Drugi dzień 8. FKA: Namalowany film, ekspansja Netflixa i bohater o dwóch twarzach

Drugi dzień 8. FKA: Namalowany film, ekspansja Netflixa i bohater o dwóch twarzach

Drugi dzień 8. FKA za nami! Rozpoczęliśmy go warsztatami zorganizowanymi przez Filmotekę Narodową – Instytut Audiowizualny, podczas których dowiedzieliśmy się, jak pisać i mówić o filmie. Zajęcia FINA były szczególnie cennym doświadczeniem dla wszystkich młodych osób, które chcą związać się w przyszłości z krytyką filmową…

Jak oglądać, by móc oceniać?

Drugi dzień filmowych doznań rozpoczęły warsztaty. Trzygodzinne spotkanie skierowane było do uczniów szkół ponadpodstawowych. Odbyło się ono w ramach kampanii Skrytykuj organizowanej przez Filmotekę Narodową – Instytut Audiowizualny, partnera 8. FKA.

Uczestnicy mieli za zadanie uważnie obejrzeć dwie polskie produkcje – „Arię Divę” w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej oraz „Operę o Polsce” Piotra Stasika. Po seansie prowadzący: Diana Dąbrowska i Sebastian Smoliński, rozpoczęli rozmowę z uczestnikami. Już po pierwszym pytaniu (o wstępne wrażenia i odczucia) okazało się, że osoby obecne na sali stanowią wyjątkowo aktywną grupę.

Głównym przedmiotem dyskusji było zestawienie ze sobą obu filmów w poszukiwaniu punktów wspólnych i różnic. W toku rozmowy poruszane były też inne kwestie (np. dotyczące istoty sztuki), które prowadziły do niemałych sporów między uczestnikami. W trakcie zajęć wspominano także o tym, jakimi środkami operują twórcy, by wywołać w odbiorcy określone odczucia oraz w co mogą przeistoczyć się negatywne emocje po seansie. Poruszane zostały zagadnienia istoty ruchu bądź statyczności kamery, sposobu montażu i kolorystyki. Szczególną uwagę poświęcono relacji obrazu i dźwięku.

Spostrzeżenia dotyczące wyjątkowej roli muzyki w filmie Stasiaka celnie podsumowała Diana Dąbrowska słowami: ten film działa trochę jak płachta na byka, zaś Sebastian Smoliński dodał, że w tym przypadku obraz samodzielny nie ma tak naprawdę negatywnego znaczenia. Ostatni punkt programu stanowiła lektura recenzji filmu „Opera o Polsce” napisanej przez Michała Oleszczyka, która okazała się być punktem wyjścia do refleksji nad tworzeniem tekstów krytycznych.

Warsztaty zwieńczone zostały rozdaniem upominków dla najbardziej aktywnych uczestników. Ich wybór był nie lada wyzwaniem dla prowadzących. Obserwowanie dorastającego pokolenia kinomanów cieszy tym bardziej, że ich gorące dyskusje o filmach rozbrzmiewały także po opuszczeniu sali warsztatowej.

[Tekst: Natalia Chuszcz; Foto: Łukasz Glajzner]

***

Oprócz zajęć z zakresu krytyki filmowej, uczestnicy 8. FKA mieli także okazję wziąć udział w… Szkole Teledysków! Te niezwykłe warsztaty – master class – tchnęły w festiwalową publiczność twórczą energię i zmotywowały do poszukiwań indywidualnych, unikalnych środków wyrazu w przekazie audiowizualnym:

Czy teledyski może robić każdy?

Krótko, burzliwie, efektywnie – tak określili proces powstawania teledysków goście – opiekunowie artystyczni Letniej Szkoły Teledysków: Roman Przylipiak, Agnieszka Gomułka, Maciej Michalski oraz Wojciech Augustyniak.

Widzowie, dzięki projekcji teledysków do piosenek z różnych gatunków muzycznych, mogli prześledzić jak ewoluował sposób narracji i jak zmieniała się technologia tworzenia teledysków. Uczestników szczególnie intrygowała kwestia, jak stworzyć niebanalną historię odpowiadającą warstwie muzycznej, mając na to tylko… cztery minuty.

Teledyski powstają z burzy mózgów – zdradził inicjator projektu Letniej Szkoły Teledysków, Wojciech Augustyniak. Uczestnicy warsztatów dowiedzieli się, w jaki sposób funkcjonuje projekt, jakie są jego cele oraz z jakimi trudnościami muszą się zmierzyć początkujący twórcy teledysków. Zdobywają oni szerokie umiejętności – w krótkim czasie intensywnie doświadczają kolejnych etapów procesu powstawania wideoklipu, zmagają się z pracą w zespole pełnym twórczych osobowości, zderzają się z budżetową rzeczywistością, uczą się często niełatwej współpracy z muzykami oraz wytwórniami muzycznymi. Podsumowaniem dyskusji był krótki film Letnia Szkoła Teledysków: „making of”, dzięki któremu widzowie mogli zajrzeć za kulisy tworzenia teledysków i przekonać się o złożoności tego procesu. Goście zgodnie stwierdzili, że praca nad teledyskiem to proces nieszablonowy, którego przebiegu nie da się do końca przewidzieć.

[Tekst: Joanna Zielińska; Foto: Łukasz Glajzner]

***

W końcu przyszedł czas na producenckie case study… namalowanego filmu. Chodzi oczywiście o obraz „Twój Vincent”, który przebojem wdarł się zarówno do serc publiczności, jak i krytyków filmowych. Zaproszeni goście – twórcy filmu – opowiadali, jak od podszewki wyglądało to karkołomne wręcz przedsięwzięcie:

„Twój Vincent” od kuchni

To, czego nie możemy zobaczyć, często interesuje nas najbardziej. Prawdopodobnie to właśnie dlatego na porannym spotkaniu z ekipą producencką „Twojego Vincenta” sala warsztatowa pękała w szwach. Tajniki tworzenia tego fascynującego dzieła Małgorzacie Stasiak (prowadzącej) i uczestnikom spotkania zdradzili producent filmu – Sean Bobbitt oraz dźwiękowiec – Michał Janowski.

Dzięki ciekawej formie spotkania w postaci case study mieliśmy okazję zobaczyć proces powstawania filmu krok po kroku – od próbnych zdjęć do trailera promocyjnego, aż po finalne dzieło z szytą na miarę muzyką wprost od Clinta Mansella.

Zaproszeni goście opowiadali o tym, jak wyglądał proces rekrutacji i szkolenia malarzy, a także ich późniejsza współpraca. Zainteresowani artyści musieli przejść test oraz kilkumiesięczne szkolenie, by potem przez kilka lat tworzyć kolejne klatki składające się na jedno ujęcie, którego realizacja – jak się okazało – mogła trwać nawet cztery miesiące.

Jak zaznaczył Sean, każde ujęcie filmu zaczyna się bądź kończy oryginalnym obrazem Van Gogha, co w sumie składa się na liczbę 900 malunków wykorzystanych w filmie. W tym miejscu warto przytoczyć słowa, które padły w odpowiedzi na pytanie uczestników o to, czy istnieje szansa na powtórzenie takiego przedsięwzięcia. Sean Bobbit odpowiedział, że szansa jest dość nikła, bowiem Van Gogh jest pod kątem tendencji autobiograficznych malarzem unikalnym, portretującym każdy fragment swojego świata – od własnych butów, przez spotkanych na swojej drodze ludzi, aż po siebie samego. Dzięki temu odtworzenie współczesnego mu otoczenia jest możliwe i ciekawe, bo niezwykle autentyczne.

Prócz omówienia wyżej wymienionych kwestii, uczestnicy case study poznali także tajniki zdobywania funduszy oraz szerokiej dystrybucji i spekulowali o tym, czy film Doroty Kobieli i Hugh Welshmana ma szansę na Oscara. Ekipa producencka „Twojego Vincenta” zdradziła również plany na przyszłość – oznajmili, że w ich głowach rodzi się nowy pomysł na horror inspirowany mrocznym malarstwem Francisca Goi.

[Tekst: Wiktoria Lenart; Foto: Łukasz Glajzner]

***

Po południu wybraliśmy się na niezwykłą wycieczkę po Muzeum Kinematografii i wspólnie odkrywaliśmy historie, które kryją się w przedmiotach zgromadzonych przy Placu Zwycięstwa. Przechadzka była w pewnym sensie powrotem do przeszłości oraz… bajek z dzieciństwa:

Karol Scheibler i Reksio

Uczestnicy wycieczki po Muzeum Kinematografii mieli okazję przenieść się na kilka godzin wehikułem czasu do drugiej połowy XIX wieku. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że siedziba Muzeum to dawna rezydencja znanej fabrykanckiej rodziny Scheiblerów – a zatem w jednym budynku łączą się dwa tropy jakże charakterystyczne dla Łodzi – tradycja filmowa oraz tradycja fabrykancka. Uczestnicy wycieczki lepiej poznali przemysłową historię miasta, prześledzili narodziny ogromnej fortuny i powolny upadek łódzkiego giganta przemysłu.

Historia kinematografu okazała się nie mniej fascynująca, a początki kinematografii równie burzliwie, co losy rodziny Scheiblerów. Uczestnicy wycieczki analizowali rozwój technologiczny przemysłu filmowego, poznali wiele anegdot i legend związanych w ludźmi świata filmu, a nawet mogli stanąć przez chwilę na planie filmowym „Zaczarowanego fortepianu” – animacji lalkowej wykonanej w technice stereo 3D.

Największe emocje wśród zwiedzających wzbudziła sala animacji. Jej zwiedzanie okazało się dla wielu sentymentalną podróżą w głąb dzieciństwa i lat młodości. W końcu nie każdy zna dokonania Karola Scheiblera, ale nikomu nie są obce perypetie Bolka i Lolka czy Reksia. Uczestnicy skorzystali również z oferty wystaw czasowych Muzeum Kinematografii. Wystawa Zwierciadło Bergmana, bogata w plakaty filmowe, komentarze znawców twórczości szwedzkiego reżysera oraz relacje z odbioru filmów bergmanowskich w Polsce, okazała się idealnym zwieńczeniem filmowego popołudnia.

[Tekst: Joanna Zielińska; Foto: Karolina Czepkiewicz]

***

O 12.45 wysłuchaliśmy pierwszego wystąpienia w ramach konkursu Krytyk Mówi. O filmie „Lady M.” Williama Oldroyda z pasją opowiadała Aniela Janowska. Później, w ramach case study, Greg Zgliński wyjawił nam tajniki pracy nad scenariuszem do jego najnowszego filmu „Zwierzęta”:

„Zwierzęta” i ich natura

Środek zanurzonego w jesiennej aurze dnia. Publiczność zgromadzona na sali warsztatowej przysłuchuje się w skupieniu dyskusji prowadzonej przez Małgorzatę Stasiak z Gregem Zglińskim, reżyserem filmu „Zwierzęta”. Wielu z nich ma nadzieję, że tajemnica eksplorującego mroczne rewiry ludzkiej nieświadomości dzieła, które mieli okazję zobaczyć na festiwalowej projekcji, zostanie wkrótce ujawniona…

Pojawia się wątek stworzonego przez nieżyjącego już szwajcarskiego autora scenariuszowego pierwowzoru, który był przez reżysera przez wiele lat opracowywany. W pewnym momencie poczułem, że dotknąłem tajemnicy życia i śmierci – mówi Zgliński. Następnie opowiada o starohinduskich metodach medytacyjnych, internetowym radiu Nirwana i kotach obdarzonych darem mowy. Dyskusja niespodziewanie dociera do swojej istoty, kiedy z ust jednego z widzów wydobywają się magiczne słowa: David Lynch

Tak mógłby wyglądać opis spotkania z Gregiem Zglińskim, gdyby spojrzeć na nie przez pryzmat atmosfery panującej w jego najnowszym dziele. W rzeczywistości, reżyser przedstawił podczas niego w rzeczowy sposób tajniki pracy scenarzysty, dzieląc się z publicznością m.in. źródłami własnej inspiracji oraz tym, jak przebiega w jego przypadku proces twórczy. Zdradził on także wiele w kontekście wykorzystanych w „Zwierzętach” elementów scenografii, pojawiających się w filmie lokacji oraz zastosowanej w czasie jego realizacji metody pracy z aktorami. Zapytany na koniec o to, co musi mieć prawdziwy scenarzysta odpowiedział przewrotnie: „komputer”, czym zamknął dającą wiele do myślenia dyskusję.

[Tekst: Kevin Kołeczek; Foto: Łukasz Glajzner]

***

Tegoroczna edycja Festiwalu Kamera Akcja to niekończące się dyskusje, więc już o 15.00 zaprosiliśmy uczestników na kolejną z nich. Goście debatowali o polityce w geodystrybucji w kontekście takich gigantów jak Netflix czy HBO GO:

VOD czy kino – oto jest pytanie!

Jest piątek, więc na 8. FKA podjęto próbę rozstrzygnięcia prawdziwie weekendowego dylematu – czy na wieczór wybrać VOD czy kino? Co i dlaczego wybierają kinomani?

Podczas panelu dyskusyjnego rozmawiano o tym, jak wygląda rynek dystrybucyjny w obu przypadkach i jaka jest rola krytyka filmowego na tak różnych od siebie płaszczyznach. Dyskusja odbywała się w gronie festiwalowych gości – krytyków filmowych: Artura Zaborskiego i Bartosza Czartoryskiego oraz zajmującego się dystrybucją filmową Jakuba Mroza.

Moderator dyskusji – Michał Pabiś-Orzeszyna pytał kto dziś decyduje o tym, co trafia na nasze ekrany, dlaczego platformy VOD dokonują regionalizacji swojej oferty filmowej oraz czy kultura fanowska tworzy trendy silniejsze, niż głosy krytyków.

Część dyskusji pochłonęło zagadnienie ujednolicenia światowego rynku cyfrowego oraz o płynące z takiej decyzji konsekwencje, które ponieśliby zarówno dystrybutorzy, jak i twórcy filmowi.

Oczywiście, na Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej nie mogło zabraknąć pytania o to, czym różni się rola krytyka w kinie od krytyka zajmującego się dziełem filmowym dostępnym jedynie poprzez serwisy VOD. Krytyka, który na platformach VOD często przegrywa z algorytmami rekomendacji, zastępującymi procentowym wskaźnikiem nawet najbardziej zwięzłą recenzję. W jego obronie tym razem stanęła publiczność – widzowie jednogłośnie stwierdzili, że tonąc w morzu filmów i seriali tęsknią za tym „głosem rozsądku”, który jest potrzebny, by wyłowić wartościowe propozycje wykraczające poza algorytm. Publiczność wspólnie z gośćmi panelu przyjęła tezę, że krytyk liczy się i jest ważny w doborze filmu, zarówno w repertuarze kinowym, jak i katalogu platformy internetowej.

[Tekst: Wiktoria Lenart; Foto: Paweł Mańka]

***

Pozytywnie nastrojeni nieskończonymi dyskusjami udaliśmy się na seans filmu „Porto” w reżyserii Gabe’a Klingera, przed którym swój punkt widzenia zaprezentował kolejny uczestnik konkursu Krytyk Mówi – Paweł Panfil. A już o 17.00 mogliśmy oglądać wybitne dokumenty Piotra Stasika – „Opera o Polsce” i „Dziennik z Podróży”. Po projekcji reżyser spotkał się z widzami i wyczerpująco odpowiadał na pytania naszych festiwalowiczów:

Dokumenty kreacyjne – czym właściwie są?

Podczas drugiego dnia Festiwalu Kamera Akcja w Łódzkim Domu Kultury odbyło się kolejne spotkanie z gościem. Były to projekcie filmów dokumentalnych oraz rozmowa z ich znakomitym reżyserem – Piotrem Stasikiem.

Wydarzenie rozpoczęło się od przywitania widzów przez organizatora festiwalu – Przemysława Glajznera, który zapowiedział nadchodzące spotkanie z reżyserem. Później nastąpiła projekcja filmów dokumentalnych Piotra Stasika. Pierwszym z nich była „Opera o Polsce” – różne podejścia do kraju, różne historie, różne postaci… Film szczerze portretuje kraj, a także jego ksenofobiczne oblicze. Zdanie wypowiedziane podczas filmu – Strach rodzi agresję – zdecydowanie zapada w pamięć i staje się odpowiedzią na wiele pytań nurtujących widza tuż po obejrzeniu tej produkcji. Drugi film to „Dziennik z podróży”, opowiadający historię 82-letniego Tadeusza Rolke i zafascynowanego jego fotografią 15-letniego Michała. Dokument przekonuje, że dla prawdziwej przyjaźni wiek nie gra roli.

Po zakończonych projekcjach odbyło się spotkanie z reżyserem obu filmów. Tematem rozmowy był dokument kreacyjny. Gość festiwalu odpowiadał na liczne pytania Marcina Radomskiego, dotyczące jego filmów dokumentalnych oraz nowych projektów (m.in. „Czas bogów”, „Wymyśliłem sobie życie”). Pytania zadawali również widzowie ciekawi interpretacji wyświetlonych wcześniej filmów, roli dokumentalisty w procesie powstawania dzieła, inspiracji reżysera oraz tego, jak powstawał obraz „21 x Nowy Jork” (który także będzie prezentowany podczas 8. FKA).

Oprócz tego Piotr Stasik opowiadał o wykroczeniu poza własny mikrokosmos oraz o jego drodze we wcześniej nieznany świat, a także licznych podróżach. Przyznał również, że w jego filmach granice między dokumentem a fabułą są płynne i na pierwszy rzut oka – nieuchwytne.

[Tekst: Iga Delegiewicz; Foto: Paweł Mańka]

***

Wieczorem znów słuchaliśmy wystąpienia uczestniczki konkursu Krytyk Mówi – tym razem była to Dagmara Cioska, która opowiadała o filmie „Maudie”. A zaraz potem, o 20.00, obejrzeliśmy przedpremierowo najnowszy film Łukasza Barczyka „Soyer”, w którym główny bohater po części irytuje, a po części wzrusza widzów szczerością intencji swoich działań. Po seansie spotkaliśmy się z twórcami filmu:

Dziwny jest ten film!

To nie jest film dla każdego, bo to film przede wszystkim z myślą o nich – studentach Wydziału Aktorskiego. Za chwilę przecież wyruszą w świat – na deski teatru, na castingi. Tymczasem na 8. FKA, po projekcji filmu „Soyer”, opowiadali o swojej pracy nad rolą.

„Soyer” w reżyserii wykładowcy PWSFTviT Łukasza Barczyka to trzeci dyplom filmowy młodych adeptów sztuki aktorskiej. Fabuła, choć drugoplanowa, przedstawia ostatnie dni życia Konrada, tytułowego Soyera – dziwaka uważającego się za współczesnego świętego. Na pierwszy plan wysuwają się główne postaci, grane przez aktorskie trio: Macieja Musiałowskiego (Soyer), Mariannę Zydek (Małgośka) i Cezarego Kołacza (Janek). Całość utrzymana w portretowym formacie, pozwala widzowi bliżej przyjrzeć się odtwórcom: dostrzec mimikę twarzy, zajrzeć w oczy, zobaczyć motorykę ciała. Za rok, dwa zobaczymy ich w kolejnych filmach, a „Soyer” pozostawia wrażenie, że przecież już ich poniekąd znamy.

Projekcji towarzyszyła dyskusja z twórcami, na której obecni byli m.in.: Łukasz Barczyk, Agata Golańska (producent), Karina Kleszczewska (autorka zdjęć) Marianna Zydek i inni. Opowiadali oni o pracach nad powstawaniem filmowego dyplomu w uczelni i koleżeńskim współdziałaniu. Reżyser potwierdził, że scenariusz powstał w 2010 roku, ale dopiero po sześciu latach okazało się, że idealnie pasuje na realizację dyplomu aktorskiego. Widownię zainteresowała przerysowana stylistyka oraz przyczyny działań poszczególnych postaci. Zagadkową sceną okazał się motyw ofiarowania drugiej osobie jabłka znalezionego na ziemi, co, jak zdradził Łukasz Barczyk, miało podłoże autobiograficzne. Cóż, niecodzienne doświadczenia życiowe prowokują do powstania niecodziennych filmów, które nie zawsze odpowiadają na potrzeby wszystkich widzów. „Soyer” jednak spełnił swoje artystyczne zadanie – odsłonił nie tylko ciało, ale też talent i możliwości aktorów.

Projekcja filmu „Soyer” na 8.FKA była drugą w Polsce (wcześniej zaprezentowano go na otwarciu Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi). W listopadzie odbędzie się oficjalna premiera w Warszawie i film wejdzie do regularnej dystrybucji kinowej. Nie wydziwiajcie i idźcie poznać „Soyera”!

[Tekst: Małgorzata Lisiecka; Foto: Paulina Adaszek]

***

Kiedy drugi dzień 8. FKA chylił się ku końcowi, my wciąż dyskutowaliśmy o filmach, które zobaczyliśmy w piątek. A było o czym dyskutować! Organizatorzy zafundowali nam projekcje takich dzieł jak „Królewicz olch”, „Zwierzęta”, „Wróg”, „Pogorzelisko”, „Niknięcie” czy „Pozycja dziecka”.

Trzeciego dnia 8. FKA również czeka nas nieskończoność seansów, premier, dyskusji, spotkań i warsztatów – zapraszamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *