Najlepsze filmy Berlinale. Głos krytyków dla FKA

Najlepsze filmy Berlinale. Głos krytyków dla FKA

W weekend zakończyła się 67 edycja Berlinale, które jest jednym z przystanków w programowaniu 8 edycji FKA. Byliśmy tam wyszukując filmowe perełki, które zaprezentujemy podczas Festiwalu. Specjalnie dla FKA swoje tegoroczne odkrycia filmowe wskazują Adam Kruk, Małgorzata Steciak, Kuba Armata, Marcin Radomski i Michał Kaczoń. Ich opinie są dla nas ważną wskazówką w programowaniu sekcji “Głos krytyków”.

 

Adam Kruk


Pieles
, reż. Eduardo Casanova

Wyzysk, prostytucja, pedofilia, śmierć – w „Pieles” największe okropieństwa opakowane zostają w odcienie różu i fioletu, dzięki czemu łatwiej się z nimi zmierzyć. Dostrzec pod zdeformowanymi ciałami poranione wnętrza, spod salw śmiechu uronić łzę wzruszenia. Debiutancki film Eduardo Casanovy okazał się prawdziwą sensacją sekcji Panorama tegorocznego Berlinale.

Colo, reż. Teresa Villaverde

Jedna z najciekawszych propozycji konkursowych Berlinale 2017, przeoczona w werdykcie jury. Obraz z pogranicza jawy i snu, wymagający, ale i – jeśli poddać się jego rytmowi – wynagradzający. Teresa Villaverde na przykładzie jednej rodziny pokazuje rozpad więzi społecznych we współczesnej, ogarniętej kryzysem Portugali.

Call Me by Your Name, reż. Luca Guadagnino

Luca Guadagnino, autor „Jestem miłością” i „Nienasyconych”, nie jest lubiany we Włoszech, gdzie uważa się, że tworzy karykatury mieszkańców Italii. Faktycznie, w swoich filmach często przyjmuje perspektywę obcokrajowca. W swej piątej pełnometrażowej fabule „Call Me by Your Name” ukazuje Nizinę Padańską w latach 80. oczami młodego Amerykanina, ale i bacznie przygląda się Amerykaninowi oczami jeszcze młodszego Włocha. Historia letniej miłości czerpie tu jeszcze z ideałów antycznych, a sensualność obrazów rozsadza wręcz ekran.


Call Me by Your Name, reż. Luca Guadagnino

 

Małgorzata Steciak

I Am Not Your Negro, reż. Raoul Peck

Raoul Peck w prezentowanym w sekcji Panorama „I Am Not Your Negro” tworzy imponujący filmowy esej o rasie. Wychodząc od nieukończonego tekstu amerykańskiego pisarza Jamesa Baldwina „Remember This House”, dokonuje reinterpretacji historii USA, umieszczając w jej centrum czarnoskórych obywateli. Peck wzbogaca tekst Baldwina materiałami archiwalnymi, odtwarzając historię walki o zniesienie segregacji rasowej w latach 50. i 60. XX wieku. Filmowiec ukazuje mało pochlebne oblicze Ameryki, gdzie słowa narodowego hymnu „The land of the free and the home of the brave” mają wyjątkowo gorzki wydźwięk – także dzisiaj.

Tiere, reż. Greg Zglinski

„Tiere” to dziwny i intrygujący film, któremu bliżej do „Mulholland Drive” Davida Lyncha niż do poprzednich filmów pełnometrażowych twórcy „Wymyku”. Zglinski sprawnie łączy formułę dramatu psychologicznego z elementami surrealistycznego horroru i sprytnie igra z przyzwyczajeniami widza. Reżyser wciąż podrzuca nowe zagadki, myli tropy i podaje w wątpliwość wiarygodność opowiadanej historii. „Tiere” jest misternie skonstruowaną kinową łamigłówką, której – jak twierdzi sam reżyser – nie sposób rozwikłać. Mimo to pokusa, by wrócić do tej historii i spróbować ułożyć wszystkie elementy filmowej układanki, jest ogromna. To szalenie ciekawy film, który zostaje w głowie na długo po seansie.

Serce miłości, reż. Łukasz Ronduda

To chyba najprzyjemniejsze zaskoczenie tegorocznego Berlinale. Prezentowane w sekcji Forum Expanded „Serce miłości” Łukasza Rondudy ze scenariuszem Roberta Bolesty opowiada o związku dwojga artystów, Zuzanny Bartoszek (Justyna Wasilewska) i Wojtka Bąkowskiego (Jacek Poniedziałek). Reżyser przygląda się codzienności swoich bohaterów, obserwuje ich podczas zwykłych czynności, jak robienie zakupów czy jedzenie śniadania; podgląda w trakcie pracy i ognistych kłótni. W związku Bąkowskiego i Bartoszek nawet najprostszy gest urasta do rangi choreografii, a opowiedziana przy stole anegdota może stać się inspiracją do kolejnego projektu. Dynamika ich relacji zawiera się w skrajnościach, jej paliwem jest intymność przefiltrowana na wiersze, rysunki, piosenki. „Serce miłości” to wnikliwa wiwisekcja narcyzmu i artystycznej rywalizacji, która przybiera znamiona siły gotowej roznieść w drobny mak wszystko, co napotka na swojej drodze.

Pełne relacje Małgorzaty Steciak z Berlinale można przeczytać w serwisie Onet Film: http://film.onet.pl/autorzy/malgorzata-steciak

 

Tiere, reż. Greg Zglinski

 

Kuba Armata

Wild Mouse, reż. Josef Hader

Reżyserski debiut popularnego austriackiego kabareciarza i aktora, który jest tu także autorem scenariusza oraz wciela się w główną rolę. Tragikomiczna opowieść o szanowanym krytyku muzycznym poczytnej wiedeńskiej gazety, który z dnia na dzień zostaje zwolniony i obmyśla plan jak zemścić się na swoim przełożonym. Zabawna satyra na życie wyższej klasy średniej oraz globalny kryzys w mediach.

The Other Side of Hope,  reż. Aki Kaurismäki

Nowy film najważniejszego fińskiego reżysera Akiego Kaurismäkiego jest świetnym odzwierciedleniem tego, za co tak bardzo go cenimy. Od empatii w stosunku do bohaterów, przez specyficzne poczucie humoru, po charakterystyczny wystrój restauracji kojarzący się z największymi klasykami PRL-u. Zresztą jest tu polski akcent, bo jeden z dwóch głównych bohaterów, uchodźca z Syrii, finalnie trafia do Helsinek po tym jak pobili go… naziści z Gdańska.

The Party, reż. Sally Potter

Film znakomitej brytyjskiej reżyserki jest dowodem na to, że czasem mniej znaczy więcej. Kilkoro, dodajmy znakomitych, aktorów, jedno wnętrze i siła jaka tkwi w dialogu. Tytułowe przyjęcie, jakie właśnie nominowana Pani Minister urządza dla swoich znajomych szybko wymyka się spod kontroli. To przezabawna, ujęta w farsową formę krytyka lewicowych środowisk z wątkiem kryminalnym w tle.

The Party, reż. Sally Potter

 

Marcin Radomski

The Party, reż. Sally Potter

Każdy kto organizuje przyjęcie chciałby, aby impreza się udała. Janet (Kristin Scott Thomas) i Bill (Timothy Spall) zapraszając przyjaciół nie wiedzą, że wieczór skończy się inaczej niż przewidywali. Ten prosty koncept kino wykorzystało już wiele razy, choćby w „Rzezi” Romana Polańskiego. Sally Potter wyciąga zdartą płytę i tworzy mroczną satyrę społeczno – polityczną, która stylem nawiązuje do brytyjskich filmów lat 60. Film niezwykle aktualny z plejadą świetnych aktorów (m.in. Cherry Jones, Patricia Clarkson, Bruno Ganz) przypomina chór kierowany przez najlepszego dyrygenta.

The Other Side of Hope,  reż. Aki Kaurismäki

Kaurismäki to człowiek z filmową przeszłością, który nie wyważa drzwi. Ma jeden klucz i kilka kłódek. Tym pierwszym są humor i absurd jego filmów, drugim wachlarz bohaterów. Zamknięci na świat i wyobcowani w pewnym momencie postanawiają czynić dobro. Głównym bohaterem jest syryjski uchodźca, który wysiada w fińskim porcie i od razu zastanawia się jak uciec z tego kraju. Powiem tylko jedno – Kaurismäki nieustannie robi swoje i oby tak dalej.

Ana, mona amour, reż. Călin Peter Netzer

Jeden z czołowych rumuńskich reżyserów „psychoanalityków” bierze się za trudny związek Any i Toma. Nie zapomina o realistycznym oddaniu tła opowieści, która meandruje od studenckiej fascynacji i zakochania do totalnego zagubienia młodych bohaterów. Netzer, bez tajemnic, próbuje dotrzeć do źródła problemów analizując toksyczny związek, rodzinne skazy, problemy z pracą, kryzys wiary i ponurą rzeczywistość. Zaświadcza tym samym, że kochanie nie zawsze jest boskie.

 

Ana, mona amour, reż. Călin Peter Netzer

 

Michał Kaczoń

Tiere, reż. Greg Zglinski

„Tiere” to opowieść, która swoim klimatem, tematyką (oraz samym tytułem) przywodzi na myśl „Zwierzęta Nocy” Toma Forda. Niechronologiczna historia, które eksploruje problemy psychiczne pewnej pary intryguje przede wszystkim tym, że stawia samego widza w sytuacji bohaterów – nigdy nie wiadomo czy możemy ufać swoim zmysłom i czy to co oglądamy na ekranie dzieje się naprawdę czy jedynie w głowach postaci. Piękna zabawa formą.

Call Me by Your Name, reż. Luca Guadagnino

Piękna, subtelna, pełna ciepła i zrozumienia historia rodzenia się pewnego „zakazanego” romansu, osadzona w słonecznej Italii początku lat 80. Film przyciąga swoją wizualno-muzyczną precyzją oraz nienachalnym zarysowaniem fascynacji bohaterów, uwypuklonej właśnie przez stylistyczne wstawki, które doskonale oddają ich wewnętrzny stan emocjonalny.

Una Mujer Fantastica, reż. Sebastián Lelio

Marina spotyka się ze starszym mężczyzną. Kiedy w wyniku niefortunnego wypadku, ten ginie, dziewczyna musi stawić czoło nieprzychylnej rodzinie, która była przeciwna temu związkowi. Powoli dowiadujemy się o prawdziwych przyczynach tego ostracyzmu społecznego i wykluczenia. „Una mujer fantastica” z gracją dotyka problemów środowiska LGBT, starając się przy tym pokazać także dobry model zachowania, w którym bohaterka niegdy nie traci ducha i stale walczy o swoje prawa.

Una Mujer Fantastica, reż. Sebastián Lelio