FKA – EDYCJA 2011

FKA – EDYCJA 2011

Od 24 do 27 marca trwała w Łodzi druga edycja Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej KAMERA AKCJA. Przez te cztery dni uczestnicy mieli okazję brać udział w rozmaitych panelach dyskusyjnych, w pokazach etiud nadesłanych na konkurs dla studentów niefilmowych uczelni artystycznych, w podzielonych na kilka bloków (Mistrzowskie debiuty, Retrospektywa, Z obcych stron, W inny sposób, Wczoraj i dziś) projekcjach filmów doświadczonych reżyserów oraz w innych imprezach towarzyszących. W programie znalazło się także kilka pokazów premierowych i przedpremierowych. Poza tym w ramach KAMERY AKCJI miały miejsce interesujące wydarzenia teatralne i muzyczne.

EDYCJA 2011

Relacja: 2. Festiwal Krytyków Sztuki Filmowej KAMERA AKCJA

KLARA SKRZYPCZYK

Źródło:

http://mkfim.wordpress.com/2011/04/22/relacja-festiwal-krytykow-sztuki-filmowej-kamera-akcja-24-%E2%80%93-27-marca-2011-lodz/

Ostatni weekend marca przyniósł długo wyczekiwany Festiwal Krytyków Sztuki Filmowej KAMERA AKCJA w Łodzi (przedsięwzięcie, któremu patronowało również nasze Koło). Reprezentacja przyszłych poznańskich filmoznawców stanowiła grupę całkiem liczną, czemu jednak, wziąwszy pod uwagę festiwalowe propozycje, trudno się dziwić. Bo rzeczywiście: program czterech festiwalowych dni wypełniony był po brzegi. Za jedyny jego mankament uznać można konieczność wyboru między interesującymi blokami filmowymi, odbywającymi się o tej samej porze. Ale cóż, to zarzut raczej nie do organizatorów, a do naszej niezdolności rozdwojenia się.

W czwartkowy wieczór Festiwal otworzyła przedpremierowa projekcja Peryferii w reż. Bogdana G. Apetriego. To gorzka historia kobiety, która wychodzi z więzienia na przepustkę, lecz nie zamierza doń wracać – by jednak rozpocząć nowe życie, najpierw musi zmierzyć się z przeszłością. Sala główna Kina Cytryna wypełniona do ostatniego miejsca, a ci, którzy po seansie nie byli zbyt senni, mogli udać się do Klubu Festiwalowego Portfolio, gdzie co wieczór odbywały się koncerty, schładzane zimnym piwem. Kolejne dni przyniosły kolejne seanse, a także (kolejne) zażarte dyskusje. Z innych pokazów premierowych oferowano choćby Życie z wojną w tle Todda Solondza czy Made in Poland Przemysława Wojcieszka. Organizatorzy zaskoczyli nas niespodzianką – ten ostatni zapraszał bowiem publiczność na film… telefonicznie! Z wciąż świeżych tytułów: dowiedziano się Jak zostać królem lub co można „przeżyć” Wkraczając w pustkę. Widzowie mieli także okazję przypomnieć sobie niektóre filmy takich twórców, jak David Lynch, bracia Coen czy David Cronenberg (któremu poświęcony był blok retrospektywny). Dużym powodzeniem cieszyli się jego niepokojący Nierozłączni, ze znakomitymi, bliźniaczymi kreacjami Jeremy’ego Ironsa. Zainteresowanie, nie bez przyczyny, wzbudziły też bloki: „Z obcych stron” (w ramach którego leniwie zasiedliśmy na wygodnych kanapach Małej Sali, Limonki, by obejrzeć zachwycającą przepięknymi zdjęciami Deltę Węgra Kornela Mundraczo) czy „W inny sposób”, kiedy to tłumnie stawiliśmy się do Wyjścia przez sklep z pamiątkami Banksy’ego.

Jak na festiwal przystało, nie zabrakło współzawodnictwa. W konkursie na tekst krytyczny, w jury którego zasiedli: dr Konrad Klejsa (Uniwersytet Łódzki), Andrzej Kołodyński („Kino”), dr Dagmara Rode (Uniwersytet Łódzki) oraz prof. Grażyna Stachówna (Uniwersytet Łódzki), główną nagrodę otrzymał Maciej Stasiowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego za tekst Wciśnij „enter” i patrz jak płonie…, który już wkrótce będzie można przeczytać w „Kinie”. Wśród pięciu wyróżnionych młodych krytyków znalazła się również studentka III roku poznańskiego filmoznawstwa, Alina Grzegorzewska [gratulujemy!]. W konkursie etiud i animacji, gdzie oceniali: dr Kamila Żyto (Uniwersytet Łódzki), Zbigniew Żmudzki (Se-Ma-For), dr Blanka Brzozowska (Uniwersytet Łodzki) i Robert Leszczyński, wyłoniono pięć zwycięskich tytułów. Grand Prix przypadło Andrzejowi Szychowi i jego animowanemu The Splash – historia animal punk (wykorzystująca konwencję dokumentu rysunkowa opowieść o muzyce wzbudziła mnóstwo śmiechu!). Ten sam autor, wraz z Krzysztofem Baranem i Kasprem Grubbą, wyróżnieni zostali za Conspire – wykonany techniką malarską teledysk do utworu zespołu Antimatter. Za najlepszą animację Festiwalu uznano zaś Coś w tym gatunku Urszuli Palusińskiej, stosującą konwencję filmu edukacyjnego. Fabularną Pralkę Jakuba Pączka doceniono w kontekście najlepszego wykorzystania wiedzy filmowej, zaś nagroda za najlepsze wykonanie techniczne powędrowała do Jakuba Czekaja i Tomasza Jurkiewicza i ichTwist and blood. Nie bez echa przeszła główna rola aktorska w tym obrazie, kreowana przez młodego Jamesa Fordhama, za którą tenże również otrzymał nagrodę. Wszystkie filmy zostały zaprezentowane publiczności w bloku konkursowym.

Gratką dla festiwalowiczów nieobeznanych z miastem był spacer po Łodzi filmowej. Dr Ewa Ciszewska z Uniwersytetu Łódzkiego poprowadziła nas spod kina Cytryna, zlokalizowanego w budynku dawnych Łódzkich Zakładów Kinotechnicznych „Prexer”, przez Plac Wolności, wzdłuż ulicy Piotrkowskiej, aż po Pałac Oskara Kona, który jest siedzibą Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera. Oprócz ostatniej w programie spaceru „Filmówki”, mieliśmy okazję zobaczyć m.in.: Aleję Gwiazd, Kino Polonia, Kino Odeon, pomnik Misia Uszatka, a przede wszystkim Muzeum Bajki Se-Ma-Fora. Oko cieszyły znane z wieczorynek lalki – Misia Colargola czy Pingwina Pik-Poka, scenografie, chociażby precyzyjnie wykonane makiety z Piotrusia i Wilka, czy pokój z nagrodzonego Oscarem TangaRybczyńskiego.

Wracając jednak do przestrzeni kina Cytryna – nie można pominąć istotnych, jeśli nie najistotniejszych na festiwalu i gromadzących wielu zainteresowanych paneli dyskusyjnych. Piątkową debatę, zatytułowaną „Od Dirty dancing do Dirty writing – o krytyce filmowej”, uświetniła obecność krytyków: Marii Kornatowskiej, Tomasza Raczka, Łukasza Maciejewskiego oraz Michała Pabisia-Orzeszyny. W moderowanej przez Konrada Klejsę rozmowie goście zastanawiali się, kim w ogóle jest krytyk filmowy. Z propozycji, które padły, można by utworzyć mniej więcej tak brzmiącą definicję: krytyk filmowy to swego rodzaju forma przejściowa między filmowcem, a dziennikarzem, trochę artysta (wg Kornatowskiej), który ma (1) wizję filmu i jego miejsca w kulturze, oraz (2) erudycję, by go umiejętnie na tej kulturowej mapie zlokalizować. Do zadań krytyka należy zarówno próba wyrażenia filmu słowami, jak i pomoc zaoferowana widzowi w formułowaniu odpowiednich postaw i poszukiwaniu argumentów. Stwierdzono ponadto, że w pisaniu o filmie ważny jest ton osobisty, ale nie wolno jednocześnie narzucać nachalnie czytelnikowi swego gustu. Warto mieć również świadomość, iż nie trafiają dziś do czytającego widza żmudne i naukowe analizy. Co ciekawe, z dyskusji wyłoniła się też postać krytyka-wampira, żerującego na przekazie filmowym, by wyrazić mógł swoją opinię. Kontrowersje wzbudził temat wzajemnych stosunków krytyków i reżyserów, który jednak, moim zdaniem, każdy młody człowiek piszący o filmie powinien rozstrzygnąć samodzielnie.

W piątek dużo emocji wzbudził blok dyskusyjny „Restart kina czy krytyki?”, moderowany przez Michała Pabisia-Orzeszynę. Gośćmi panelu byli członkowie grupy „Restart”: Joanna Ostrowska, Błażej Hrapkowicz i Jakub Marmurek, jak również Anna Pachnicka, producentka filmowa oraz Natasza Korczarowska, filmoznawca z Uniwersytetu Łódzkiego. Zauważono, że dziś krytyka się zmieniła, widz patrzy na gwiazdki bądź ewentualnie krótkie rekomendacje przed filmem, a prasowe teksty krytyczne polegają często na streszczeniu fabuły (co czasem wynika ze zwykłej, acz niedopuszczalnej nieznajomości warsztatu). Podkreślono także znaczenie uczciwości i rzetelności piszącego oraz odwagi i przełamywania tabu. Podobnie jak dzień wcześniej, uznano, że krytyk powinien poszerzać myślenie o filmie. Rozdzielono także postaci krytyka i filmoznawcy. Jeśli zaś chodzi o dzisiejszego widza, to (niestety) jego filmową świadomość, a dalej – wymagania wobec kinematografii, kształtują seriale, podczas gdy ta powinna być rozwijana już na poziomie podstawówki, również przy udziale krytyki. Poza tym, członkowie „Restartu” widzą krytyka jako partnera dla filmowca, stąd też potrzebne są festiwale, by umożliwić wymianę myśli.

Wymiana myśli na pewno nastąpiła w niedzielę, pomiędzy młodymi studentami kierunków filmoznawczych z Krakowa, Łodzi, Katowic i Poznania. Rozmawialiśmy o różnicach w naszych programach, o konieczności zmian, o nas samych, poszukujących własnej drogi życiowej. Rozmowa miała swobodny charakter, a najważniejszym jej punktem okazało się postanowienie założenia grupy tematycznej na portalu Facebook, pod hasłem „Akcja Filmoznawca”. Pomysł zrealizowano natychmiastowo; rozwija się prężnie i ma na celu integrację środowiska filmoznawczego i dobrą komunikację między kołami naukowymi. Na razie wszystko zmierza w dobrym kierunku: członkowie dzielą się informacjami o imprezach filmowych czy konferencjach.

Jedyna tego typu impreza w Polce, koncentrująca swoją uwagę na zagrożonej (?) roli krytyka filmowego, dała, jak widać, sporo wrażeń. Było w czym wybierać, o czym dyskutować i kogo wysłuchać. Na stronie Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej KAMERA AKCJA organizatorzy piszą: „zależy nam, aby Festiwal był wielkim forum wymiany myśli o sztuce filmowej […]”. Cóż, chyba się udało.

 

KAMERA AKCJA 2 – podsumowanie

Cisza na planie! Światło… KAMERA AKCJA!

KAMIL JĘDRASIAK

Źródło:

http://film.polter.pl/KAMERA-AKCJA-2-podsumowanie-c22887

KAMERA AKCJA 2 - podsumowanie
CO, GDZIE I KIEDY?

Od 24 do 27 marca trwała w Łodzi druga edycja Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej KAMERA AKCJA. Przez te cztery dni uczestnicy mieli okazję brać udział w rozmaitych panelach dyskusyjnych, w pokazach etiud nadesłanych na konkurs dla studentów niefilmowych uczelni artystycznych, w podzielonych na kilka bloków (Mistrzowskie debiuty, Retrospektywa, Z obcych stron, W inny sposób, Wczoraj i dziś) projekcjach filmów doświadczonych reżyserów oraz w innych imprezach towarzyszących. W programie znalazło się także kilka pokazów premierowych i przedpremierowych. Poza tym w ramach KAMERY AKCJI miały miejsce interesujące wydarzenia teatralne i muzyczne.

Niestety, nie miałem okazji uczestniczyć we wszystkich eventach związanych z festiwalem, więc nie o wszystkich napiszę. Jednak sugerując się wszystkim tym, czego udało mi się doświadczyć w trakcie tego czterodniowego święta kina, chciałbym zaakcentować słowo „niestety”. Szczerze żałuję, że nie posiadłem zdolności bilokacji oraz że z tak prozaicznego powodu jak zmęczenie zmuszony byłem odpuścić sobie część wydarzeń towarzyszących festiwalowi (w tym część seansów). To chyba dobrze świadczy o samej imprezie, która w porównaniu z rokiem ubiegłym wyraźnie się rozwinęła; mam nadzieję, że tendencja ta utrzyma się także w latach kolejnych.

Słoik miodu…
Uznanie wobec organizatorów festiwalu wyrazili zarówno widzowie, jak i przedstawiciele konkurencyjnych imprez tego typu. Tym niemniej zarówno słowa „konkurencyjnych”, jak i „tego typu” budzić mogą zasadne wątpliwości. Przede wszystkim dlatego, że festiwal festiwalowi nierówny, a KAMERA AKCJA lokuje się w kategorii imprez stosunkowo małych.

Wszystkich zaskoczyła jednak frekwencja, o czym powiedział Przemysław Glajzner – dyrektor festiwalu – w swoich wystąpieniach na otwarcie i zamknięcie imprezy. Mówili o tym także przedstawiciele innych imprez filmowych, którzy złożyli panu Glajznerowi wyrazy uznania. Wśród nich znaleźli się między innymi: Zbigniew Żmudzki, prezes Fundacji Filmowej Se-Ma-For i pomysłodawca Se-Ma-For Film Festiwal, Radosław Maciejewski i Stanisław Bożyk, organizatorzy Targowa Street Festiwal, oraz Marek Żydowicz, odpowiedzialny za znacznie większy Camerimage. Nie zabrakło też oczywiście miłych słów pod adresem publiczności.

Wszystko to łatwo byłoby uznać za zwykłe zwroty grzecznościowe, ale każda z tych wypowiedzi brzmiała niezwykle szczerze i razem z całym entourage’em imprezy przyczyniła się do powstania niezwykłej,nomen omen: kameralnej atmosfery, o ile można tak nazwać przedsięwzięcie, w którym uczestniczyło tyle osób.

…i łyżeczka piołu

Nie obeszło się bez drobnych potknięć. Celowo jednak piszę: „drobnych”, ponieważ dotyczyły one przede wszystkim kwestii czysto technicznych, a poza tym było ich naprawdę niewiele. Dwa czy trzy razy pojawiły się małe problemy z rzutnikami, co nieco nadwerężyło cierpliwość publiczności. Szczególnie odczuwalne było to podczas projekcji filmu Made in Poland, który po kilku minutach włączono od początku. W zasadzie, innych wpadek nie odnotowałem, chyba że policzyć drobną zmianę programową, związaną z niemożnością przybycia na panel dyskusyjny jednego z gości, Mateusza Wernera. Bardzo sprawnie zastąpił go jednak Michał Pabiś-Orzeszyna z Uniwersytetu Łódzkiego.
PRZED FESTIWALEM, czyli MIŁE MILSZEGO POCZĄTKI

Mediaszum
Pierwszy dzień festiwalu zajęło jubileuszowe, dziesiąte już spotkanie z cyklu Mediaszum. Choć jest to inicjatywa niezależna, między jej organizatorami i uczestnikami a przyjmującymi rolę gospodarza organizatorami KAMERY AKCJI wyraźna była nić porozumienia i sympatii. W roli prelegentów wystąpili tym razem:

  • Anna Sanocka – przedstawicielka firmy specjalizującej się w rozmaitych technikach marketingowych związanych z przemysłem filmowym, z product placementem na czele. Zabieg ten stanowił zresztą temat spotkania, z którego dowiedzieliśmy się między innymi o różnicach w sposobach pozycjonowania marek w polskich i zagranicznych filmach.
  • Wenancjusz Szuster – przedstawiciel Łódź Film Commission, czyli organizacji, której nadrzędnym celem jest wspieranie twórców filmowych chcących realizować swoje utwory na terenie Łodzi oraz związana z tym poniekąd promocja miasta w produkcjach kinowych i telewizyjnych.
  • Jacek Szumlas – założyciel i szef firmy dystrybucyjnej Solopan, dzięki której (i dzięki panu Szumlasowi osobiście) na ekrany polskich kin trafiły takie przeboje, jak Tańczący z wilkami,Cztery wesela i pogrzeb czy eXistenZ. Odcinając się od silnie uwarunkowanych ekonomicznie tematów związanych z przemysłem i marketingiem, Jacek Szumlas mówił głównie o miłości do kina oraz swojej misji poszukiwania – i promowania na terenie Polski – jak najlepszych filmów z całego świata. Reakcja publiczności – parokrotne owacje na stojąco – świadczy o tym, że miłość do wartościowego kina, niezależnie od jego bardziej lub mniej komercyjnego charakteru, jest u nas wciąż silna.
  • Marek Żydowicz – tego nazwiska chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Festiwal Camerimage to ścisła czołówka wśród polskich, ale i europejskich imprez filmowych. Niedawne przeniesienie festiwalu z Łodzi do Bydgoszczy zaowocowało wieloma kontrowersjami w środowisku branżowym, zwłaszcza w Polsce. Także podczas tego spotkania nie obeszło się bez sporych emocji, zwłaszcza kiedy podczas dyskusji z publicznością pojawiły się rozmaite prowokacje i zarzuty pod adresem pana Żydowicza, jak również kilku innych osób i instytucji.
FILMY
Grande Opening i Tajemnice Bridgetown
Tajemnice Bridgetown, najnowszy film Łukasza Górasa, zwycięzcy ubiegłorocznego konkursu animacji, wyświetlono tuż po uroczystym otwarciu festiwalu. Obraz ten to przezabawny pastisz kina noir, którego forma wyraźnie zainspirowana została ekranizacją Sin City. Wywołał on uśmiech na twarzach publiczności tłumnie zgromadzonej w sali głównej kina Cytryna.
Peryferie
Kolejny seans był zarazem pierwszym pokazem przedpremierowym drugiej KAMERY AKCJI. Peryferie w reżyserii Bogdana G. Apetriego (4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni) to poruszający dramat o kobiecie z mroczną przeszłością, w trudnym położeniu życiowym, która postanawia zrobić coś dla siebie i swojego nastoletniego syna. Jeżeli ktoś ceni sobie w kinie przede wszystkim zaskakujące zwroty akcji i mnóstwo zdarzeń, to nie film dla niego. Niesamowite napięcie, które niewątpliwie w obrazie Apetriego jest obecne, uzyskano zupełnie innymi metodami. Kiedy obserwujemy zmagania głównej bohaterki z rzeczywistością, jaka na każdym kroku stawia opór jej planom, nietrudno o szczere i głębokie współczucie i niemal namacalny ból spowodowany niesprawiedliwością świata. Ból to tym silniejszy, że przewidywalna w gruncie rzeczy fabuła wzmaga poczucie nieuniknioności katastrofy, do której wszystko zmierza. Pesymistyczny obraz o walce ze zmieniającym się wciąż światem, na jaki nie mamy wpływu, choć być może kiedyś, w naszej przeszłości przyczyniliśmy się do tego, w jakim kierunku zaczęły się w nim dokonywać pewne zmiany.
Wyjście przez sklep z pamiątkami
Drugiego dnia miałem mały dylemat – czy udać się na Wyjście przez sklep z pamiątkami w reżyserii Banksy’ego, czy naeXistenZ Davida Cronenberga (kompletna retrospektywa jego twórczości została zresztą zaprezentowana podczas trwania festiwalu). Jako że ten drugi widziałem już wielokrotnie – choć niestety nigdy w kinie – wybrałem Banksy’ego.Myślę, że warto było. Wyświetlanie tego filmu w bloku „W inny sposób” doskonale oddaje jego specyfikę. Street-art’owy eksperyment Banksy’ego, sfilmowany w formie dokumentu (a może raczej mockumentu, czyli fałszywego [mock] dokumentu?), to być może nie jego największe osiągnięcie, ale zdecydowanie coś, co warto poznać. Czy to po prostu żart? Czy to satyra komentująca środowisko artystyczne? Może to część większego projektu artystycznego, w którym Banksy stara się wprowadzić widzów w kolejną pułapkę? Trudno stwierdzić. Wiem tylko, że zarówno ja, jak i kilkaset osób zgromadzonych w sali (dostawiono dodatkowe krzesła) bawiliśmy się świetnie, czego potwierdzeniem były nie tylko śmiech i brawa, które rozlegały się co i rusz, ale też dyskusje, które prowadzono później w kuluarach. Z pewnością kiedyś do tego filmu wrócę, najlepiej na jakiejś imprezie w gronie znajomych.
Wkraczając w pustkę
Gaspar Noe to kolejny reżyser, który swoje kino tworzy „w inny sposób”. Jego Nieodwracalne przeszło do historii jako uderzające naturalizmem studium przemocy. Nie mam wątpliwości, że Enter the Void także zapisze się na stałe w pamięci miłośników kina jako dzieło w pewnym sensie wyjątkowe, może wręcz przełomowe.W moich rozmowach z innymi widzami wielokrotnie powtarzały się zwroty w stylu „No, teraz to mnie już nic nie zaskoczy!”. Jeśli myśleliście, że Brown Bunny Vincenta Gallo albo Gwałt zbliżyły się niebezpiecznie do granic pornografii, to Enter the Void je przekroczył (w zasadzie pokazał nawet więcej – każdy, kto widział finałową sekwencję wie zapewne, co mam na myśli). Jeśli myśleliście, że w filmie TRON: Dziedzictwo było dużo świateł i efektów specjalnych, poczekajcie, aż zobaczycie Tokyo w wersji Gaspara Noe. Jeśli wreszcie czekaliście na porządne wykorzystanie point of view głównego bohatera w kinie, nie powinniście przegapić tego filmu. Pod warunkiem, rzecz jasna, że jesteście pełnoletni (i że nie cierpicie na epilepsję, ponieważ feeria kolorowych pulsacyjnych rozbłysków trwa niemal nieprzerwanie przez cały czas seansu). Przydałoby się także otwarte nastawienie, ponieważ ocenianie tego obrazu w zwykłych kategoriach niechybnie prowadziłoby do rozczarowania. Dziwny to twór i pod wieloma względami niepokojący, momentami wręcz irytujący w odbiorze.(Swoją drogą to najbliższy fantastyce film spośród tych, które dane mi było obejrzeć podczas festiwalu. Ulokować go można między innymi na pograniczach kina fantasy, choć klarowna klasyfikacja gatunkowa jest w tym wypadku raczej niemożliwa. Nie bez powodu mówi się o nim niekiedy jako o adaptacjiTybetańskiej Księgi Umarłych).
Wszyscy twoi święci
Debiut Dito Montiela to wielokrotnie nagradzany, bardzo interesujący obraz, pełen elementów autotematycznych i wątków autobiograficznych. Reżyser, odpowiedzialny również za scenariusz swojego filmu, obdarzył głównego bohatera własnym imieniem i nazwiskiem. Co więcej, scenariusz oparł na swojej książce noszącej ten sam tytuł. A Guide to Recognise Your Saints to bardzo świadome (i samoświadome) dzieło, przemyślane pod niemal każdym względem. To poruszający dramat o rozliczaniu się z trudną przeszłością, o poszukiwaniu stałości i spokoju w życiu, o szczęściu, którego nie jest w stanie zapewnić sukces zawodowy, i o krzywdzie, jaką wyrządzić są sobie w stanie nawet najbliżsi ludzie. To wreszcie bardzo specyficzne połączenie współczesnej w gruncie rzeczy formy z odczuwalną choćby w warstwie wizualnej oldschoolowością tego filmu.
Kod nieznany
Ktokolwiek widział kiedyś dowolny film Michaela Hanekego lub przynajmniej czytał coś na temat jego twórczości, ten wie, że to twórca o bardzo specyficznym stylu. Istotną jego częścią jest tematyzacja szeroko rozumianej przemocy, ukazywanej w specyficzny sposób skłaniający do głębszej refleksji. Jeśli spodziewacie się krwawych obrazów ukazujących brutalne akty w jak najbardziej efektowny sposób, niczym w filmach Tarantino, zmieńcie swoje oczekiwania. U Hanekego najstraszniejsze jest to, czego nie widać i – przede wszystkim – czego nie da się objąć logiką. W związku z tym wszechogarniające zło, obecne w jego utworach, przejawia się najwyraźniej gdzieś na marginesach historii przez niego opowiadanych. Przybiera ono jednak wiele odcieni, dzięki czemu poznajemy je nie w jakimś nieprawdopodobnym, abstrakcyjnym wymiarze, a w formie jak najbardziej namacalnej i realnej. Kod nieznany to seria kompletnych dramatycznie mikronarracji, miniopowieści (składających się jednak w pewną spójną historię) ukazujących losy kilku osób i rozmaite rodzaje cierpienia, jakie ludzie ci przeżywają.
Happiness
Nietypowa opowieść Todda Solondza o szczęściu w jego najdziwniejszych odcieniach. Dość odważny film, poruszający w niecodzienny sposób kwestie takie jak śmierć, dewiacje seksualne (z pedofilią na czele), dojrzewanie, nieśmiałość jako źródło psychozy, agresja i wiele innych. Wszystko to podsycone dużą dawką bardzo specyficznego poczucia humoru; specyficznego na tyle, że niektórzy, zamiast zostać rozbawieni, mogą poczuć się zniesmaczeni. Tym niemniej to nie kolejna głupawa komedyjka ogrywająca rynsztokowe żarty. Wręcz przeciwnie, Solondz serwuje całkiem inteligentną historię, zgrabnie żonglując absurdem i rozmaitymi schematami, zaskakując widzów niecodziennymi zestawieniami tych ostatnich.
Made in Poland
Polski akcent na festiwalu. Film Przemysława Wojcieszka to historia młodego Polaka, ministranta, który postanawia zerwać z Kościołem i wypowiedzieć bunt nie tylko tej instytucji, ale i całej otaczającej go rzeczywistości. Ogolona głowa, glany na nogach, tatuaż z krzykliwym i prostym „Fuck Off” na czole, kapryśna mina na twarzy i można ruszać na miasto. Ten bunt ma być początkiem rewolucji, każda rewolucja potrzebuje jednak wsparcia. W tym celu Boguś (Piotr Wawer junior) udaje się do swojego dawnego nauczyciela-alkoholika (rewelacyjny Janusz Chabior) oraz namawia przypadkowo napotkanych ludzi, by się do niego przyłączyli. Ten film, podobnie jak sztuka teatralna, na podstawie której powstał scenariusz, to jednak nie manifest, jaki trzeba traktować w pełni serio. To raczej podany w interesującej formie komentarz dotyczący w równym stopniu nieciekawej rzeczywistości, jak i współczesnych buntowników, których cechuje raczej niedojrzałość, niż romantyczne oddanie wyższym ideom.Po seansie podsłuchałem pewien wywiad, w którym rozmówca obawiał się, że ludzie na Zachodzie mogą wyrobić sobie mylne zdanie o współczesnej Polsce na podstawie tego filmu. Czy tego rodzaju obawy są słuszne? Odpowiedź pozostawiam tym, którzy obejrzą film, a myślę, że warto, choć nie jest to dzieło wybitne.
Co z oczu, to z serca? Czyli cała reszta…
Wspomniałem wcześniej, że niestety nie było mi dane uczestniczyć we wszystkich seansach. Wśród nich znalazły się między innymi takie filmy, jak: Nierozłączni (1988, David Cronenberg), Wieczność i jeden dzień (1998, Theodoros Angelopoulos), eXistenZ (1999, David Cronenberg), Jak zostać królem (2010, Tom Hooper), Delta (2008, Kornél Mundruczó),Wschodnie obietnice (2007, David Cronenberg), Płytki grób(1994, Danny Boyle), Głowa do wycierania (1977, David Lynch),Śmiertelnie proste (1984, Joel i Ethan Coen), Maska (2010, Timothy i Stephen Quayowie), Millhaven (2010, Bartek Kulas),Nagi lunch (1991, David Cronenberg), Życie z wojną w tle (2009, Todd Solondz) oraz dwa nocne seanse-niespodzianki.
PANELE DYSKUSYJNE
Od „Dirty Dancing” do „Dirty Writing” 
KAMERA AKCJA to jednak nie tylko, a nawet nie przede wszystkim, filmy. To także okazja do wymiany myśli na tematy związane z kinem i z krytyką filmową. Służą temu rozmaite panele dyskusyjne. Pierwszy sobotni panel zgromadził całą salę publiczności, która miała szansę uczestniczyć w dyskusji niemal na równi z gronem zaproszonych gości. Wśród tych ostatnich znaleźli się:
  • Tomasz Raczek – znany chyba wszystkim miłośnikom kina polski krytyk filmowy i teatralny, od lat zajmujący się działalnością krytyczną i publicystyczną w rozmaitych mediach, od specjalistycznych periodyków i magazynów filmowych, poprzez pisanie na blogu, po programy telewizyjne i radiowe. Zdecydowanie showman, czego potwierdzeniem było jego przebojowe zachowanie podczas panelu – to właśnie on najaktywniej zachęcał publiczność do udziału w dyskusji, przechadzając się wśród zgromadzonych z mikrofonem.
  • Maria Kornatowska – scenarzystka, krytyk filmowy i eseistka. W dyskusji wystąpiła w roli pośredniczki między środowiskiem krytycznym a artystycznym. Wniosła do rozmowy spojrzenie pozornie z drugiej strony barykady, ale jednocześnie zasygnalizowała brak wyraźnej granicy między artystami a krytykami, jako przykład takiego stanu rzeczy wskazując już francuską nową falę.
  • Łukasz Maciejewski – dziennikarz filmowy związany z takimi wydawnictwami, jak Tygodnik Powszechny, Kwartalnik Filmowy czy Film. Nie mówi o sobie „krytyk”, postuluje raczej używanie określeń typu „dziennikarz filmowy/teatralny/muzyczny z dużą swobodą ekspresji własnego gustu i niezależnością” wobec osób piszących obecnie w danych branżach.
  • Michał Pabiś-Orzeszyna – reprezentujący Uniwersytet Łódzki kulturoznawca i filmoznawca, a więc akademicki głos w dyskusji. Szczególną uwagę zwrócił na aspekt mocnego targetowaniazauważalnego we współczesnym kinie, które utrudnia nieco działalność krytyków filmowych, wymuszając na nich zmianę perspektywy. Efektem takiego stanu rzeczy jest system ekspercki w dziennikarstwie branżowym, stosującym między innymi uproszczone mechanizmy ocen „gwiazdkowych” przy jednoczesnym sugerowaniu się przez widzów gustami poszczególnych recenzentów.
  • Konrad Klejsa – moderator dyskusji, także występujący z ramienia Uniwersytetu Łódzkiego. Poza sprawną moderacją osobiście włączał się do rozmowy, w ciekawy sposób komentując wypowiedzi jej uczestników.

Dyskusja zaowocowała wieloma interesującymi przemyśleniami dotyczącymi (często wzajemnie się przenikających) funkcji krytyków, dziennikarzy branżowych i filmoznawców, a także zmieniającego się historycznie zapotrzebowania na nich. Opinie rozmówców na temat polskiej sytuacji w tym względzie nie były jednorodne. Zapowiadana lub wręcz ogłaszana przez rozmaitych pesymistów śmierć krytyki filmowej znalazła wśród dyskutantów zarówno potwierdzenie, jak i zaprzeczenie.

Niezaprzeczalnie odnotowano jednak pewną fazę – ekhm – krytyczną, w jakiej polska krytyka się znalazła, a której źródeł dopatrywać się można przede wszystkim w zmianie rytmu życia widzów oraz idącej za tym zmianie ich oczekiwań. Zmniejszone wymagania powodują zubożenie języka i form działalności osób piszących o filmie oraz zawężenie obszaru ich zainteresowań. W rozmowie pojawiły się na szczęście także bardziej optymistyczne uwagi, zgodnie z którymi ogólna tendencja do zaniku szerszych krytycznych kompetencji nie dotyczy wszystkich dziennikarzy; można, również w Internecie, znaleźć jednostki dążące do przywrócenia krytyce należnej jej pozycji.Niemała część wypowiedzi zachęcała młodych piszących do walki o niezależność własnego stylu i głosu w dyskursie publicznym, a także do wytrwałości w dążeniu do celu – pomimo fali złośliwości, z którą niewątpliwie zetkną się na swojej drodze, zwłaszcza jeśli pisać będą w sieci. Goście postulowali zarazem czujność na konstruktywną krytykę, z którą piszący mogą się zetknąć w konfrontacji z czytelnikami, a dzięki której każdy autor ma szansę się rozwinąć.Restart kina czy krytyki?
W drugim panelu udział wzięli między innymi przedstawiciele nowego ruchu krytycznego, noszącego wymowną nazwę Restart. To nieformalne zrzeszenie osób trudniących się działalnością piśmienniczą (i jak się okazuje, nie tylko nią), którym przyświeca wspólna chęć wpłynięcia zarówno na kształt dyskursu o kinie, jak i na stan samej kinematografii poprzez zacieśnienie współpracy między krytykami i twórcami. Również w samym spotkaniu uczestniczyli zarówno przedstawiciele jednego, jak i drugiego środowiska:
  • Jakub Majmurek – filmoznawca z wykształcenia, członek zespołu Krytyki Politycznej, współpracownik kwartalnika Bez Dogmatu. Publikował między innymi w Kinie, Przeglądzie czy Internetowym Portalu Polskiego Radia.
  • Błażej Hrapkowicz – recenzent filmowy współpracujący między innymi z Machiną, Kinem orazFilmem.
  • Joanna Ostrowska – publicystka, członkini Krytyki Politycznej. Jej teksty pojawiały się na łamach takich pism, jak Film, Polityka, Ha!Art czy Teksty drugie.
  • Natasza Korczarowska – reprezentantka środowiska akademickiego. Wykładowczyni Uniwersytetu Łódzkiego, specjalizująca się w historii filmu polskiego.
  • Anna Pachnicka – przedstawicielka „drugiej strony” w dyskusji. Producentka filmowa, odpowiedzialna za takie utwory, jak Aleja gówniarzy czy Generacja C.K.O.D..
  • Michał Pabiś-Orzeszyna – filmoznawca i kulturoznawca z Uniwersytetu Łódzkiego, tym razem w roli moderatora.

W rozmowie pojawiło się wiele wątków, wśród których największe kontrowersje wzbudził (szeroko dyskutowany ostatnio przez środowiska branżowe skupione wokół filmu, zarówno artystyczne, jak też krytyczne i dziennikarskie) pomysł na wprowadzenie funkcji specjalistów, którzy już na wstępnych etapach pracy nad filmem mieliby krytycznym okiem oceniać poszczególne aspekty powstającego obrazu, wpływając tym samym na produkcję. Sugestia, aby taką merytoryczną kontrolę nad kinem – łącznie z zagadnieniami realizacyjnymi – mieli sprawować ludzie związani z krytyką filmową, wzbudziła pewne wątpliwości już w poprzednim panelu, w tym zaś była przedmiotem długiej wymiany zdań. Poza tym dyskutanci mówili także o rozmaitych funkcjach krytyki filmowej, którą współcześnie niesłusznie kojarzy się w Polsce niemal wyłącznie z recenzjami i jedynie niekiedy z eseistyką bądź felietonistyką.

Do utraty tchu. Studenckie forum wymiany myśli

Ten panel różnił się nieco od pozostałych, a to za sprawą jego uczestników, których tym razem nie podzielono na gości specjalnych i publiczność. Jego zasadniczym celem było skonfrontowanie ze sobą studentów filmoznawstwa (oraz kierunków tożsamych) z różnych uczelni na terenie Polski (wyjątek stanowiła jedna ze studentek, która nakreśliła obraz studiowania na Sorbonie). Na podstawie różnic i podobieństw zgromadzeni na panelu mieli szansę wskazać pewne pomysły, którym warto się szczególnie przyjrzeć. Miałoby to zaowocować ewentualnymi zmianami w lokalnych programach nauczania lub wręcz organizacji zajęć.

Co warto zaadaptować z innych uczelni, co warto poprawić u siebie, a czym można się podzielić? Na tego typu pytania starano się znaleźć odpowiedź. W dyskusji niespodziewanie wziął udział także Andrzej Słodkowski, doświadczony polski reżyser, scenarzysta i fotograf. Kolejną niespodzianką okazało się stworzenie nieoficjalnej, wspólnej, ogólnopolskiej inicjatywy, której nadano nazwę Akcja Filmoznawca, a która polegać ma na promocji rozmaitych filmowych wydarzeń, jakie zdaniem członków Akcji warte są poświęcenia im większej uwagi.

Potrzeba bilokacji. Czyli panele i inne, które przegapiłem (albo nie)
Podobnie jak w wypadku seansów filmowych, tak i wśród innych eventów znalazły się takie, w których nie mogłem z rozmaitych przyczyn uczestniczyć. Były to: Spacer po Łodzi filmowej, organizowany w ramach Dnia teatru spektakl Wymazywanie (Krystian Lupa, realizacja TV), spotkanie Na horyzoncie kina polskiego oraz panel dyskusyjny Teatr w filmie / film w teatrze.

Poza tym codziennie po wydarzeniach oficjalnych w festiwalowym klubie Portfolio odbywały się after parties z koncertami i dj’ami (drugiego dnia za konsoletą stanął między innymi Robert Leszczyński, dziennikarz muzyczny, który zasiadł także w jury konkursu etiud i animacji), podczas których uczestnicy wespół z gośćmi specjalnymi mogli się zrelaksować. Tego już sobie nie mogłem odpuścić.

ETIUDY, ANIMACJE, KONKURSY… CZAS NA MŁODYCH!

Kiedy pisałem o progresie zauważalnym w porównaniu z poprzednią edycją, szczególnie istotne wydało mi się pewne odczuwalne przesunięcie, przerzucenie środka ciężkości na zagadnienia krytyki – w ubiegłym roku postawiono bowiem na amatorską twórczość filmowców-pasjonatów. Tej ostatniej nie zabrakło również tym razem, aczkolwiek pewne zmiany w regulaminie każą mówić raczej o twórczości „nieprofesjonalnej” aniżeli „amatorskiej”. Decyzja o takich zmianach przełożyła się w oczywisty sposób na większe zróżnicowanie prac zakwalifikowanych do tegorocznego przeglądu i generalny wzrost ich poziomu artystycznego. Filmy podzielono na dwie kategorie: blok konkursowy i blok dokumentów.

Jako że bloku dokumentów nie było mi dane obejrzeć, w ramach ciekawostki powiem tylko, że był w jego ramach wyświetlany między innymi film Biedermann Project, w którego realizacji braliśmy udział ja (jako reżyser i współautor scenariusza) i Saya (głównie jako montażystka i aktorka). Ot, taki osobisty akcent w ramach festiwalu.

W bloku konkursowym zaś wyświetlono osiem etiud i dziesięć animacji, które oceniane były w osobnej kategorii (jak się jednak okazało, zaskakująca decyzja jury w kwestii Grand Prix uczyniła ten podział bardzo płynnym). Były to:

Etiudy

Nie mam wyjścia (Dawid Hulota)
Melodramat wykorzystujący znane schematy poświecenia, w tym wypadku pod postacią prostytucji w imię wyższych wartości, takich jak miłość. Mimo niezbyt oryginalnej fabuły i przewidywalności utwór oglądało się całkiem miło, głównie z racji na bardzo ładne zdjęcia i muzykę, która w nienachalny sposób ilustrowała wydarzenia na ekranie.

Threatened (Karol Kubiak)
Utrzymana w konwencji teledysku, a konkretniej fabularyzowanych wideoklipów Michaela Jacksona, etiuda o spotkaniu młodej dziewczyny z tajemniczym mężczyzną. Muzyka Króla Popu, oniryczny charakter, zaburzenia rytmu narracyjnego i estetyka horroru przywołują na myśl takie teledyski, jakThriller czy Billie Jean. Całość okraszona niemałą dawką specyficznego humoru.

Aniołek (Konrad Hamada)
Etiuda z gościnnym udziałem Anny Dymnej, prezentująca równolegle historie młodej dziewczyny chcącej zarobić na wycieczkę oraz podstarzałego kloszarda. Losy obu postaci zbiegają się, by w finale nabrać gorzkiej, ironicznej wymowy. Na uznanie zasługują świetne zdjęcia i muzyka, które rekompensują nieco banalną fabułę.

Pralka (Jakub Pączek)
Ten świetnie nakręcony i zmontowany film okazał się niezwykle zabawną i interesującą historią z kilkoma historycznymi wątkami w tle. Nic dziwnego, że dostał od jury wyróżnienie za najlepsze wykorzystanie wiedzy filmowej.

Rabatki (Dawid Halota, Łukasz Opaliński)
Niezłe zdjęcia i dopracowany montaż niestety nie ratują szeroko pojmowanej treści tej parodii wideoklipów rockowych. Zasadniczy problem dotyczy tu poczucia humoru, które w wypadku parodii stanowi podstawę każdej produkcji, a pod tym względem niestety nie jest dobrze. Doskonały przykład utworu, w którym „forma przerosła treść”.

Twist & Blood (Kuba Czekaj)
Wyróżnienie za najlepsze wykonanie techniczne tej produkcji nie powinno nikogo dziwić – zarówno montaż, jak i praca kamery, udźwiękowienie czy oświetlenie są w tym obrazie bez zarzutu. To jednak nie jedyne jego zalety. Również aktorstwo i równowaga między elementami humorystycznymi i poważnymi działają na korzyść tego filmu. To naprawdę kawałek niezłego, wartego uwagi kina.

Jutro (Bartosz Kruhlik)
Zrealizowany w konwencji dokumentalnej krótki film o przemijaniu i starości. Obserwując starszą kobietę i słuchając jej opowieści o rozmaitych sprawach, można odnieść wrażenie, że obcujemy ze zbiorem chaotycznie zebranych wypowiedzi i ładnie skomponowanych kadrów. Tak naprawdę to jednak sprawnie zrealizowany portret, zarówno jednostki, jak i pewnego pokolenia, które stosunkowo rzadko pojawia się w dzisiejszym kinie, promującym głównie młodość i witalność.

Post scriptum (Aleksander Krzystyniak)
Pozbawiony słów utwór wykorzystujący konwencję filmu grozy z całkiem nieźle zbudowaną atmosferą, a to wszystko dzięki muzyce i ładnym, poetyckim kadrom. Szkoda, że w gruncie rzeczy nie był w stanie poruszyć większości widzów serią ogranych schematów. Niemniej jednak warto obejrzeć, choćby po to, by zobaczyć, jak powinno się tworzyć nastrój.

Animacje

Lebensraum (Edyta Bakiera)
Proste efekty wizualne służące realizacji równie prostego pomysłu z lewitacją rozmaitych przedmiotów, które znikając, prowadzą do opustoszenia pokoju. W praktyce film sprawia wrażenie afabularnego wideoklipu, który niestety nie zapada w pamięć.

Narcotic Dream (Kamil Bogucki)
Psychodeliczna animacja poklatkowa wykorzystująca w ciekawy sposób oświetlenie i plastelinowe rzeźby głów. Więcej w zasadzie nie sposób na jej temat napisać, ale fani tego typu estetyki i atmosfery grozy (oraz choćby twórczości Davida Lyncha) powinni znaleźć tutaj coś dla siebie.

Opowieść o śpiących ludziach (Joanna Pal)
Minimalistyczna animacja przywodząca na myśl proste grafiki z podręczników dla dzieci lub filmików instruktażowych dotyczących obsługi różnych urządzeń lub zachowania w określonych sytuacjach (tudzież, bardziej konkretnie – wideoklip do piosenki Remind me zespołu Royksopp). Estetycznie ciekawej formie towarzyszy również interesująca treść: przedstawienie różnic płciowych na przykładzie jednego dnia z życia przeciętnego małżeństwa.

Prezent (Magdalena Szczurzewska)
Oldchoolowy styl tej animacji kojarzy się z estetyką minimalistycznych komiksów i malarstwa. Ciekawy rytm opowieści i wzruszający finał z morałem to chyba największe plusy tej produkcji, którą polecić mogę zarówno wytrawnym kinomaniakom, jak i najmłodszym widzom.

The Splash. Historia animal punk (Andrzej Szych)
Przepełniona specyficznym humorem animacja ogrywająca w twórczy sposób konwencje wideo koncertowego i filmów dokumentalnych. Historia zespołu punkowego grającego nie dla zwykłej publiczności, lecz dla zwierząt. Wszystko okraszone dynamicznym montażem i pozornie niedbałą kreską. Pure anarchy w krzywym zwierciadle. Co ciekawe, obraz został nagrodzony Grand Prix festiwalu, wyprzedzając nie tylko konkurencyjne animacje, ale i wszystkie etiudy wystawione do konkursu głównego.

Conspire (Krzysztof Baran, Kasper Grubba, Andrzej Szych)
Mój osobisty faworyt, a zarazem filmik wyróżniony w konkursie animacji. Animowany wideoklip do tytułowej piosenki zespołu Antimatter, wykorzystujący przede wszystkim technikę malarstwa akwarelowego. Piękny, poruszający, nostalgiczny i przepełniony subtelną symboliką. Polecam!

Coś w tym gatunku (Urszula Palosińska)
Kolejna nagrodzona animacja. Gorzka ironia, minimalistyczna forma i spora doza złośliwości, do tego wykorzystanie narracji à la filmy przyrodnicze. Owocem tego połączenia jest bardzo ciekawy, nieschematyczny utwór stanowiący komentarz do bieżącej rzeczywistości, mód i kryzysu kultury.

Dialog (Karolina Suchodolska, Daria Piskosz)
Jeszcze jeden mocno psychodeliczny tytuł. Koncept zmiennej grawitacji i rozmawiających stóp wydaje się dość absurdalny, ale absurd ten stanowi źródło niepokojącej atmosfery.

Dystopia (Agata Graczyk)
Poklatkowa animacja z plastelinowymi lalkami. Niepokojąca, a momentami wręcz przerażająca estetyka, wszechobecny brud i mroczne scenografie towarzyszą równie klimatycznej historii, akcentującej tematykę złej karmy, która zawsze wraca do niedobrych ludzi. Zarówno artystycznie, jak i etycznie utwór wart uwagi.

Fabryka Farby (Piotr Kieruj)
Dwie techniki: malarstwo i wycinanki. To nietypowe połączenie służy ukazaniu kolejnej mrocznej historii, choć tak naprawdę jej fabuła odchodzi na dalszy plan. Liczy się przede wszystkim forma i estetyka brzydoty, mroku i brudu, która zdaje się stanowić podwójny komentarz: do współczesnej rzeczywistości, w której natura staje się mało ważna, oraz – w węższym rozumieniu – do procesów twórczych, dzięki czemu utwór nabiera znamion autotematyzmu.

Konkurs na tekst krytyczny
Na osobną uwagę zasługuje konkurs na tekst krytyczny, w którym główną nagrodą była publikacja zwycięskiego artykułu na łamach magazynu Kino. Wśród nadesłanych 74 prac (ich liczba to pozytywne zaskoczenie) znalazły się zarówno teksty napisane przez amatorów, jak i przez osoby, które doczekały się już publikacji. Pozytywnym zaskoczeniem okazała się liczba artykułów nadesłanych przez osoby w wieku licealnym, a nawet gimnazjalnym. Zwycięzcą okazał się jednak student Uniwersytetu Jagiellońskiego, Maciej Stasiowski, którego tekst Wciśnij „enter” i patrz jak płonie… można przeczytać w najnowszym numerze Kina. Jury postanowiło także przyznać wyróżnienie Dominice Bierczyńskiej, której pracę zamieszczono na łamach internetowej wersji magazynu.

ROKOWANIA

Wspominałem we wstępie o tym, że żaden festiwal nie mógłby się obejść bez publiczności. Bez niej zwyczajnie by nie istniał, nie wspominając o sukcesie. A KAMERA AKCJA zdecydowanie sukces odniosła. Czym go zmierzyć? Czy tylko frekwencją? Czy tylko filmami, które zaprezentowano? Czy tylko wydarzeniami, które się odbyły? Zdecydowanie nie, choć nawet poprzestając na tych kategoriach, tegoroczną edycję KAMERY AKCJI można by było uznać za udaną.

Miarą sukcesu tego typu imprez powinny być również cele, jakie założyli sobie organizatorzy, i skuteczność w ich osiąganiu. Także pod tym względem nie można nic zarzucić osobom, dzięki którym festiwal stał się tym, czym się stał. A jakie były założenia? KAMERA AKCJA miała być forum wymiany myśli między środowiskiem krytyków, widzów oraz twórców filmowych i to zadanie udało się w pełni wykonać. Sukces w tym względzie zawdzięczać można zarówno świetnemu doborowi filmów, które stanowiły doskonały punkt wyjścia dla rozmaitych dyskusji, jak i zaproszonym gościom, którzy mobilizowali także publiczność do udziału w rozmowach. Wyrazy uznania należą się wreszcie całej rzeszy organizatorów i wolontariuszy, którzy zadbali o świetną atmosferę przez cały czas trwania festiwalu, nie tylko podczas jego „oficjalnych” punktów programowych.

Po takiej serii entuzjastycznych opinii z mojej strony chyba jasne jest, że w przyszłym roku również wybiorę się na KAMERĘ AKCJĘ. Do tego samego zresztą zachęcam także Was wszystkich. Jeśli kochacie kino z całą jego różnorodnością, jeśli lubicie wymieniać się opiniami o filmach (i szeroko pojmowanym świecie filmu) z innymi pasjonatami, jeśli wreszcie sami chcecie podzielić się swoją twórczością, czy to w dziedzinie kręcenia własnych obrazów, czy pisania tekstów krytycznych – KAMERA AKCJA powinna na stałe znaleźć się na Waszej festiwalowej mapie Polski.