Dzień drugi 7. FKA: warsztaty, kradzieże, dyskusje

Dzień drugi 7. FKA: warsztaty, kradzieże, dyskusje

Drugi dzień Festiwalu Kamera Akcja dobiegł końca! Doświadczyliśmy dziś wielu filmowych przeżyć, a najsilniejsze z nich towarzyszyły oczywiście warsztatom, konkursom i dyskusjom. To właśnie dziś, po raz pierwszy podczas festiwalu, zaprezentowali się uczestnicy Konkursu Krytyk Mówi: o 12:45 Edyta Jadowska mówiła o filmie „Lato Sangaile”, a o 22:00 Grzegorz Raubo opisywał produkcję „Bone Tomahawk”. Już jutro kolejne prezentacje!

f65a0266

irdainaction_ka-9226

[Fot: Paweł Mańka, Gosia Sujecka]

Dzień rozpoczęliśmy jednak od potężnej dawki wiedzy. Pierwsze warsztaty poprowadziła Magda Miśka-Jackowska, dzięki którym uczestnicy mogli poznać tajniki pracy krytyka filmowego w… radiowym eterze!

Intymne medium

Jedna z najbardziej inspirujących dziennikarek radiowych zdradziła tajemnice… eteru. Magda Miśka-Jackowska królową w talii warsztatów Festiwalu Kamera Akcja!

W dobie audiowizualności, zdominowanej przez obraz, coraz trudniej skupić się na odbiorze słowa mówionego. Naszą uwagę przyciągają dziś filmy, seriale i wideo-eseje, a na znaczeniu traci starsze medium – radio. Na przekór tej tendencji, w ramach tegorocznej edycji FKA, zorganizowany został więc radiowy warsztat. Dotyczył on pracy krytyka filmowego, którego domeną jest słowo mówione. Magda Miśka-Jackowska, dziennikarka, prezenterka i autorka wielu programów poświęconych sztuce filmowej, opowiedziała o praktyce radiowego dziennikarstwa filmowego.

Od zawsze mam ogromny szacunek do słowa „krytyk” – takim stwierdzeniem rozpoczęła spotkanie. Stworzyła inspirującą atmosferę nie tylko za sprawą swojego głosu – dzięki bogatym materiałom poglądowym uczestnicy mogli wczuć się w sytuacje, które na co dzień spotykają krytyków filmowych. Z wielką pasją opowiadała o intymnym charakterze tego zapomnianego już nieco medium. Krok po kroku omówiła autorską technikę tworzenia recenzji filmowej. Owoce jej codziennej pracy możemy usłyszeć na antenie RMF Classic, gdzie pracuje od 2005 roku. Prowadząca warsztaty wiele uwagi poświęciła aspektom pracy z dźwiękiem, podkreślając, że to ten właśnie element przynosi jej najwięcej satysfakcji. Jak sama wspomniała, w dźwiękach można się zakochać. Zwieńczeniem warsztatów była możliwość nagrania własnego materiału, który po odpowiedniej obróbce technicznej mógłby zostać wyemitowany na antenie radiowej.

f65a0136

f65a0128

[Tekst: Patrycja Dziubczyńska; Foto: Paweł Mańka]

***

Kolejne spotkanie w talii warsztatów dotyczyło łamania filmowego szyfru. Tematyka warsztatu wprowadziła nas w atmosferę tajemniczych praktyk interpretacyjnych, dzięki którym żadne dzieło filmowe nie powinno mieć przed nami tajemnic…

Złamać szyfr

Sztuka analizy to stawianie właściwych pytań i odnajdywanie adekwatnych odpowiedzi. Tę umiejętność bezsprzecznie opanowała Natasza Korczarowska-Różycka, która w ramach 7. edycji Festiwalu Kamera Akcja podzieliła się z jego uczestnikami swoją wiedzą.

Główną intencją prelegentki była prezentacja świadomego podejścia do tematu analizy, co wyraźnie podkreśliła po rozpoczęciu spotkania. Zauważyła również, że to twórczość Wojciecha Hasa sprowokowała ją do zajęcia się tematyką analizy filmowej, a ściślej – nieprawidłowy sposób interpretacji jego dzieł.

Koncepcja kina Hasa zawiera wiele tropów interpretacyjnych, które mogą sprawiać kłopoty osobom bez odpowiedniego zaplecza badawczego. Zabawa analizą filmową jest jednak możliwa i sprawia wiele przyjemności każdemu, kto posiada narzędzia i umiejętności w zakresie interpretowania aspektów treści i formy dzieła. Prelegentka poprowadziła uczestników przez artystyczną drogę Hasa i zwróciła uwagę na dwa główne aspekty jego dzieł: przestrzeń i czas. W sposób niezwykły skupiła się na jednostce, która stała się elementem wypełniającym przestrzeń w filmach artysty.

Zagadnienia umowności kadru, pamięci zapośredniczonej i symbolizmu – to skrótowe podsumowanie obszaru tematycznego warsztatów przeprowadzonych przez Nataszę Korczarowską- Różycką, która wielu uczestnikom zapewniła udoskonalenie umiejętności analitycznych, pogłębienie wiedzy w zakresie odczytywania kontekstów interpretacyjnych i… filmowych „smaczków”. Sama na koniec dodała, że szyfry są triumfem formy o jakiej pisał Gombrowicz – o lepszym podsumowaniu nie moglibyśmy marzyć.

f65a0207

f65a0221

[Tekst: Patrycja Dziubczyńska; Foto: Paweł Mańka]

***

Kolejny i ostatni już warsztat był swoistym case study filmu „Kamper”. Widzowie, dzięki twórcom – Łukaszowi i Natalii Grzegorzek – poznali receptę na sukces, która nie wymaga długoletnich przygotowań w zakresie reżyserii, dużej ilości pieniędzy i znajomości, a jedynie… ogarnięcia się!

Ogarnij (się): „Kamper”

Dwadzieścia dwa dni zdjęciowe, dwudziestu jeden utalentowanych ludzi i jeden „Kamper”. O kulisach powstawania filmu, w ramach warsztatu na 7. edycji Festiwalu Kamera Akcja mówili reżyser – Łukasz Grzegorzek i producentka – Natalia Grzegorzek. 

Podczas trwania warsztatów uczestnicy dowiedzieli się, jak wyglądały poszczególne etapy pracy nad filmem z punktu widzenia osób, które nie posiadają wykształcenia reżyserskiego. Kto chce, szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu – powiedziała Natalia Grzegorzek. Okazuje się, że ograniczenia finansowe (ale nie tylko) bywają stymulujące, tak jak w przypadku zespołu „Kampera”. Wyeliminowanie zbędnych kosztów (np. klapsera czy barobusu) już w pierwszym etapie pracy i skupienie się na wiarygodności, umożliwiło osiągnięcie efektu, na którym tak bardzo zależało reżyserowi.

Wspólne spędzanie czasu – i to w prywatnym mieszkaniu Natalii i Łukasza – spowodowało, że wśród ekipy wytworzyła się niezwykła energia. W dużej mierze, to dzięki tej energii powstał film o niezależnym charakterze. Kluczem do sukcesu okazały się więc determinacja, utalentowani ludzie i sprzyjająca artystycznym działaniom atmosfera – jak widać, twórcom filmu udało się to osiągnąć.

f65a0341

f65a0320

[Tekst: Karolina Czepkiewicz; Foto: Paweł Mańka]

***

Po realizacji warsztatów uczestnicy 7. edycji Festiwalu Kamera Akcja, wyposażeni w nowe kompetencje filmowe, przystąpili do pierwszego tego dnia panelu dyskusyjnego: „Sztuka kradzieży. O wizualnej krytyce filmowej”. Festiwalowicze i goście rozmawiali o nieoczekiwanym zwrocie w kierunku rozwoju krytyki filmowej…

Grunt to esej!

W świecie krytyki filmowej pojawiła się nowa alternatywa dla piśmiennictwa, która wzbudza ożywione dyskusje i silne emocje pośród osób związanych z filmowym światem.

Silna trójka w festiwalowym pokerze zasiadła do dyskusji nad tematem nieprzeciętnym i niezwykle absorbującym (Panel dyskusyjny o sztuce kradzieży – wizualnej krytyce filmowej). Wideo-esej, pisany obrazem za pomocą kamery, to nowatorska forma krytyki, o której gorąco dyskutowali: Stanisław Liguziński, Michał Oleszczyk i Kuba Mikurda.

Debata rozpoczęła się od pytania Michała Pabisia-Orzeszyny o definicję wideo-eseju, która już na wstępie przysporzyła uczestnikom nie lada problemów. Doszli oni jednak do pewnego konsensusu, który spuentował Liguziński mówiąc, że wideo-eseistyka powinna być traktowana jako czynność, a nie jako produkt, bowiem wtedy możemy rozbierać film na czynniki pierwsze i odnosić się do poszczególnych fragmentów. To niezwykle trafne określenie nowego tworu, który pojawił się w obrębie pojęć związanych z krytyką filmową, wprowadzając jednocześnie spore zamieszanie. Panowie odnosili się ponadto do swoich doświadczeń z wideo-esejem i żywo komentowali przykłady esejów, które pojawiły się podczas panelu.

Widownia miała niepowtarzalną okazję do obserwacji burzy mózgów trzech nieprzeciętnych jednostek – krytyków, filmoznawców i teoretyków, na temat nowatorski, niezwykle pociągający i przede wszystkim otwierający nową drogę rozwoju krytyki filmowej.

f65a0355

f65a0420

[Tekst: Patrycja Dziubczyńska; Foto: Paweł Mańka]

***

Po omówieniu złodziejskich praktyk, których dopuszczają się krytycy filmowi, przyszedł czas na refleksyjną dyskusję o przyszłości filmowej Łodzi. Panel odbył się tym razem w Kinie Szkoły Filmowej, co jest znamiennym symbolem – to tam znajduje się bowiem kolebka łódzkich artystów filmowych…

Filmowa Stolica

Drugi dzień Festiwalu Kamera Akcja w Kinie Szkoły Filmowej zwieńczyła dyskusja „Hollyłódź: mit czy rzeczywistość?”. Moderator – Anna Wróblewska – zapytała gości: w jaki sposób Łódź może odzyskać status polskiej stolicy filmu?

Joanna Łapińska – Dyrektor Programowa Festiwalu Transatlantyk – zwróciła uwagę na potrzebę wsparcia mniejszych instytucji. Anna Michalska z Muzeum Kinematografii podkreślała, że im więcej filmowych placówek w Łodzi, tym bardziej pogłębiony rynek. Z kolei Ewa Ciszewska z Uniwersytetu Łódzkiego zwróciła uwagę na fakt, że Hollyłódź może być rozumiana nie tylko jako centrum filmowych produkcji, ale jako centrum kultury filmowej. Dla drugiego wariantu kluczowe są: wydarzenia, festiwale, muzea, które dzięki współpracy wykluczają jednocześnie problem „festiwalizacji”. Rafał Syska – dyrektor NCKF-u – zauważył, że Łódź potrzebuje balansu, opierającego się na dbałości o dziedzictwo filmowe przy jednoczesnym wsparciu wytwórni i firm produkcyjnych.

Uczestnicy zaprezentowali też plany działania swoich instytucji. Anna Michalska zdradziła, że Muzeum Kinematografii planuje gruntowny remont i stworzenie stałej wystawy, dotyczącej Łodzi filmowej. Rafał Syska opowiedział o przyszłości NCKF-u, w którym powstaną trzy wystawy stałe oraz wystawy czasowe tworzone przez artystów sztuk multimedialnych. Joanna Łapińska przedstawiła zmiany w Transatlantyku: kolejna edycja Festiwalu odbędzie się w lipcu, zmiany czeka też sam program – uproszczona nawigacja, najważniejsze tytuły kina światowego, rozbudowana edukacja filmowa.

Wszyscy zgodzili się, że przyszła Hollyłódź musi być wznoszona na lokalnym przemyśle, kulturze, współpracy instytucjonalnej, edukacji i nieustającym dyskursie.

f65a0453

f65a0551

[Tekst: Patrycja Chuszcz; Foto: Paweł Mańka]

***

Po powrocie z dyskusji o losach Łodzi Filmowej wróciliśmy do Kina 3D Wytwórnia, aby wziąć udział w pokazie filmu „Ederly” i… spotkaniu z jego twórcami! Główną osią dyskusji po projekcji miała być konfrontacja interpretacji widzów z zamysłem reżyserskim Piotra Dumały…

Co autor ma na myśli?

Surrealistyczna komedia, czy filozoficzny traktat o życiu? O tym, jak bardzo różnią się interpretacje widzów z intencjami twórców, opowiedzieli Piotr Dumała i Bożena Krakówka.

Rozmowę z twórcami poprzedziła projekcja „Ederly”, dzięki czemu licznie zgromadzona publiczność od razu mogła skonfrontować swoje odczucia i wyrazić opinię o drugim filmie Piotra Dumały, wpisującym się w nurt kina autorskiego. Twórcy jasno podkreślili, że „Ederly” jako komedia, jest przeciwwagą dla „Lasu”, czego nie spodziewali się widzowie.

Sam nie wiem, kiedy film stał się komedią. W początkowym założeniu, na etapie tworzenia scenariusza, wszystkie sceny w zamiarze były poważne – przyznał reżyser. Dodał również, że charaktery postaci mają swoje pierwowzory wśród znanych mu osób i celowo okraszone zostały ekspresyjniejszą grą aktorską. Taki zabieg buduje komizm sytuacyjny, entuzjastycznie przyjęty przez widzów. Realistyczna warstwa wizualna połączona z nierealistyczną fabułą oraz czarno-białe zdjęcia nawiązujące do kina niemego okazały się strzałem w dziesiątkę.
Tak dobrego filmu surrealistycznego nie było w polskim kinie od dawna. – to jedna z wypowiedzi z uczestników spotkania.

W filmie można odnaleźć inspiracje z twórczości Dostojewskiego czy Kafki, a także nawiązanie w scenografii do dzieł Hanekego. Twórcom zależało, aby miejsce, w którym dzieje się film, pozostało nieskonkretyzowane – oddające ideę „miasta istniejącego poza czasem”. Twórcy przyznali, że publiczność nie zawsze reaguje zgodnie z ich oczekiwaniem – zdarza się, że odbiorcy kompletnie „nie czują” charakterystycznego dowcipu, odbierając film bardzo poważnie – podkreśliła Bożena Krakówka.

Teraz wszyscy czekamy na kolejny film reżysera, który tym razem ma powstać w kolorze, jak nieoficjalnie zapowiedział Dumała!

irdainaction_ka-9145

irdainaction_ka-9186

[Tekst: Joanna Mieszczanowicz; Foto: Gosia Sujecka]