Wywiad z Dominiką Bierczyńską

Wywiad z Dominiką Bierczyńską

Z Dominiką Bierczyńską, laureatką konkursu na Najlepszy Tekst Krytyczny, rozmawia Aleksandra Lech.

Jakie są Twoje wrażenia po festiwalu? Co Ci się podobało podczas tegorocznej edycji?

Cieszę się, że taki festiwal istnieje. Jego zaletą jest przede wszystkim różnorodność, dzięki czemu festiwal nie zamyka się w jakiś hermetycznym środowisku, w którym dobrze czują się tylko specjaliści. Filmy, spotkania z twórcami: Marcinem Koszałką i Bartkiem Konopką, panele dyskusyjne – wszystko to było ciekawe.

Czy udział w konkursie na tekst krytyczny był dla Ciebie kolejnym krokiem w drodze do kariery krytyczno-filmowej czy pisanie recenzji traktujesz raczej hobbistycznie?

Kocham kino, bardzo lubię pisać, więc pisanie o filmie jest czymś naturalnym, chociaż niełatwym. Wzięłam udział w konkursie, bo każda taka próba czegoś uczy – stylu, przedstawiania argumentacji, dyscypliny, myślenia. Niezależnie od tego, co będę robić w przyszłości,  na pewno chcę żeby było to związane z filmem. A pisanie dużo mi daje.

Jaki jest Twój przepis na dobrą recenzję filmową? Czy bardzo kierujesz się emocjami i intuicją  w ocenie filmów?

Oglądam film uważnie. Staram się nie trzymać kurczowo moich przyzwyczajeń, oczekiwań. Staram się nie być powierzchowna. Ćwiczę język, styl. Po napisaniu zastanawiam się, czy na pewno miałam rację. Po tygodniu może okazać się, że zmieniłam zdanie, że coś przeoczyłam, bo film dojrzał mi w głowie i powiedział coś innego, a ja więcej zrozumiałam. Takie jest ryzyko pisania o czymś, do czego trudno znaleźć dystans. Mimo pewnej wiedzy, którą udało mi się do tej pory zdobyć, kieruję się głównie intuicją i emocjami. Łatwo w ten sposób wpaść w pułapki, łatwo dać się zwieść, ale to jest w oglądaniu filmów i pisaniu o nich najciekawsze.

Wolisz pisać recenzje pochlebne czy krytyczne? Dlaczego?

Do pisania recenzji pochlebnych od razu podchodzę z zapałem – cieszę się, że film był świetny i chcę się tym podzielić. Pisanie krytycznych recenzji jest może trudniejsze, bo wiąże się z kompleksem teoretyka. Nie zrobiłam żadnego filmu, a mam je oceniać? To jednak nie oznacza, że nie można mieć własnego zdania, że nie można się spierać, zastanawiać, szukać. Kwestia, czy film zrobił na mnie dobre czy złe wrażenie nie ma więc większego znaczenia. W końcu złe filmy bywają często inspirujące. Dlatego też staram się być uczciwa wobec filmu, wobec siebie samej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *