkanie pozostawiło po sobie lekki niedosyt – Miłosz Stelmach opowiadał o krytyce tak ciekawie, że warsztaty mogłyby trwać przez cały dzień. Nauka płynąca ze spotkania jest jednoznaczna i… zaskakująca – idealny tekst nie istnieje. To, jaką formę przybiera, zależy od wielu czynników – należy uwzględnić grupę odbiorców, czas powstania, a także styl autora. Informacje te z pewnością będą pomocne dla osób, które dopiero kształtują własny styl pisania bądź podczas lektury prac innych autorów.

[Tekst: Natalia Chuszcz; Foto: Paulina Adaszek]

***

W międzyczasie obejrzeliśmy „Światło i cień” oraz „Grę cieni”, by później posilić się intelektualnymi inspiracjami na śniadaniu z książką „Chroma” Dereka Jarmana w przekładzie Pawła Świerczka, który był gościem wydarzenia. Spotkanie z tłumaczem poprowadziła Dagmara Rode:

Kolor na (nie)poważnie

Czy może istnieć lepszy zestaw śniadaniowy niż chrupiące bagietki i gorące dyskusje filmowe? Podczas dzisiejszego spotkania z cyklu „Śniadania z książką” rozmawialiśmy o najnowszej publikacji Dereka Jarmana „Chroma. Księga kolorów”. I to właśnie kolor był prawdziwym bohaterem tego spotkania.

W dyskusjach filmowych kolor jest zaniedbany – stwierdził gość spotkania – Paweł Świerczek, który podjął się wyzwania przetłumaczenia na język polski książki Jarmana – Historia filmu, czy w ogóle sztuki, to pisanie o formach, kolor jest mniej ważny czy nawet nieważny. Kolor często postrzegany jest jako wartość drugorzędna – dodała Dagmara Rode, filmoznawczyni i badaczka twórczości Dereka Jarmana – Na kolor zwraca się uwagę tylko w skrajnych przypadkach, w pozostałych uważany jest za coś oczywistego.

Podczas spotkania uczestnicy mogli uwrażliwić się na barwy występujące wokół nich. W ich poszukiwaniu wraz z zaproszonymi na 8. FKA gośćmi wybrali się w podróż w głąb filozofii filmowej oraz przeanalizowali wpływ technologii i rodzaju nośnika na odbiór koloru. Mieli również szansę wzbić się ponad poziom fabuły i skupić się na tym jak film wygląda naprawdę. W końcu kolor jest wpisany w wizję autora i nie sposób tego rozdzielić.

[Tekst: Joanna Zielińska; Foto: Małgorzata Sujecka]

***

O 12.00 rozpoczęła się projekcja filmu „The Square”, jednak tuż przed seansem wysłuchaliśmy kolejnego wystąpienia w ramach konkursu Krytyk Mówi. Tym razem przed publicznością 8. FKA pojawił się Jan Stąpor. Z kolei o 13.00 zaczęło się spotkanie w ramach znanego festiwalowiczom cyklu „Aktor a krytyk”, którego gośćmi w tym roku byli Łukasz Maciejewski i Agata Kulesza:

Aktor a krytyk – wróg czy przyjaciel?

Wczesnym sobotnim popołudniem festiwalowa Sala Cine Project pękała w szwach – a to za sprawą spotkania z Agatą Kuleszą i Łukaszem Maciejewskim, które poprowadził Marcin Radomski.

Głównym tematem rozmów były relacje między aktorami a krytykami. Zarówno Agata Kulesza jak i Łukasz Maciejewski podkreślali wagę umiejętności odseparowania pracy zawodowej od prywatnych stosunków i nieprzekładania ich nad szczerą opinię. Mówiono także o istocie szacunku w świecie filmowym.

Agata Kulesza podzieliła się z uczestnikami spotkania swoimi obawami dotyczącymi konieczności udzielania wywiadów oraz potrzeby ich autoryzowania, spowodowanej między innymi niekompetencją części dziennikarzy. Aktorka mówiła także o ciągłej zmienności świata filmu, w którym nigdy nie można być najlepszym ze względu na subiektywizm ocen.

Łukasz Maciejewski odkrył kulisy pracy nad nowo wydaną publikacją „Aktorki. Odkrycia”, będącą już trzecim tomem opowieści o gwiazdach filmowych i teatralnych. Sukcesu cyklu autor upatruje w oddaniu aktorkom swobody głosu oraz unikaniu skandali. Swoje odczucia dotyczące pisania książki Maciejewski podsumował: Podróż z aktorkami – fenomenalna przygoda.

Goście festiwalu udzielili rad dorastającemu pokoleniu krytyków. Według Agaty Kuleszy istotny jest dostęp do obserwacji aktu twórczego i procesu jego powstawania od zaplecza. Łukasz Maciejewski opowiedział zaś o początkach swej kariery zawodowej i zakochaniu się w teatrze, w czym upatruje, w pewnym stopniu, przewagi nad osobami nie posiadającymi wiedzy z dziedzin innych niż kino.

Na koniec spotkania Agata Kulesza mówiła o swoich odczuciach wobec Łodzi. W stolicy polskiego filmu aktorka widzi zawsze obrazy z produkcji, w których grała. Według niej to miasto ma niepowtarzalny charakter i zapada w pamięć jako wyjątkowe.

[Tekst: Natalia Chuszcz; Foto: Paweł Mańka]

***

O 15.00 przyszedł czas na kolejną, trzecią już dyskusję podczas 8. FKA. Tym razem zaproszeni goście opowiadali o tym, jak promować filmy, których… nie ma. Poznaliśmy przy tym najnowsze trendy w marketingu produkcji filmowych oraz dowiedzieliśmy się, co tak naprawdę przekonuje widzów, by wybrali się do kina…

Jak mówić o filmie, którego nie ma?

Gdy wygodnie rozsiadamy się w fotelu kinowym, rzadko lub wcale nie zastanawiamy się nad tym co sprawiło, że właśnie się w nim znaleźliśmy. Wybierając film nie analizujemy skomplikowanego procesu, który sprawił, że najpierw dowiedzieliśmy się o jego istnieniu, następnie poczuliśmy się zachęceni do jego obejrzenia, a na samym końcu kupiliśmy bilet do kina i zobaczyliśmy gotową produkcję. O tym, co dzieje się przed premierą filmu i jakimi metodami dystrybutorzy ściągają widzów do kina, uczestnicy 8. FKA mogli dowiedzieć się podczas trzeciego panelu dyskusyjnego: Prepromocja – filmy, których nie ma.

Z prowadzącym – Michałem Pabisiem-Orzeszyną rozmawiali: Anna Hardasiewicz (Kino Świat), Paula Szmidt (M2 Films) i Artur Majer (TVP S.A.).

Już na początku spotkania Michał Pabiś-Orzeszyna nakreślił realia, jakie obecnie panują w przemyśle filmowym, gdzie dystrybutorzy, by wyróżnić swój film i przyciągnąć do niego widza, zmuszeni są korzystać z coraz to nowszych środków komunikacji. Często ustalają strategię promocji jeszcze przed wejściem ekipy na plan filmowy i skrupulatnie wyznaczają kolejne kroki planu, który wcale nie musi zakończyć się sukcesem.

Anna Hardasiewicz zaznaczyła, jak istotna jest pomyślna współpraca filmowców z dystrybutorami, by możliwe było budowanie spójnego komunikatu mediowego. Przyznała, że często właśnie to przesądza o sukcesie działań promocyjnych z udziałem ekipy filmu (w tym z również z aktorami).

Artur Majer wyjaśnił, jak wygląda rola dystrybutora w telewizji i na jakich zasadach odbywa się promocja filmu, którego współproducentem bądź przyszłym licencjobiorcą jest TV. Paula Szmidt zauważyła, że często problemy w komunikacji pomiędzy dystrybutorem a filmowcami wynikają ze specyficznego programu edukacji. W szkołach filmowych reżyserzy mają zajęcia również ze scenopisarstwa, a czasem przy tworzeniu filmu są zmuszeni do pełnienia roli producenta, w której mogą się nie odnaleźć.

Ponadto dyskusja wykraczała poza ramy tematu i oscylowała wokół wielu innych, bardzo interesujących zagadnień. Począwszy od roli krytyka w potencjalnym sukcesie komercyjnym filmu, przez stan polskiego plakatu filmowego i marketingowe wymagania, z którymi musi się mierzyć, kończąc na tym jakie cechy musi spełnić polskie tłumaczenie tytułu zagranicznej produkcji.

[Tekst: Wiktoria Lenart; Foto: Małgorzata Sujecka]

***

Po dyskusji, znów głodni filmowych wrażeń, wysłuchaliśmy kolejnej prelekcji wygłoszonej w ramach konkursu Krytyk Mówi – tym razem Aniela Janowska opowiedziała o produkcji „20th Century Woman”. Obejrzeliśmy również film „Beksińscy. Album wideofoniczny”, po którym odbyło się spotkanie z Darkiem Dikti – producentem kreatywnym.

Kto dał nam prawo…? O funkcji producenta kreatywnego w filmie dokumentalnym.

Jednym z długo wyczekiwanych seansów 8. FKA był dokument „Beksińscy. Album wideofoniczny” w reżyserii Marcina Borchardta. Towarzyszyło mu spotkanie z producentem, Darkiem Dikti, który zmierzył się nie tylko z pracą nad filmem, ale również z bezpośrednią opinią widowni.

„Beksińscy. Album wideofoniczny” to dokument zbudowany na stylistyce found footage. Wykorzystano w nim materiały typu home movie, które nagrywał Zdzisław Beksiński za pomocą własnej kamery. W dokumencie mamy okazję jeszcze raz zajrzeć za drzwi ekscentrycznego (ale jakże intrygującego!) domu Beksińskich. Jeszcze raz, bowiem większość widzów widziała „Ostatnią rodzinę” Jana P. Matuszyńskiego, a zatem historię rodziny malarza znają już całkiem dobrze.

Dyskusję moderował Błażej Hrapkowicz, który nawiązywał do jej niezobowiązującego tematu o roli producenta kreatywnego w pracy nad dokumentem. Darek Dikti przyznał, że jego praca zaczyna się już na początku pisania scenariusza, a dodatkowo – że musi zachować czujność, jeśli chodzi o merytorykę opowiadanej historii. Dodał, że był świadomy sukcesu frekwencyjnego debiutu Jana P. Matuszyńskiego, aczkolwiek bezpośrednią inspiracją do powstania dokumentu była książka Magdaleny Grzebałkowskiej pod tytułem „Beksińscy. Portret podwójny”.

Głos oddano również widowni, która chętnie podjęła rozmowę. Wśród publiczności pojawiły się wątpliwości wobec problemu etycznego związanego z budowaniem biografii bohatera. Padło pytanie: Kto dał nam prawo, by upubliczniać materiały prywatne?, które rzeczywiście rozpaliło dyskusję nad uczciwością kreowania wizerunku osoby publicznej. Producent wyjaśnił, że dążył do pokazania prawdy, w tym złagodzenia pewnych cech osobowości Tomka Beksińskiego, przerysowanych w fabularnej odsłonie. Przekonującym i jednocześnie wieńczącym dyskusję stwierdzeniem była informacja o jedynym spadkobiercy praw do prywatnych materiałów Beksińskiego, którym jest Muzeum Historyczne w Sanoku. Malarz sam oddał wszystkie materiały tej instytucji.

Ci, którzy widzieli „Ostatnią rodzinę” nie będą rozczarowani dokumentem. ”Beksińscy. Album wideofoniczny” koresponduje z poprzednim filmem, precyzuje pewne wątki, pomija z kolei inne, opisane w książce. Te trzy utwory – fabuła, dokument i książka uzupełniają się nawzajem – zwłaszcza, że powstały w podobnym czasie.

[Tekst: Małgorzata Lisiecka; Foto: Paweł Mańka]

***

W międzyczasie obejrzeliśmy również filmy „Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem”, „Wspomnienie lata”, „Dom” oraz „Ana, mon amour”, a o 19.15 rozpoczęło się spotkanie z dobrze znanego widzom Festiwalu Kamera Akcja cyklu „Krytyk kradnie?”. Jego gośćmi byli Kuba Mikurda i Jakub Majmurek:

Krytyk znów kradnie!

Tegoroczne spotkanie „Krytyk kradnie?” – podobnie jak w zeszłym roku – było poświęcone wideoesejom. Jakub Majmurek i Kuba Mikurda na początku dyskusji omówili pokrótce to zagadnienie, aby ułatwić nowym festiwalowiczom odbiór projekcji nazwanych przez prelegentów „fantazjami lat 80 i 90”. Widzowie mieli okazję obejrzeć takie filmy (oczywiście we fragmentach), jak „Pary”, „Wojna Polsko-Ruska”, „Późna polskość, wykluczeni” czy „Bitwa pod Grunwaldem”. Szczególną uwagę przykuł speedscreen, wykorzystany w projekcji „Pary”. To właśnie jemu publiczność i prowadzący poświęcili kilka dłuższych chwil. Według Majmurka najlepszym możliwym miejscem do jego wyświetlania są… przestrzenie galerii.

Prowadzący dotknęli wielu problemów, m.in. bezdomności, zachłyśnięcia się kapitalizmem oraz kwestii ostrej i bardzo aktualnej walki Polaków z Polakami. To właśnie te wątki powracały w dzisiejszych seansach, jak i późniejszej dyskusji.

Konkluzją tego spotkania było stwierdzenie, że być może forma wideoeseju okaże się w przyszłości dobrym pomysłem na wyrażanie problemów i różnych tematów w nowy, innowacyjny sposób.

[Tekst: Iga Delegiewicz; Foto: Paulina Adaszek]

Później czekały nas jeszcze seanse „Wandety”, „Lamentu”, „Boksu” oraz „Sing Street” – przed tym ostatnim swoje umiejętności oratorskie w ramach konkursu Krytyk Mówi znów zaprezentował Paweł Panfil. W końcu przyszedł czas na wydarzenie, które co roku podczas FKA przyciąga zagorzałych fanów amerykańskich horrorów z… lektorem na żywo:

VHS Hell – z piekła do nieba

Noc z 21 na 22 października zapisała się na kartach historii festiwalu Kamera Akcja jako kolejna już noc odkurzania magnetowidów – święto martwych technologii oraz ociekających sztuczną krwią filmów klasy B. Organizatorzy, na czele z Piotrem Czeszewskim, który wystąpił w uwspółcześnionej nieco roli benshiego, po raz kolejny zabrali festiwalową publiczność w podróż po absurdalnym uniwersum niskobudżetowych produkcji zamieszkałym przez psychotyczne roboty, nazistów zombie i zmutowane kangury.

VHS Hell Live to przede wszystkim niezwykła okazja do ożywienia amerykańskiego kina grindhouse, a także wspomnień z lat ’80 i ‘90 związanych z magnetowidowymi projekcjami. Wydarzenie to cieszy się niesłabnącą popularnością, przyciągając miłośników kina marnego swoją specyficzną atmosferą rodzącą się ze zderzenia nieudolności twórców z pieprznym humorem lektora.

Gwiazdą wieczoru tegorocznej edycji był „Mutant Hunt” Tima Kincaida, czyli „Łowca androidów” kina klasy B. Opowiadający o polowaniu na roboty film, chociaż pozornie niezbyt skomplikowany, okazał się intelektualnym wyzwaniem dla festiwalowej publiczności. Dopiero po pewnym czasie, kiedy błyskotliwy lektor raczył zwrócić uwagę na niezmiernie ważne dla fabuły elementy scenografii jak spodnie, zamki błyskawiczne oraz bawełniane slipy, przekaz dzieła stawał się coraz bardziej czytelny. Po zakończeniu widzowie wciąż potrzebowali jednak dłuższej chwili zadumy nad tym, czego właśnie doświadczyli. A było to doświadczenie niezapomniane…

[Tekst: Kevin Kołeczek; Foto: Paulina Adaszek]

***

Późną nocą uczestnicy 8. FKA, wolontariusze, goście i organizatorzy przenieśli się do klubu festiwalowego, by do rana dyskutować o kinie – w takim towarzystwie można przecież robić to w nieskończoność!

A już dziś czekają na nas kolejne warsztaty, spotkania, moc wrażeń i inspiracji. Zapraszamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *